23.10.2022, 15:25 ✶
Dostrzegając swego rodzaju stanowczość w postawie jasnowłosej, utwierdził się tylko w przekonaniu, że nie było to przypadkowe spotkanie. Raczej nie była to zagubiona czarownica, która zabłądziła podczas próby dostania się do głównego wyjścia z Ministerstwa. Nie, nie. Miała tutaj konkretną misję do spełnienia.
Zawsze tak mówią, pomyślał z przekąsem, chociaż na jego twarzy malował się jedynie uprzejmy uśmiech. Nie chciał zdradzić, że w jego głowie zaczęły już kiełkować pierwsze obawy. Z doświadczenia wiedział, że spory odsetek osób, które rzucały tym tekstem, były gotowe na prowadzenie wielogodzinnych konwersacji, wypytując o najróżniejsze szczegóły danej sprawy, chociaż dana kwestia była prosta i mało skomplikowana.
— Erik... Erik Longbottom. Miło mi cię poznać, Ashling. — Rzucił krótkie spojrzenie w stronę brygadzisty, aby upewnić się, że na pewno poszedł przygotować tę filiżankę herbaty. Nie była może najlepsza gatunkowo, ale lepsze to niż nic.
Tęczówki zielonych oczy wróciły do panny Greyback. Nazwisko mówiło mu wiele, zapewne nawet więcej niż większości ludzi. Pokręcił wzrokiem, odsuwając myśli związane z wilczą naturą, którą potencjalnie oboje mogli dzielić. Był w pracy, zachowywał się więc profesjonalnie, zachowując przy tym nieco otwartości.
W tej pracy łatwo było zapomnieć o tym aspekcie. Wiele zgłoszeń przychodziło do nich z drugiej ręki lub poprzez listy, więc co poniektórzy zapominali, jak się zachować, jeśli w biurze faktycznie zjawiła się osoba, która wymagała wsparcia.
— Rozumiem. Mam wrażenie, że ostatnio departament ma małe zamieszanie z dokumentacją, więc możliwe, że ktoś przekierował raport do aurorów, zamiast do brygady. — Pokiwał głową, podając jak na tacy, prawdopodobny powód tych drobnych utrudnień. Myślami wrócił do nieznośnej kolejki, w której musiał stać zaledwie parę dni temu. — Mogę obejrzeć ten raport?
Podziękował krótko, gdy papier wylądował w jego dłoniach. Przeskanował tekst wzrokiem, szukając znajomych nazwisk i podpisów, które mogły mu podpowiedzieć, kto był odpowiedzialny za pracę przy tej konkretnej sprawie. Włamanie do sklepu... Włamanie do sklepu. Longbottom podniósł nagle głowę i spojrzał na jedno z pustych biurek, a potem ponownie na dostarczony przez Ashling dokument.
— Całkiem sporo, ale przynajmniej zaczyna się wiosna. Latem zaczną się problemy z nastolatkami szukającymi wrażeń zarówno w magicznym, jak i niemagicznym Londynie. Wtedy może się zacząć cyrk. — Uśmiechnął się krzywo. Dobrze, że Hogwart był szkołą z internatem, to przynajmniej większość problemów związanych z ich zachowaniem regulowała dyrekcja oraz kadra nauczycielska. — Nie, nie będzie takiej potrzeby. Kojarzę autora raportu, ale niestety nie ma go dzisiaj w pracy. Widzę też, że brakuje jednego załącznika... Dostaliście tylko ten dokument?
Zawsze tak mówią, pomyślał z przekąsem, chociaż na jego twarzy malował się jedynie uprzejmy uśmiech. Nie chciał zdradzić, że w jego głowie zaczęły już kiełkować pierwsze obawy. Z doświadczenia wiedział, że spory odsetek osób, które rzucały tym tekstem, były gotowe na prowadzenie wielogodzinnych konwersacji, wypytując o najróżniejsze szczegóły danej sprawy, chociaż dana kwestia była prosta i mało skomplikowana.
— Erik... Erik Longbottom. Miło mi cię poznać, Ashling. — Rzucił krótkie spojrzenie w stronę brygadzisty, aby upewnić się, że na pewno poszedł przygotować tę filiżankę herbaty. Nie była może najlepsza gatunkowo, ale lepsze to niż nic.
Tęczówki zielonych oczy wróciły do panny Greyback. Nazwisko mówiło mu wiele, zapewne nawet więcej niż większości ludzi. Pokręcił wzrokiem, odsuwając myśli związane z wilczą naturą, którą potencjalnie oboje mogli dzielić. Był w pracy, zachowywał się więc profesjonalnie, zachowując przy tym nieco otwartości.
W tej pracy łatwo było zapomnieć o tym aspekcie. Wiele zgłoszeń przychodziło do nich z drugiej ręki lub poprzez listy, więc co poniektórzy zapominali, jak się zachować, jeśli w biurze faktycznie zjawiła się osoba, która wymagała wsparcia.
— Rozumiem. Mam wrażenie, że ostatnio departament ma małe zamieszanie z dokumentacją, więc możliwe, że ktoś przekierował raport do aurorów, zamiast do brygady. — Pokiwał głową, podając jak na tacy, prawdopodobny powód tych drobnych utrudnień. Myślami wrócił do nieznośnej kolejki, w której musiał stać zaledwie parę dni temu. — Mogę obejrzeć ten raport?
Podziękował krótko, gdy papier wylądował w jego dłoniach. Przeskanował tekst wzrokiem, szukając znajomych nazwisk i podpisów, które mogły mu podpowiedzieć, kto był odpowiedzialny za pracę przy tej konkretnej sprawie. Włamanie do sklepu... Włamanie do sklepu. Longbottom podniósł nagle głowę i spojrzał na jedno z pustych biurek, a potem ponownie na dostarczony przez Ashling dokument.
— Całkiem sporo, ale przynajmniej zaczyna się wiosna. Latem zaczną się problemy z nastolatkami szukającymi wrażeń zarówno w magicznym, jak i niemagicznym Londynie. Wtedy może się zacząć cyrk. — Uśmiechnął się krzywo. Dobrze, że Hogwart był szkołą z internatem, to przynajmniej większość problemów związanych z ich zachowaniem regulowała dyrekcja oraz kadra nauczycielska. — Nie, nie będzie takiej potrzeby. Kojarzę autora raportu, ale niestety nie ma go dzisiaj w pracy. Widzę też, że brakuje jednego załącznika... Dostaliście tylko ten dokument?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