22.02.2023, 20:45 ✶
Uśmiechnął się zgoła niewinnie kiedy go dźgnęła różdżką w ramię. Wywrócił oczyma gdy spojrzeniem skarciła jego wilgotny od deszczu płaszcz.
- No co? Padało. - ale mimo wszystko sięgnął po swoją różdżkę i dwoma zaklęciami wysuszył wierzch swojego okrycia. Nie czuł potrzeby rozbierania się bo przecież nie groziło mu już, że się zagrzeje i spoci. Tak naprawdę mógłby mieć na sobie trzy warstwy ubrań i nie czułby się ani trochę przegrzany. To akurat mu się całkiem podobało w tym całym wampiryzmie.
- To szukaj wtedy moich popiołów i rozsyp je w jakimś kolorowym i ładnym miejscu. - odpowiadał jej na głos choć nie podnosił tonu bardziej niż głośniejszy szept aby nie wzbudzać zainteresowania potencjalnych przemieszczających się czytelników. Zerknął na bardzo wysoki regał książek, których okładki mnożyły się w oczach. Kiedyś dostawał notorycznego napadu ziewania w obecności tysiąca pergaminów, podręczników i zapachu atramentu. Teraz nie musiał ziewać więc mógł kreować się na nadzwyczaj oczytanego młodego mężczyznę. Rozejrzał się po okolicy bo może dzięki temu uda mu się umówić na kolację z jakąś inteligentną, młodą dziewczyną? Podryw na wiedzę, tego jeszcze nie było. Gorzej, gdyby taka osoba chciała rozmawiać z nim na temat równań matematycznych a nie na przykład o numerologii.
- Czy ja ci przeszkadzam? Przychodzę do Alice w odwiedziny, potem do ciebie i obie trzymacie nosy w książkach. Halo, domagam się pełnej atencji. Zdycham z nudów w ciągu dnia. - położył dłoń na czytanej przez nią stronie i pochylił się, próbując złapać jej wzrok. Lubił jej przeszkadzać. Robił to już z przyzwyczajenia, to stanowiło jego drugie imię. Uśmiechał się przy tym uroczo.
- Ej, ja w tym Little Hangleton mam dostać chatkę-klitkę. Tuż na jej granicach z mugolskim miasteczkiem mieszkała jakaś moja ciotka, którą raz w życiu widziałem i jestem jedynym spadkobiercą. Powiedziałbym, że żyjącym ale to wiesz, nieaktualne. Ale fakt faktem, mam to dostać tylko muszę w ciągu dnia iść podpisać jakieś formalności. Muszę czekać na paskudną pogodę ale i jestem tak wtedy zestresowany, że głodnieję. No weź, jak mnie spali po drodze to co ja zrobię? - nawijał, zagadywał, przyciągał na siebie uwagę. Pisała mu, że tak za nim tęskni to przypomni jej siebie w pełnej krasie cech charakteru.
- No co? Padało. - ale mimo wszystko sięgnął po swoją różdżkę i dwoma zaklęciami wysuszył wierzch swojego okrycia. Nie czuł potrzeby rozbierania się bo przecież nie groziło mu już, że się zagrzeje i spoci. Tak naprawdę mógłby mieć na sobie trzy warstwy ubrań i nie czułby się ani trochę przegrzany. To akurat mu się całkiem podobało w tym całym wampiryzmie.
- To szukaj wtedy moich popiołów i rozsyp je w jakimś kolorowym i ładnym miejscu. - odpowiadał jej na głos choć nie podnosił tonu bardziej niż głośniejszy szept aby nie wzbudzać zainteresowania potencjalnych przemieszczających się czytelników. Zerknął na bardzo wysoki regał książek, których okładki mnożyły się w oczach. Kiedyś dostawał notorycznego napadu ziewania w obecności tysiąca pergaminów, podręczników i zapachu atramentu. Teraz nie musiał ziewać więc mógł kreować się na nadzwyczaj oczytanego młodego mężczyznę. Rozejrzał się po okolicy bo może dzięki temu uda mu się umówić na kolację z jakąś inteligentną, młodą dziewczyną? Podryw na wiedzę, tego jeszcze nie było. Gorzej, gdyby taka osoba chciała rozmawiać z nim na temat równań matematycznych a nie na przykład o numerologii.
- Czy ja ci przeszkadzam? Przychodzę do Alice w odwiedziny, potem do ciebie i obie trzymacie nosy w książkach. Halo, domagam się pełnej atencji. Zdycham z nudów w ciągu dnia. - położył dłoń na czytanej przez nią stronie i pochylił się, próbując złapać jej wzrok. Lubił jej przeszkadzać. Robił to już z przyzwyczajenia, to stanowiło jego drugie imię. Uśmiechał się przy tym uroczo.
- Ej, ja w tym Little Hangleton mam dostać chatkę-klitkę. Tuż na jej granicach z mugolskim miasteczkiem mieszkała jakaś moja ciotka, którą raz w życiu widziałem i jestem jedynym spadkobiercą. Powiedziałbym, że żyjącym ale to wiesz, nieaktualne. Ale fakt faktem, mam to dostać tylko muszę w ciągu dnia iść podpisać jakieś formalności. Muszę czekać na paskudną pogodę ale i jestem tak wtedy zestresowany, że głodnieję. No weź, jak mnie spali po drodze to co ja zrobię? - nawijał, zagadywał, przyciągał na siebie uwagę. Pisała mu, że tak za nim tęskni to przypomni jej siebie w pełnej krasie cech charakteru.