29.10.2025, 20:20 ✶
Brenna nie zastanawiała się nad tym, kiedy Sam był najszczęśliwszy. Za to sporo miejsca w jej myślach poświęcał temat tego, co musiałoby stać się, aby przywrócić mu spokój ducha. Choć wiedziała, że on w to wierzył, ona uwierzyć nie potrafiła - może mylnie - że wystarczyłoby, aby widma opuściły Knieję, by mógł wrócić do cichej, podniszczonej leśniczówki, zabierając tam zwierzęta, które Jeremiah wyprowadził, nim dosięgł ich ogień. Nie teraz, gdy jego świat na chwilę poszerzył się poza Knieję.
Ale nie była pewna, czy będzie mógł być szczęśliwy w Dolinie. Bo w tym świecie poza granicami czasu spotkało go i szczęście, i wielkie cierpienie, a Sam nie miał szans nauczyć się radzić sobie z tym wszystkim wtedy, gdy robili to jego rówieśnicy.
Nie wiedziała, co mogłaby zrobić. Próbowała więc zajmować jego głowę i ręce. Próbowała pokazywać nie tylko, że jest obok – ale że jest jej potrzebny.
– Och, od początku lubiłam tego chłopaka – stwierdziła, i poczuła lekkie ukłucie wyrzutów sumienia, bo zabrała go wprawdzie na parę wycieczek, ale we wrześniu nie poświęciła przybyszowi nie tylko czasu, ale też wielu myśli. – Świetnie, jesteśmy umówieni. Nie wiem, co dzieje się dokładnie, ale przekazałam to, co wiem mojemu wujowi… o tych runach i tak dalej… i poszłam do kowala z Doliny. Morpheus ma badać tę sprawę – powiedziała. Nie chciała dawać fałszywej nadziei, nie udawała, że coś ruszyło z miejsca, ale wolała, by wiedział, że wcale o tym nie zapomnieli. – Swoją drogą, kiedy do niego szłam, robiłam notatki, które domy ucierpiały bardziej i właściciele mają problemy z odbudową. Myślałam, że może zaangażuję moją przyjaciółkę w pomaganiu w okolicy. Wiem, że ty to robisz, ale gdybyś potrzebował materiałów albo chciał się przyłączyć, to wiesz, staram się ogarniać to, co mogę.
A mogła właśnie głównie te zakupy. Poza Londynem, poza linią Spalenia. Nie posiadała żadnych rzemieślniczych zdolności i teraz też stała po prostu jak kołek, kiedy Samuel przyglądał się konstrukcji i kalkulował, od czego zaczną.
– Przyjmę wszystko, co zdołasz zrobisz, ale to może poczekać jeszcze jakiś czas, aż ogarniesz pilniejsze prace – zastrzegła natychmiast. Naprawy miejscowych dachów były ważniejsze. Warownia zresztą też w dużej mierze mogła czekać, ale dachem należało się zająć, by po prostu przeciekając, gdy nadejdą jesienne deszcze, nie powiększył potem jeszcze bardziej zakresu robót. – Mogę ci pokazać zdjęcie foteli, obok których będzie stał, jeżeli to pomoże… Meble w gabinecie drogiej mi osoby zostały uszkodzone.
Przyznałaby bez protestów, że to jej robota, gdyby nie to, że Sam mógłby zapytać o całą historię: a Brenna, która wciąż bała się uwierzyć, że halucynacje znikły, nie umiała łatwo przyznać się do tego, jak wiele strachu tkwiło w jej głowie we wrześniu.
Ale nie była pewna, czy będzie mógł być szczęśliwy w Dolinie. Bo w tym świecie poza granicami czasu spotkało go i szczęście, i wielkie cierpienie, a Sam nie miał szans nauczyć się radzić sobie z tym wszystkim wtedy, gdy robili to jego rówieśnicy.
Nie wiedziała, co mogłaby zrobić. Próbowała więc zajmować jego głowę i ręce. Próbowała pokazywać nie tylko, że jest obok – ale że jest jej potrzebny.
– Och, od początku lubiłam tego chłopaka – stwierdziła, i poczuła lekkie ukłucie wyrzutów sumienia, bo zabrała go wprawdzie na parę wycieczek, ale we wrześniu nie poświęciła przybyszowi nie tylko czasu, ale też wielu myśli. – Świetnie, jesteśmy umówieni. Nie wiem, co dzieje się dokładnie, ale przekazałam to, co wiem mojemu wujowi… o tych runach i tak dalej… i poszłam do kowala z Doliny. Morpheus ma badać tę sprawę – powiedziała. Nie chciała dawać fałszywej nadziei, nie udawała, że coś ruszyło z miejsca, ale wolała, by wiedział, że wcale o tym nie zapomnieli. – Swoją drogą, kiedy do niego szłam, robiłam notatki, które domy ucierpiały bardziej i właściciele mają problemy z odbudową. Myślałam, że może zaangażuję moją przyjaciółkę w pomaganiu w okolicy. Wiem, że ty to robisz, ale gdybyś potrzebował materiałów albo chciał się przyłączyć, to wiesz, staram się ogarniać to, co mogę.
A mogła właśnie głównie te zakupy. Poza Londynem, poza linią Spalenia. Nie posiadała żadnych rzemieślniczych zdolności i teraz też stała po prostu jak kołek, kiedy Samuel przyglądał się konstrukcji i kalkulował, od czego zaczną.
– Przyjmę wszystko, co zdołasz zrobisz, ale to może poczekać jeszcze jakiś czas, aż ogarniesz pilniejsze prace – zastrzegła natychmiast. Naprawy miejscowych dachów były ważniejsze. Warownia zresztą też w dużej mierze mogła czekać, ale dachem należało się zająć, by po prostu przeciekając, gdy nadejdą jesienne deszcze, nie powiększył potem jeszcze bardziej zakresu robót. – Mogę ci pokazać zdjęcie foteli, obok których będzie stał, jeżeli to pomoże… Meble w gabinecie drogiej mi osoby zostały uszkodzone.
Przyznałaby bez protestów, że to jej robota, gdyby nie to, że Sam mógłby zapytać o całą historię: a Brenna, która wciąż bała się uwierzyć, że halucynacje znikły, nie umiała łatwo przyznać się do tego, jak wiele strachu tkwiło w jej głowie we wrześniu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.