Nie do końca zrozumiała odpowiedzi Ambroise'a. Najwyraźniej skupiona była na oglądaniu jego tyłów... zbyt bardzo, że zwrócić uwagę na to co powiedział. Oby to nie była jakaś istotna odpowiedź, bo jeszcze będzie musiała się tłumaczyć z tego, że coś przegapiła, a nie za bardzo miała ku temu argumenty. W końcu znajdowali się w mieszkaniu, gdzie było całkiem cicho, a ona miała wyczulony słuch, tyle, że nie do końca skupiona była na jego odpowiedzi. Bywa. Musiała się nieco bardziej pilnować.
Pytanie które zadała należało do tych typowo grzecznościowych, chciała pozwolić, aby jej gość wybrał miejsce, w którym przyjdzie im spędzić czas. Zapewne prędzej, czy później i tak skończyliby w jej salonie, gdzie każde rozłożyłoby się na swoim fotelu, czy też kanapie, jaraliby szlugi i rozmawiali do rana. To nie było niczym dziwnym. Nie miałaby jednak problemu z tym, gdyby któregoś razu wyraził chęć zwiedzić pozostałą część jej mieszkania... ale póki co się na to nie zapowiadało.
- Czy pół paczki fajek się liczy? - Zapytała niewinnie, bo to było jej główny posiłek. Miewała problem z regularnym odżywianiem się, nie ona jedna, wiedziała, że Ambroise również zapominał o jedzeniu.
- Triss coś przyniosła, jeśli masz chęć możemy to zjeść razem. - Spodziewała się, że i on nie zdążył nic zjeść podczas dyżuru. Skrzatka chyba zauważyła, że u niej bywa, bo ostatnio transportowała ze Snowdonii podwójne porcje posiłków, mimo, że Geraldine jej o to nie prosiła. Triss była naprawdę bardzo uczynnym stworzeniem, które dostrzegało najdrobniejsze niuanse. Powinna poprosić ojca, żeby ją do niej oddelegował na pełen etat, zajmie się tym kiedyś, chociaż i to doraźne wsparcie dosyć mocno ją odciążało. Pilnowała jej mieszkania, gdy Yaxley znikała na dłużej, dbała o to, aby było tu ciepło i przytulnie gdy wracała do domu, no i aby miała pełną lodówkę...
- Niby tak, ale to nie byłoby nic nowego. - No nie w jej przypadku, rzadko kiedy bowiem przejmowała się takimi drobiazgami, jak to, czy lepiej, czy nie pić na pusty żołądek.
- Zaraz przyjdę. - Tak, to była sugestia, aby poszedł do salonu. Yaxley zaś ruszyła do kuchni, na jednym z blacie stały dwie porcje idealnie zrobionej dziczyzny, właściwie to były jeszcze ciepłe, z odrobiną warzyw - skrzatka próbowała wprowadzić je do jej diety, nie miała pojęcia o tym, że Geraldine wszystkie te drobne, roślinne dodatki skrupulatnie wygrzebywała z posiłku i odkładała na bok. Nigdy nie przepadała za warzywami i raczej nie miało się to zmienić.
Po krótkiej chwili wkroczyła do salonu, wręczyła jeden z talerzy Greengrassowi, sama zaś rozsiadła się na swoim ulubionym fotelu, aby również skonsumować posiłek. - Nie wiem co to, ale powinno smakować dobrze. - Dodała jeszcze, bo nie miała pojęcia, czego tym razem powinna się spodziewać po Triss. Wzięła sobie jednak do serca słowa Ambroise'a o tym, że nie powinni pić na pusty żołądek, co by tu dużo nie mówić, docierały do niej jego słowa, chociaż z pozoru mogło się wydawać, że jest inaczej.