29.10.2025, 12:50 ✶
– Jeśli uznałabym, że z czymś przyda się pomoc, byłabyś jedną z pierwszych, których bym o nią poprosiła – odparła Brenna gładko, posyłając Heather kolejny uśmiech. Nie lubiła opowiadać o swoich problemach, to prawda, ale w tej chwili bardziej przejmowała się ruinami i groźbą wiszącą nad czarodziejskim światem niż samą sobą. Nie była też pewna, jak niby miałaby pomóc rodzinie, skoro stertę podobnych rzeczy dałoby się napisać o każdym rodzie, i chyba jedyne, co mogłaby zaproponować, to żeby ją oficjalnie wydziedziczyli. Ale w tej chwili jej głowę zaprzątały bardziej praca, Zakon i pokrzywdzeni.
– To będzie dwa galeony! Prawdziwa okazja – zachwalał chłopiec, i cóż, to faktycznie była okazja, bo różdżki zwykle były droższe… o ile oczywiście akurat ta by chciała z człowiekiem współpracować. Tyle że Brennie zupełnie nie zależało na rzucaniu zaklęć tą różdżką: raczej chciała się dowiedzieć, czy nie wyniesiono jej z jednego ze zniszczonych domów.
Zwłaszcza że gdy jej wzrok padł ponownie na kocyk, kolejna różdżka wydała się jej znajoma.
– Wezmę obie – oświadczyła ku uciesze chłopców, a potem zamarła na moment, kiedy do jej głowy napłynął komunikat Heather. Wysłuchała go i przez moment patrzyła po prostu na dzieciaki, próbując zapamiętać cechy charakterystyczne.
Zanim zdążyła jednak otworzyć usta, by zapytać o coś jeszcze…
Na pytanie Heather chłopcy spojrzeli po sobie, a potem jeden z nich chwycił koc, na którym leżały przedmioty. Brenna sądziła, że chciał po prostu się poderwać i rzucić do ucieczki: wyciągnęła więc rękę, z zamiarem pochwycenia – prawdopodobnie – złodziejaszka…
Ale rozległ się trzask.
Jeden, drugi, trzeci.
– Jasna cholera – podsumowała, spoglądając na miejsce, gdzie przed chwilą byli chłopcy, z pewnym niedowierzaniem. Nie dlatego, że faktycznie okazało się, że przedmioty były tutaj na pewno nielegalnie, bo tego absolutnie się spodziewała. Raczej z powodu tej nielegalnej teleportacji. Nie spodziewałaby się, że ktoś zdołał opanować ją w tym wieku. Co więcej… czy namiar nie powinien zadziałać w takiej sytuacji? – Najwyraźniej mamy tutaj nie tylko złodziei, ale jakieś dzieci… żyjące poza systemem. Nie wyglądali na Bellów, ale może…? – wymamrotała z pewnym zawahaniem, palce zaciskając na różdżkach, które zdążyła podnieść, w efekcie więc nie znikły wraz z chłopcami. Próbowała zapisać sobie w pamięci jej twarze, bo te dzieciaki, w jej opinii przynajmniej, należało dorwać. I nie, nie to że ukarać za złodziejstwo, ale na pewno jakoś je ogarnąć, w kwestii kradzieży, używania nielegalnej magii i och, może edukacji.
Skoro teleportowali się w tym wieku, z egzaminami nie powinni mieć problemów.
– To będzie dwa galeony! Prawdziwa okazja – zachwalał chłopiec, i cóż, to faktycznie była okazja, bo różdżki zwykle były droższe… o ile oczywiście akurat ta by chciała z człowiekiem współpracować. Tyle że Brennie zupełnie nie zależało na rzucaniu zaklęć tą różdżką: raczej chciała się dowiedzieć, czy nie wyniesiono jej z jednego ze zniszczonych domów.
Zwłaszcza że gdy jej wzrok padł ponownie na kocyk, kolejna różdżka wydała się jej znajoma.
– Wezmę obie – oświadczyła ku uciesze chłopców, a potem zamarła na moment, kiedy do jej głowy napłynął komunikat Heather. Wysłuchała go i przez moment patrzyła po prostu na dzieciaki, próbując zapamiętać cechy charakterystyczne.
Zanim zdążyła jednak otworzyć usta, by zapytać o coś jeszcze…
Na pytanie Heather chłopcy spojrzeli po sobie, a potem jeden z nich chwycił koc, na którym leżały przedmioty. Brenna sądziła, że chciał po prostu się poderwać i rzucić do ucieczki: wyciągnęła więc rękę, z zamiarem pochwycenia – prawdopodobnie – złodziejaszka…
Ale rozległ się trzask.
Jeden, drugi, trzeci.
– Jasna cholera – podsumowała, spoglądając na miejsce, gdzie przed chwilą byli chłopcy, z pewnym niedowierzaniem. Nie dlatego, że faktycznie okazało się, że przedmioty były tutaj na pewno nielegalnie, bo tego absolutnie się spodziewała. Raczej z powodu tej nielegalnej teleportacji. Nie spodziewałaby się, że ktoś zdołał opanować ją w tym wieku. Co więcej… czy namiar nie powinien zadziałać w takiej sytuacji? – Najwyraźniej mamy tutaj nie tylko złodziei, ale jakieś dzieci… żyjące poza systemem. Nie wyglądali na Bellów, ale może…? – wymamrotała z pewnym zawahaniem, palce zaciskając na różdżkach, które zdążyła podnieść, w efekcie więc nie znikły wraz z chłopcami. Próbowała zapisać sobie w pamięci jej twarze, bo te dzieciaki, w jej opinii przynajmniej, należało dorwać. I nie, nie to że ukarać za złodziejstwo, ale na pewno jakoś je ogarnąć, w kwestii kradzieży, używania nielegalnej magii i och, może edukacji.
Skoro teleportowali się w tym wieku, z egzaminami nie powinni mieć problemów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.