Tak naprawdę Geraldine nie miała pojęcia, jak to właściwie możliwe, że przez ten miesiąc, no może półtora miesiąca tak wiele się zmieniło w jej życiu. Jeszcze niedawno występowała tutaj ze swoim pokazem łuczniczym, a jej życie było w zupełnej rozsypce, teraz zaś wydawało się być tego przeciwieństwem. Minęło ledwie półtora miesiąca, a tak dużo się wydarzyło. Takich zmian, jakie u niej zaszły nie da się przewidzieć, pożary i zagrożenie, które stało się realne sprzyjało podejmowaniu odważnych i spontanicznych decyzji, cóż, oni byli tego przykładem. To nie tak, że było to zupełnie nieprzemyślane, przecież od lat zmierzali właśnie ku temu, dobrze, że w końcu poszli po rozum do głowy.
- Kategoria jadalna nie brzmi najgorzej, szkoda, że tym razem muszę odpuścić smakowanie lokalnych nalewek. - To zawsze wyjątkowo absorbowało ją podczas sabatów. Przez najbliższe miesiące, a zatem również przez kilka kolejnych świąt nie będzie mogła pozwolić sobie na te drobne przyjemności, całkiem odpowiedzialnie bowiem podchodziła do zmian, które pojawiły się w ich życiu.
- Podejrzewam, że dla niej musiałoby to być coś wyjątkowego, nie spojrzałaby z aprobatą na szal kupiony na straganie. - Ursula miała swój gust i Geraldine czuła, że straganowe dodatki mogą nie do końca się w niego wpasować. Bez sensu było kupować jej coś, co miało od razu znaleźć się na dnie szafy.
- Ojciec na pewno nie pogardzi nalewką. - Co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości, Gerard był pasjonatem trunków wysokoprocentowych.
- Biżuteria będzie w porządku, tylko nie może być zbyt krzykliwa. - Przeniosła wzrok na kolczyki w kształcie liści, które znajdowały się na stoisku, przy którym się zatrzymali. - Może bardziej broszki? - Zapytała jeszcze, chociaż nie do końca była co do tego przekonana. Zamierzała mimo wszystko wydać tu trochę pieniędzy, aby wesprzeć lokalny rynek.
- Dla wszystkich to samo? Chyba nie, to by świadczyło o tym, że jesteśmy leniwi. - Jakby kiedyś przejmowała się tym, co sobie o niej ludzie pomyślą... w sumie jeśli chodziło o rodzinę, to jednak było dla niej dość istotne. - Musimy znaleźć coś, co pasuje do każdego, mamy chyba tyle czasu? - Oczywiście nie mogli spędzić tu połowy dnia, ale w godzinę być może uda im się z tym uwinąć, później wypadałoby jeszcze odwiedzić kowen i w końcu udać się na rodzinne spotkania, tym razem osobno, z czym się pogodziła, chociaż nie była z tego powodu całkiem zadowolona. Pocieszające było to, że Ambroise miał do niej dołączyć w Snowdonii wieczorem.