22.02.2023, 20:05 ✶
Sytuacja nie była łatwa ale nie zamierzał dać się stłamsić oskarżeniom. Żałował tego, co zaszło lecz nie ma najmniejszego sensu siedzieć, załamywać ręce, płakać i bić się ze skruchą w pierś. To niczego nie naprawi ani tym bardziej nie zmieni. Nie umknęło mu spojrzenie Aveliny wpatrującej się w Alice jak zbawienie. Jakże dobrze ją rozumiał. Podobnie zerkał na przyjaciółkę kiedy miała szansę wyciągnąć go za uszy z kłopotów. Teraz jednak nie planował ustąpić.
- Tak, wygląda na ofiarę lekko głodnego wampira. Wiesz, mogła umrzeć. A mimo wszystko przyniosłem ją tutaj bo jednak zależy mi aby postawić ją na nogi. Chyba, że nie obchodzi cię to, że próbuję to naprawić tylko wolisz mi powtarzać jak źle zrobiłem? Dla twojej wiadomości - doskonale zdaję sobie z tego sprawę. - odparł ze zgryzotą i nie dał się zbić z pantałyku, odbijał zgrabnie oskarżenia. Skrzyżował ręce na ramionach przyjmując postawę zamkniętą.
- Jeśli macie jakąś fantastyczną alternatywę dzięki której będę mieć pewność, że nazajutrz nie zginę z różdżki aurorów - jestem otwarty na propozycje. - teraz rozłożył ręce na boki pokazując wszem i wobec, że chętnie przyjmie całą masę pomysłów rozwiązania tej sytuacji. Póki co słyszał jedynie, że jego pomysły są do bani. Owszem, nie były dobre ale obecnie jedyne, jakie przychodziły mu do głowy. Chętnie zmieni swoje plany jeśli tylko uzyska gwarancję, że Avelina na niego nie doniesie. Nie potrafił jej zaufać, nie po tym gdy ją skrzywdził i gdy zobaczył w jej oczach strach na swój widok. Czuł w kościach, że tę relację zniszczył już na samym początku drogi.
- Naprawdę uważasz, że pojawi się ktoś chętny do regularnego nalewania mi swojej krwi do kubka? - odpowiedział głośno na jej telepatyczną sugestię bo nie wierzył, że po świecie mógłby chodzić taki szaleniec. Nie śmiałby nawet o coś takiego prosić bo było to po prostu niebezpieczne. Nie potrafił kontrolować pragnienia w chwili kiedy czuł zapach i smak krwi.
Przeniósł wzrok na Avelinę. Nie zauważył kiedy wstała. Pocieszało go, że była w stanie utrzymać się na własnych nogach. Westchnął kiedy ponowiła żądanie wizyty w łazience.
- Idź. Czysty ręcznik jest na dolnej półce. - wskazał kciukiem przez ramię drzwi znajdujące się dosłownie półtora metra za jego plecami. Łazienka była bardzo ciasna; jak nic dwie osoby stanowiłyby tam już solidny tłok. Wanna, turkusowo-białe płytki, malutka umywalka... o luksusach można pomarzyć. Tyle dobrego, że było tam czysto. Zrobił krok w tył kiedy miała go wyminąć. Nie, nie odda jej różdżki, nie wierzy, że nie deportuje się przy pierwszej lepszej okazji. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi znów westchnął.
- Zapytam Williama co o tym sądzi. - wymamrotał w kierunku Alice jednak nie szeptał więc łatwo byłoby go podsłuchać. Kilkukrotnie wymawiał już to tajemnicze imię jednak do tej pory nie wyjawił do kogo należy i jaka relacja łączy go z właścicielem tego miana. Podszedł do szafki i nakreślił tam kilka pospiesznych oraz niewyraźnych zdań.
- Serio, Al, jeśli masz jakiś pomysł to ja chętnie zmienię moje plany. - zwinął list w rulonik i popatrzył na blondynkę ze zbolałą miną. - Nie mam absolutnie nic za co mógłbym wykupić przysięgę jej milczenia. - ratował swoją skórę; to takie normalne, że próbował zadbać o swoją marną przyszłość. Jeśli ceną tego musi być wymazanie Avelinie pamięci... o ile w ogóle mu się to uda... musi podjąć to ryzyko. Na chwilę zniknął w kuchni po to, aby przywiązać list do nogi rudej sowy i wysłać ją przez okno do Williama. Wrócił dosłownie po paru chwilach i oparł się plecami o parapet okienny.
