Nicholas bardziej myślał o spotkaniu z de mentorem jako eksperyment, doświadczenie osobiste z tą istotą. Nie myślał o sytuacji, jakoby miał być więźniem Azkabanu. Przy słowach Rodolphusa, miał przed oczami właśnie to doświadczenie z iluzji w Mauzoleum.
- Azkaban…Powtórzył po Rodolphusie, nie spojrzawszy na niego nawet. Jakby to słowo w ostatnim czasie, zaczynało my drażniące. Stanowić miało obawę. Doświadczenie własnego lęku, nie sprawiło że zamierzałby zaprzestać swoich działań. Ale mogło być ostrzeżeniem, aby był bardziej ostrożnym.
- Jeżeli mnie spotka… Zabij mnie po prostu.
Odparł po chwili ciszy, jaka zapadła. Chciał uniknąć zamknięcia i wyroku, jeżeli do tego mogłoby dojść. Gdyby go schwytali, przejrzeli. Na taką pomoc, mógłby liczyć jedynie od Rodolphusa i Stanleya. O ile zechcieliby spełnić tę jego prośbę.
Umrzeć, aby nie zostać zamkniętym.
Wtedy też zmienił trochę temat, przechodząc do sprawy nowego miejsca zamieszkania dla swojej siostry. Rzadko, kiedy mówił o rodzeństwie, o swojej rodzinie. Podobnie jak Rodolphus. Nie podejmowałby tego tematu, gdyby nie to, że był świadom problemów ze zdrowiem. Choćby do czasu, aż nie polepszy mu się, będzie musiał korzystać z pomocy towarzysza.
- Faye jest dosłownym przeciwieństwem mnie.Skinął głową na zgodę dodając kilka słów wyjaśnienia różnicy między sobą a nią. Przyznał, że kobiety potrafią być uparte, jak sam już wspomniał. Często też robią wszystko po swojemu. Nicholas może i nie był w stałym związku i aż takiej bliskości nie doświadczył, co Rodolphus, ale sama obserwacja i użeranie z siostrą, wystarczało.
Na zadane pytania, Nicholas westchnął, sięgnąwszy po swój kubek z herbatą.
- Nie przeszkadza. Jej mieszkanie przetrwało atak, a znajduje na piętrze. Z kolei właścicielka... była jej właścicielka mieszka na parterze i ono dosłownie spłonęło. Widziałem zniszczenia. Podejrzewam, ze musiały zadziałać mocne zaklęcia ochronne, albo ktoś z naszych zgłosił aby oszczędzić jej mieszkanie.Odpowiedział na pytania, nie ukrywając zastanowienia się nad tym, z czym podzielił właśnie z Rodolphusem.
Dmuchnął w parę i upił powoli jeden łyk herbaty, aby zwilżyć sobie gardło dodatkowo, gorącym naparem.
- Rozglądałem się wczoraj. Być może coś znalazłem. Nie jestem tylko pewny, czy dom jest opuszczony, czy zamieszkały. Po prostu, nie chcę, aby Faye mieszkała w Dolinie Godryka. Już raz wpakowała się w kłopoty, które mogą nie potrzebie pociągnąć za sobą mnie.Odpowiedział na pytanie dotyczące znalezienia czegoś do obejrzenia i przejęcia. Lecz nie odniósł się do kwestii dotyczącej lasu. Jego rodzina była skażona likantropią. A on, jako jeden z nielicznych członków, nie odziedziczył tej klątwy. Jego rodzina, przestała rzucać się w oczy, po tragicznym zamordowaniu jego dziadka. Nie obnoszą się z kwestią wilkołactwa, ale inaczej to wygląda w przypadku Faye. Teraz, miała szczęście. Następnym razem, niekontrolowana przemiana czy nawet świadoma, może nie skończyć się dla niej dobrze, jeżeli pozostanie w Dolinie Godryka. Musiał nie dopuścić do tego, aby historia powtórzyła się. Tak przecież, pisał mu ojciec.