29.10.2025, 21:41 ✶
- Nie mów tak do mnie bo brzmisz jak skrzat - parsknął, na wpół rozbawiony, na wpół zwyczajnie zażenowany bo miał z miejsca przed oczami Jokera, który zawsze do wszystkich mówił tak grzecznie.
- No, to można powiedzieć pewnie, że u mnie to samo - jeśli wpadł na Ambroisa, to najpewniej w Mungu, ale biorąc pod uwagę jaką momentami wagę przywiązywał do przypadkowo poznawanych ludzi to... no właśnie tak to się kończyło. Niepamiętaniem. Brenna jednak zdecydowanie znajdowała się na lepszej pozycji, bo to zaproszenie w ogóle dostała, podczas gdy on pławił się w zapomnieniu. Chociaż nie to, że mu to wybitnie przeszkadzało.
- Mona? - mruknął za nią, przez dłuższa chwilę wpatrując się w swój kieliszek, zanim zorientował się że trochę za wesoło powiedziała to imię. Coś mu gdzieś dzwoniło, ale chyba nie za bardzo przekonująco i zaraz ucichło. - To jakaś twoja bliska koleżanka, że się tak cieszysz? - zapytał, biorąc kolejny łyk. - Jak bardzo chcesz, to mogę cię pozabawiać zanim pójdziemy grać w pokera. Z resztą, jestem bardzo przekonany, że zanim w ogóle do Macmillana dojdziesz to pochłonie cię jakaś skryta w ziemi dziura.
Spojrzenie przesunęło się - w bok, w ślad za rudą kitą, która wylądowała na stoliku. Atreus zmarszczył brwi i cofnął rękę, nagle porzucając pomysł by odstawić kieliszek, zamiast tego przytulając go mocniej do siebie. - Myślisz, że jak ją stąd przegonimy to się na nas rzuci? - zapytał, bo niestety ale jeśli z czegoś kulał w szkole, to była to przyrka. Ramię w ramię ze Stanleyem.
- No, to można powiedzieć pewnie, że u mnie to samo - jeśli wpadł na Ambroisa, to najpewniej w Mungu, ale biorąc pod uwagę jaką momentami wagę przywiązywał do przypadkowo poznawanych ludzi to... no właśnie tak to się kończyło. Niepamiętaniem. Brenna jednak zdecydowanie znajdowała się na lepszej pozycji, bo to zaproszenie w ogóle dostała, podczas gdy on pławił się w zapomnieniu. Chociaż nie to, że mu to wybitnie przeszkadzało.
- Mona? - mruknął za nią, przez dłuższa chwilę wpatrując się w swój kieliszek, zanim zorientował się że trochę za wesoło powiedziała to imię. Coś mu gdzieś dzwoniło, ale chyba nie za bardzo przekonująco i zaraz ucichło. - To jakaś twoja bliska koleżanka, że się tak cieszysz? - zapytał, biorąc kolejny łyk. - Jak bardzo chcesz, to mogę cię pozabawiać zanim pójdziemy grać w pokera. Z resztą, jestem bardzo przekonany, że zanim w ogóle do Macmillana dojdziesz to pochłonie cię jakaś skryta w ziemi dziura.
Spojrzenie przesunęło się - w bok, w ślad za rudą kitą, która wylądowała na stoliku. Atreus zmarszczył brwi i cofnął rękę, nagle porzucając pomysł by odstawić kieliszek, zamiast tego przytulając go mocniej do siebie. - Myślisz, że jak ją stąd przegonimy to się na nas rzuci? - zapytał, bo niestety ale jeśli z czegoś kulał w szkole, to była to przyrka. Ramię w ramię ze Stanleyem.