30.10.2025, 16:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2025, 16:10 przez Brenna Longbottom.)
– Porównanie do skrzata domowego, to coś, co każda kobieta chce usłyszeć – oświadczyła Brenna z udawaną powagą, spoglądając najpierw na niego, a potem w stronę stołu młodych. Wyglądało na to, że dzięki panu Yaxleyowi udało się im umknąć ze szponów Sebastiana, za to sam Sebastian spadł w ręce Gerarda Yaxleya.
Po prawdzie zaproszenia nie oczekiwała, ale też nie była zaskoczona tym, że się pojawiło. Ona i Geraldine nie były najlepszymi przyjaciółkami, jednocześnie jednak dogadywały się całkiem nieźle i obie lubiły szermierkę – a znalezienie osób, które wciąż praktykowały tę sztukę, nie było takie łatwe, bo stawała się archaiczna. Gdyby Brenna miała powiedzieć, co naprawdę ją zaskoczyło, to byłoby chyba samo to wesele: ale szybko uznała, że to jeden z tych powodów, gdy ktoś uznał, że pora aby na popiołach Spalonej Nocy powstało coś nowego. Niektórzy uświadamiali sobie, że wszyscy teraz będą zagrożeni, i pewne rzeczy odkładali na lepsze czasy… a inni wręcz przeciwnie: uznawali, że nie ma na co czekać.
Zamrugała, znowu przenosząc spojrzenie na Atreusa. Wyraz twarzy miała odrobinę dziwny.
„Prawdopodobnie przyszła żona twojego kuzyna, u której on teraz mieszka” cisnęło się na usta, ale Brenna uznała, że to ten moment, w którym należy trochę powściągnąć bezpośredniość i zachować odrobinę dyplomacji.
– Dziewczyna twojego kuzyna. Przyszli tutaj razem – powiedziała, przesuwając dłonią nad plakietkami i pokazując, że ustawiono je obok siebie. Podejrzewała zresztą, że w tym wypadku to Icarus był osobą towarzysząca, w końcu Rowle mieszkała nie tak daleko stąd. – To moja przyjaciółka ze szkoły, rano razem się szykowałyśmy w jej mieszkaniu.
Po Spalonej Nocy sporo punktów usługowych spłonęło, a wesele było nagłe, więc… radziły sobie, jak mogły.
– Hej, mówisz tak, jakby regularnie pochłaniała mnie ziemia. To zdarza się góra dwa razy w tygodniu – oświadczyła, wymierzając mu lekkiego kuksańca. A potem zamarła, kiedy na stołek wskoczyła wiewiórka.
Brenna przywykła w Dolinie do zwierząt. Ale trochę zaskoczyło ją, że ten konkretny zwierzak pojawił się tutaj mimo hałasu i dużej liczby ludzi: chociaż sądząc po tym, jak drgał jego ogon, był niespokojny…
– Ehem, nie wiem, nie znam się na wiewiórkach. Może być wściekła. Albo to animag. Albo jakaś oswojona wiewiórka Yaxleyów, które trzymają w parku dookoła domu? – powiedziała niepewnie, odruchowo zamierając i nieco zniżając głos.
Po prawdzie zaproszenia nie oczekiwała, ale też nie była zaskoczona tym, że się pojawiło. Ona i Geraldine nie były najlepszymi przyjaciółkami, jednocześnie jednak dogadywały się całkiem nieźle i obie lubiły szermierkę – a znalezienie osób, które wciąż praktykowały tę sztukę, nie było takie łatwe, bo stawała się archaiczna. Gdyby Brenna miała powiedzieć, co naprawdę ją zaskoczyło, to byłoby chyba samo to wesele: ale szybko uznała, że to jeden z tych powodów, gdy ktoś uznał, że pora aby na popiołach Spalonej Nocy powstało coś nowego. Niektórzy uświadamiali sobie, że wszyscy teraz będą zagrożeni, i pewne rzeczy odkładali na lepsze czasy… a inni wręcz przeciwnie: uznawali, że nie ma na co czekać.
Zamrugała, znowu przenosząc spojrzenie na Atreusa. Wyraz twarzy miała odrobinę dziwny.
„Prawdopodobnie przyszła żona twojego kuzyna, u której on teraz mieszka” cisnęło się na usta, ale Brenna uznała, że to ten moment, w którym należy trochę powściągnąć bezpośredniość i zachować odrobinę dyplomacji.
– Dziewczyna twojego kuzyna. Przyszli tutaj razem – powiedziała, przesuwając dłonią nad plakietkami i pokazując, że ustawiono je obok siebie. Podejrzewała zresztą, że w tym wypadku to Icarus był osobą towarzysząca, w końcu Rowle mieszkała nie tak daleko stąd. – To moja przyjaciółka ze szkoły, rano razem się szykowałyśmy w jej mieszkaniu.
Po Spalonej Nocy sporo punktów usługowych spłonęło, a wesele było nagłe, więc… radziły sobie, jak mogły.
– Hej, mówisz tak, jakby regularnie pochłaniała mnie ziemia. To zdarza się góra dwa razy w tygodniu – oświadczyła, wymierzając mu lekkiego kuksańca. A potem zamarła, kiedy na stołek wskoczyła wiewiórka.
Brenna przywykła w Dolinie do zwierząt. Ale trochę zaskoczyło ją, że ten konkretny zwierzak pojawił się tutaj mimo hałasu i dużej liczby ludzi: chociaż sądząc po tym, jak drgał jego ogon, był niespokojny…
– Ehem, nie wiem, nie znam się na wiewiórkach. Może być wściekła. Albo to animag. Albo jakaś oswojona wiewiórka Yaxleyów, które trzymają w parku dookoła domu? – powiedziała niepewnie, odruchowo zamierając i nieco zniżając głos.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.