Geraldine starała sobie przypomnieć jak najwięcej z tamtego wieczoru, szło jej to jednak dość opornie, bo przecież wszystko rozmazywało jej się już wtedy, gdy przyszło opuścić im to miejsce. Fakty mieszały się z iluzją, starała się zrozumieć wiele razy co właściwie się wydarzyło w tamtym miejscu, ale jakoś nigdy do końca nie uzyskała wyjaśnienia.
Pamiętała, że z Ambroisem spędzili tygodnie na próbie wyjaśnienia tego, co dokładnie zaszło, bo wyszli z dworku zupełnie odmienieni, pojawili się tam w momencie, w którym strzelali w siebie piorunami, a wyszli... cóż jako przyjaciele, co samo w sobie było dość mocno zaskakujące.
- Miałeś szczęście, bo rzadko kiedy zdarza mi się chybiać. - To było dla niej naprawdę bardzo wyjątkowe, nie miewała problemów z celnością, dobrze jednak, że ten jeden, jedyny raz nie udało jej się trafić tam gdzie chciała. Zresztą Roise wypominał jej tamten dzień i strzał do dzisiaj, zawsze dziwnie reagował, gdy brała w rękę kuszę. Nic nie było w stanie zmienić jego opinii na temat tej broni w jej rękach.
- Gdybym trafiła to zapadłbyś w wieczny sen, mimo wszystko tydzień niedogodności chyba nie był taki zły. - Jak nic by go wtedy zabiła, jakoś jednak udało im się tego uniknąć, zabawne dokąd ich doprowadziły tamte wydarzenia.
Nie sądziła, że wrócą jeszcze do tego miejsca, jak widać jednak po latach nadarzyła się ku temu okazja... mogło stać się ich własnością, w sumie nie było to takim złym rozwiązaniem. Pamiętała, że posiadłość zrobiła na niej ogromne wrażenie, może nieco się rozsypywała, ale nie o to chodziło.
- Oby faktycznie się zakończyła, a nie tylko w teorii. - Odpowiedziała Fenwickowi. Zdecydowanie wolałaby nie powtarzać tego, co się wtedy wydarzyło. Zbyt wiele ją to kosztowało. Jasne, znajdowali się w lepszej sytuacji, bo mieli przy sobie specjalistę, jednak wolała, aby nic nie mieszało jej w głowie - najlepiej już nigdy więcej.
- Liczę na to, że uda Ci się je dokładnie sprawdzić. - Dodała jeszcze. Jeśli mieli myśleć o kupnie tej nieruchomości, to powinni mieć pewność, iż nic nie czai się w mroku, że nagle coś znowu nie postanowi dać o sobie znać. Zbyt wiele mogli stracić.
Udało im się dotrzeć do granic posiadłości, Geraldine przystanęła na moment i otaksowała ją wzrokiem. Zapamiętała ją nieco inaczej, aktualnie sam budynek wydawał jej się być jeszcze większym, cóż nie można było mu odmówić tego, że robił wrażenie, zwłaszcza gdy był opuszczony.
- Nie mam nic przeciwko temu. - Rzuciła przez ramię do Benjy'ego. Naprawdę chciałaby, aby wszystko poszło prosto i za chwilę znaleźli się już daleko stąd bez żadnych, niepotrzebnych komplikacji. Zdawała sobie jednak, że w takich miejscach raczej nigdy nic nie szło tak jak planowano.
Trudno jej było zgodzić się z tym, żeby dzisiaj nikt do nikogo nie strzelał, to nieco przeczyło jej instynktom i mimo, że nie wzięła ze sobą kuszy, to wiedziała, że w środku na pewno jakąś znajdzie, postanowiła jednak przytaknąć. - A co jeśli Ciebie coś wciągnie w historię? - Jasne, był klątwołamaczem, znał się na rzeczy, ale musieli rozważyć każdą ewentualność.