29.10.2025, 22:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2025, 18:17 przez Atreus Bulstrode.)
Z Laurettą przy makiecie, a potem wernisaż z Ministrą
Miło było czasem odstąpić od ulotnej sztuki salonowych rozmówek. Była zabawna, pełna niedopowiedzeń i po prawdzie dość szybko Atreusa nudziła. Ale teraz nie chodziło o samą nudę, a zwyczajnie sprawdzenie Lauretty, jak zareaguje na to co właśnie robił. Cyniczne słowa i kolejne galeony pojawiały się jedno po drugim, a on patrzył nie na pieniądze, a właśnie na pannę Selwyn.
- To dobrze - odpowiedział cicho, z cwaniackim uśmiechem przyczepionym do ust. Jakby coś właśnie wygrał. - Nie interesuje mnie wspieranie kogoś, kto uważa że można przykleić do niego metkę z ceną - uzupełnił kwotę, wpłacając ogromną ilość pieniędzy, a jeśli tylko mógł to dopełnił tym samym makietę, tak by kolejne dopłaty nie pojawiały się już w formie nowych cegiełek.
Uśmiechnął się jeszcze do Lauretty na pożegnanie, już we właściwy, grzeczny sposób właściwy konwenansom, a kiedy dopełnił formalności wpłaty na odbudowę, sam ruszył dalej, tym razem w kierunku wernisażu.
Nie obchodziły go specjalnie wystawione tam obrazy, bo doskonale był świadomy tego, że średni był z niego koneser sztuki. Nie chciał jednak przepuścić okazji zaczepienia chociaż mimochodem Ministry. Zbliżył się więc, przyjmując na twarz wyraźnie zachwycony wyraz twarzy. Cóż, nie stał on przesadnie daleko od prawdy.
- Pani Ministro - zaintonował, zwracając na siebie jej uwagę. - Z jakiegoś powodu, wydaje mi się że pani obecność tutaj jest niemal bardziej spektakularna niż oglądanie całej Ekstazy Merlina jeszcze chwilę temu na scenie - zaśmiał się, jakby ze zdziwieniem uświadamiając sobie to właśnie w tym momencie. - Proszę mi zdradzić, zabawić chociaż na moment moją niewypowiedzianą ciekawość, w idei dzisiejszego spektaklu; gdyby moc pchająca panią do przodu miała być barwą, to jaką?
Miło było czasem odstąpić od ulotnej sztuki salonowych rozmówek. Była zabawna, pełna niedopowiedzeń i po prawdzie dość szybko Atreusa nudziła. Ale teraz nie chodziło o samą nudę, a zwyczajnie sprawdzenie Lauretty, jak zareaguje na to co właśnie robił. Cyniczne słowa i kolejne galeony pojawiały się jedno po drugim, a on patrzył nie na pieniądze, a właśnie na pannę Selwyn.
- To dobrze - odpowiedział cicho, z cwaniackim uśmiechem przyczepionym do ust. Jakby coś właśnie wygrał. - Nie interesuje mnie wspieranie kogoś, kto uważa że można przykleić do niego metkę z ceną - uzupełnił kwotę, wpłacając ogromną ilość pieniędzy, a jeśli tylko mógł to dopełnił tym samym makietę, tak by kolejne dopłaty nie pojawiały się już w formie nowych cegiełek.
Uśmiechnął się jeszcze do Lauretty na pożegnanie, już we właściwy, grzeczny sposób właściwy konwenansom, a kiedy dopełnił formalności wpłaty na odbudowę, sam ruszył dalej, tym razem w kierunku wernisażu.
Nie obchodziły go specjalnie wystawione tam obrazy, bo doskonale był świadomy tego, że średni był z niego koneser sztuki. Nie chciał jednak przepuścić okazji zaczepienia chociaż mimochodem Ministry. Zbliżył się więc, przyjmując na twarz wyraźnie zachwycony wyraz twarzy. Cóż, nie stał on przesadnie daleko od prawdy.
- Pani Ministro - zaintonował, zwracając na siebie jej uwagę. - Z jakiegoś powodu, wydaje mi się że pani obecność tutaj jest niemal bardziej spektakularna niż oglądanie całej Ekstazy Merlina jeszcze chwilę temu na scenie - zaśmiał się, jakby ze zdziwieniem uświadamiając sobie to właśnie w tym momencie. - Proszę mi zdradzić, zabawić chociaż na moment moją niewypowiedzianą ciekawość, w idei dzisiejszego spektaklu; gdyby moc pchająca panią do przodu miała być barwą, to jaką?