30.10.2025, 11:25 ✶
Wzięła te różdżki nie dlatego, że faktycznie chciała je kupić, ale że zamierzała sprawdzić czy nie pochodzą z kradzieży… a i dokonywanie zakupów stanowiło swego rodzaju pretekst, by przyjrzeć się „stoisku” oraz młodocianym sprzedawcom. I cieszyła się, że trzymała je w ręku, bo dzięki temu przynajmniej one nie znikły wraz z chłopcami.
Co innego kradzież portfela. Co innego kradzież czyjejś różdżki. To drugie w oczach Brenny było naprawdę poważnym przestępstwem i to nie ze względu na ich wartość materialną – choć inna sprawa, że nie każdy mógł sobie pozwolić na to, aby ot tak taką odkupić.
– Złamanie przynajmniej dwóch paragrafów. Prawdopodobnie czterech, chociaż na to nie mamy dowodów – mruknęła Brenna. Nielegalna teleportacja i używanie magii przez nieletniego poza szkołą, to na sto procent. Dochodziło jeszcze to, że Heather zapewne miała rację, czyli mieli tutaj kradzież oraz handlowanie skradzionymi dobrami. – Nie będziemy się tłumaczyć, Heath, tylko napiszemy raport, na temat tego, że byłyśmy świadkami nielegalnej teleportacji grupy nieletnich na ulicy Horyzontalnej, i że zostały po nich dwie różdżki, których pochodzenie zbadamy – wyjaśniła spokojnie. Niestety, nie mogły powstrzymać kogoś, kto się teleportował, a rzucanie zaklęć w dzieci nie wydawało się naturalnym sposobem działania, więc chociaż Brenna miała skłonności do obwiniania się, gdy coś szło nie tak, to tutaj naprawdę nie wyobrażała sobie, jak inaczej mogłaby zareagować. Zwłaszcza że nauka w Hogwarcie nie była obowiązkowa: dzieci mogły zostać zabrane ze szkoły przez rodziców, bo na przykład planowali wyjechać z kraju po spalonej nocy. Nie było powodu, aby je atakować. Nielegalna była dopiero ta teleportacja. – Skoro już tu jesteśmy, poza sprawdzeniem budynku, tak sobie myślę, skoczymy do Ollivandera z prośbą o ekspertyzę. Może je rozpoznają. – Niektórzy z nich zdawali się mieć niesamowitą pamięć: Brenna, która uważała, że dostrzega i zapamiętuje szczegóły, była naprawdę pod wrażeniem, kiedy potrafili wymienić rdzeń, rodzaj drewna i długość różdżki kogoś, kto tę kupił. Nie każdy z nich może, ale to się zdarzało. – A potem sprawdzimy zgłoszenia o ostatnich kradzieżach… nie wydaje mi się, żeby ktoś często tracił różdżkę. Chociaż tutaj nie obiecuję sobie wiele, tak myślę, że mogli po prostu wejść do jakiegoś mieszkania, opuszczonego po pożarach i je tam znaleźli – dodała i potarła skronie, nagle czując ból głowy. Bo kradzież różdżek i grupa wyrostków bez opieki, używających magii, nie było drobną sprawą. Ale jednocześnie… przy tym wszystkim, co działo się w Londynie, było też czymś, na co Brenna naprawdę nie chciała tracić czasu. – Trzeba będzie zrobić ich rysopisy. Napiszę też do Hogwartu czy nie zgubili jakichś uczniów albo kogoś nie zabrali rodzice, ale jestem praktycznie pewna, że te dzieciaki tam nie chodzą, przecież nikt o zdrowych zmysłach nie uczy teleportacji dzieci…
Co innego kradzież portfela. Co innego kradzież czyjejś różdżki. To drugie w oczach Brenny było naprawdę poważnym przestępstwem i to nie ze względu na ich wartość materialną – choć inna sprawa, że nie każdy mógł sobie pozwolić na to, aby ot tak taką odkupić.
– Złamanie przynajmniej dwóch paragrafów. Prawdopodobnie czterech, chociaż na to nie mamy dowodów – mruknęła Brenna. Nielegalna teleportacja i używanie magii przez nieletniego poza szkołą, to na sto procent. Dochodziło jeszcze to, że Heather zapewne miała rację, czyli mieli tutaj kradzież oraz handlowanie skradzionymi dobrami. – Nie będziemy się tłumaczyć, Heath, tylko napiszemy raport, na temat tego, że byłyśmy świadkami nielegalnej teleportacji grupy nieletnich na ulicy Horyzontalnej, i że zostały po nich dwie różdżki, których pochodzenie zbadamy – wyjaśniła spokojnie. Niestety, nie mogły powstrzymać kogoś, kto się teleportował, a rzucanie zaklęć w dzieci nie wydawało się naturalnym sposobem działania, więc chociaż Brenna miała skłonności do obwiniania się, gdy coś szło nie tak, to tutaj naprawdę nie wyobrażała sobie, jak inaczej mogłaby zareagować. Zwłaszcza że nauka w Hogwarcie nie była obowiązkowa: dzieci mogły zostać zabrane ze szkoły przez rodziców, bo na przykład planowali wyjechać z kraju po spalonej nocy. Nie było powodu, aby je atakować. Nielegalna była dopiero ta teleportacja. – Skoro już tu jesteśmy, poza sprawdzeniem budynku, tak sobie myślę, skoczymy do Ollivandera z prośbą o ekspertyzę. Może je rozpoznają. – Niektórzy z nich zdawali się mieć niesamowitą pamięć: Brenna, która uważała, że dostrzega i zapamiętuje szczegóły, była naprawdę pod wrażeniem, kiedy potrafili wymienić rdzeń, rodzaj drewna i długość różdżki kogoś, kto tę kupił. Nie każdy z nich może, ale to się zdarzało. – A potem sprawdzimy zgłoszenia o ostatnich kradzieżach… nie wydaje mi się, żeby ktoś często tracił różdżkę. Chociaż tutaj nie obiecuję sobie wiele, tak myślę, że mogli po prostu wejść do jakiegoś mieszkania, opuszczonego po pożarach i je tam znaleźli – dodała i potarła skronie, nagle czując ból głowy. Bo kradzież różdżek i grupa wyrostków bez opieki, używających magii, nie było drobną sprawą. Ale jednocześnie… przy tym wszystkim, co działo się w Londynie, było też czymś, na co Brenna naprawdę nie chciała tracić czasu. – Trzeba będzie zrobić ich rysopisy. Napiszę też do Hogwartu czy nie zgubili jakichś uczniów albo kogoś nie zabrali rodzice, ale jestem praktycznie pewna, że te dzieciaki tam nie chodzą, przecież nikt o zdrowych zmysłach nie uczy teleportacji dzieci…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.