- Tak, wygląda na ofiarę lekko głodnego wampira. Wiesz, mogła umrzeć. A mimo wszystko przyniosłem ją tutaj bo jednak zależy mi aby postawić ją na nogi. Chyba, że nie obchodzi cię to, że próbuję to naprawić tylko wolisz mi powtarzać jak źle zrobiłem? Dla twojej wiadomości - doskonale zdaję sobie z tego sprawę. - odparł ze zgryzotą i nie dał się zbić z pantałyku, odbijał zgrabnie oskarżenia. Skrzyżował ręce na ramionach przyjmując postawę zamkniętą.
- Jeśli macie jakąś fantastyczną alternatywę dzięki której będę mieć pewność, że nazajutrz nie zginę z różdżki aurorów - jestem otwarty na propozycje. - teraz rozłożył ręce na boki pokazując wszem i wobec, że chętnie przyjmie całą masę pomysłów rozwiązania tej sytuacji. Póki co słyszał jedynie, że jego pomysły są do bani. Owszem, nie były dobre ale obecnie jedyne, jakie przychodziły mu do głowy. Chętnie zmieni swoje plany jeśli tylko uzyska gwarancję, że Avelina na niego nie doniesie. Nie potrafił jej zaufać, nie po tym gdy ją skrzywdził i gdy zobaczył w jej oczach strach na swój widok. Czuł w kościach, że tę relację zniszczył już na samym początku drogi.
- Naprawdę uważasz, że pojawi się ktoś chętny do regularnego nalewania mi swojej krwi do kubka? - odpowiedział głośno na jej telepatyczną sugestię bo nie wierzył, że po świecie mógłby chodzić taki szaleniec. Nie śmiałby nawet o coś takiego prosić bo było to po prostu niebezpieczne. Nie potrafił kontrolować pragnienia w chwili kiedy czuł zapach i smak krwi.
Przeniósł wzrok na Avelinę. Nie zauważył kiedy wstała. Pocieszało go, że była w stanie utrzymać się na własnych nogach. Westchnął kiedy ponowiła żądanie wizyty w łazience.
- Idź. Czysty ręcznik jest na dolnej półce. - wskazał kciukiem przez ramię drzwi znajdujące się dosłownie półtora metra za jego plecami. Łazienka była bardzo ciasna; jak nic dwie osoby stanowiłyby tam już solidny tłok. Wanna, turkusowo-białe płytki, malutka umywalka... o luksusach można pomarzyć. Tyle dobrego, że było tam czysto. Zrobił krok w tył kiedy miała go wyminąć. Nie, nie odda jej różdżki, nie wierzy, że nie deportuje się przy pierwszej lepszej okazji. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi znów westchnął.
- Zapytam Williama co o tym sądzi. - wymamrotał w kierunku Alice jednak nie szeptał więc łatwo byłoby go podsłuchać. Kilkukrotnie wymawiał już to tajemnicze imię jednak do tej pory nie wyjawił do kogo należy i jaka relacja łączy go z właścicielem tego miana. Podszedł do szafki i nakreślił tam kilka pospiesznych oraz niewyraźnych zdań.
- Serio, Al, jeśli masz jakiś pomysł to ja chętnie zmienię moje plany. - zwinął list w rulonik i popatrzył na blondynkę ze zbolałą miną. - Nie mam absolutnie nic za co mógłbym wykupić przysięgę jej milczenia. - ratował swoją skórę; to takie normalne, że próbował zadbać o swoją marną przyszłość. Jeśli ceną tego musi być wymazanie Avelinie pamięci... o ile w ogóle mu się to uda... musi podjąć to ryzyko. Na chwilę zniknął w kuchni po to, aby przywiązać list do nogi rudej sowy i wysłać ją przez okno do Williama. Wrócił dosłownie po paru chwilach i oparł się plecami o parapet okienny.