30.10.2025, 13:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2025, 14:05 przez Brenna Longbottom.)
- Tak, to wystarczy.
Niechodzenie do szkoły: żadna zbrodnia. Handlowanie przedmiotami wygrzebanymi podczas pożarów: szara strefa, wiele zależało od tego, jak zostanie to zinterpretowane przez specjalistów. Ale teleportacja w tym wieku? Nie tylko było to nielegalne, ale też wyjątkowo niebezpieczne. Dorośli ludzie nie powinni uczyć tego dzieci. A dzieci nie powinny się teleportować, zwłaszcza w takim pośpiechu.
Znaleźć chłopców, używających nielegalnej teleportacji, w ruinach magicznego Londynu, pełnych gruzów i popiołu. Bułka z masłem. Jasne. Brenna miała złe przeczucia, co do tego, ile się uda z tym zrobić, ale nie było to coś, co mogły po prostu zignorować, chociaż...
- Istnieje szansa, że gdy zostawimy raporty i rysopisy, dostanie to ktoś inny.
Jakby nie było, miała staż i status Detektywa, a Heather dostała do "przyuczenia". Być może szukaniem dzieciaków w tej sytuacji - gdy tak jakby mieli naprawdę mnóstwo innych rzeczy na głowach - zajmie się świeży narybek. Mogły jednak wykonać chociaż część pracy, to jest spróbować ustalić, czy te różdżki faktycznie były kradzione.
Normalnie pewnie nie miałaby też oporów z wzięciem na siebie raportu, ale Heather po prostu musiała nauczyć się pisać je sama. Brenna nie mogła przejmować tego na siebie, bo w przyszłości mogło to ugryźć jej podopieczną w tyłek.
– Aż boli mnie głowa na myśl, jak wielu – zgodziła się Brenna. Różdżka była jak podpis czarodzieja. Między innymi dlatego liczyła, że ktoś kradzież tych zgłosił, jeżeli faktycznie je skradziono: choćby po to, by ktoś nie wykorzystał ich przeciwko jemu. – Mogli nigdy nie trafić do szkoły, ale też zostać zabrani do Londynu przez rodziców po Spalonej Nocy. Bo ktoś z rodziny… zginął albo postanowili wyjechać z Wysp. Do głowy przychodzą mi jeszcze Bellowie.
Cyrk, wobec którego Brenna miała trochę ambiwalentne odczucia o tyle, że jej zdaniem te wszystkie dzieci powinny trafić do szkoły – ale jednocześnie cyrkowcy zdawali się kochać swoją małą rodzinę…
– Chodźmy. Najpierw budynek, potem Ollivander – oświadczyła, wsuwając różdżki do torby. Praca się sama nie wykona. Ruszyła więc w stronę kamienicy.
Niechodzenie do szkoły: żadna zbrodnia. Handlowanie przedmiotami wygrzebanymi podczas pożarów: szara strefa, wiele zależało od tego, jak zostanie to zinterpretowane przez specjalistów. Ale teleportacja w tym wieku? Nie tylko było to nielegalne, ale też wyjątkowo niebezpieczne. Dorośli ludzie nie powinni uczyć tego dzieci. A dzieci nie powinny się teleportować, zwłaszcza w takim pośpiechu.
Znaleźć chłopców, używających nielegalnej teleportacji, w ruinach magicznego Londynu, pełnych gruzów i popiołu. Bułka z masłem. Jasne. Brenna miała złe przeczucia, co do tego, ile się uda z tym zrobić, ale nie było to coś, co mogły po prostu zignorować, chociaż...
- Istnieje szansa, że gdy zostawimy raporty i rysopisy, dostanie to ktoś inny.
Jakby nie było, miała staż i status Detektywa, a Heather dostała do "przyuczenia". Być może szukaniem dzieciaków w tej sytuacji - gdy tak jakby mieli naprawdę mnóstwo innych rzeczy na głowach - zajmie się świeży narybek. Mogły jednak wykonać chociaż część pracy, to jest spróbować ustalić, czy te różdżki faktycznie były kradzione.
Normalnie pewnie nie miałaby też oporów z wzięciem na siebie raportu, ale Heather po prostu musiała nauczyć się pisać je sama. Brenna nie mogła przejmować tego na siebie, bo w przyszłości mogło to ugryźć jej podopieczną w tyłek.
– Aż boli mnie głowa na myśl, jak wielu – zgodziła się Brenna. Różdżka była jak podpis czarodzieja. Między innymi dlatego liczyła, że ktoś kradzież tych zgłosił, jeżeli faktycznie je skradziono: choćby po to, by ktoś nie wykorzystał ich przeciwko jemu. – Mogli nigdy nie trafić do szkoły, ale też zostać zabrani do Londynu przez rodziców po Spalonej Nocy. Bo ktoś z rodziny… zginął albo postanowili wyjechać z Wysp. Do głowy przychodzą mi jeszcze Bellowie.
Cyrk, wobec którego Brenna miała trochę ambiwalentne odczucia o tyle, że jej zdaniem te wszystkie dzieci powinny trafić do szkoły – ale jednocześnie cyrkowcy zdawali się kochać swoją małą rodzinę…
– Chodźmy. Najpierw budynek, potem Ollivander – oświadczyła, wsuwając różdżki do torby. Praca się sama nie wykona. Ruszyła więc w stronę kamienicy.
Postać opuszcza sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.