23.10.2022, 15:26 ✶
— Dziękuję. — Skinął głową na zaproszenie do środka. Po przekroczeniu progu podążył za kobietą w głąb mieszkania, rozglądając się dookoła, jakby chciał namierzyć źródło cichej muzyki jazzowej, rozchodzącej się po wnętrzu.
Szybko jednak przestał szukać wzrokiem magicznego gramofonu, gdy na linii jego wzroku pojawiły się obrazy. Zagwizdał cicho. Panna Lestrange miała talent, chociaż wątpił, aby komplement tego typu znaczył dla niej dużo z ust osoby, która z malarstwem miała tyle wspólnego, co dawny minister oświaty czarodziejów ze zdrowym rozsądkiem. Może gdyby miał kompetencje, aby ocenić jej obraz od strony rzemieślniczej, z uwzględnieniem wykorzystanych farb, czy technik. Mimo to, są bardzo ładne, stwierdził, podchodząc bliże jednej z mniejszych prac.
Pomimo braku wiedzy specjalistycznej, mógł jednak zinterpretować daną pracę przez pryzmat własnych doświadczeń lub ocenić, jak wpływa na jego nastrój. Sama obecność obrazów w prywatnym lokum artystki również mogła mu co nieco o niej powiedzieć. Jakie więc myśli zaczęły kłębić się pod jego czupryną ciemnych włosów? Wydawało mu się, że nie odgradzała życia zawodowego i prywatnego. Samo przebywanie wokół własnych tworów zapewne ją cieszyła i czerpała z tego energię tudzież satysfakcję.
Hobby, które przerodziło się w zawód? Prawdopdobne. Gdyby robiła to z powodów czysto zarobkowych, być może wydzieliłaby przestrzeń w mieszkaniu, gdzie trzymałaby wszystkie swoje prace i przybory do malowania. Była dumna ze swoich prac i nie zamierzała ich chować przed wzrokiem gości. Ma szczęście, nie każdy ma okazję przekuć swoje zainteresowania w coś, z czego można się długotrwale utrzymać, pomyślał, kiwając głową, jakby potwierdzał własne słowa.
— Szczodre powitanie. Bardzo doceniam. — Odwrócił się od obrazów z podniesioną głową w stronę gospodyni. — Od dawna się tym pani zajmuje? Z tego co wiem, zdążyła sobie pani wyrobić imię w pewnych kręgach branży.
Po odebraniu od Loretty szklaneczkę ognistej whisky i zakręcił nią nieco, przyglądając się, jak ciemny płyn przelewa się z jednej strony na drugą. Upił nieco alkoholu, pozwalając, aby przyjemne ciepło rozlało się po jego gardle, powoli rozchodząc się po reszcie ciała. Tego właśnie potrzebował. W sumie chwilami można było jeszcze poczuć, że wiosna dopiero zaczyna odzyskiwać swoje rządy po odejściu zimy. Niektóre dni bywały nieco chłodne, więc każdy sposób na rozgrzanie się był dobry.
— Co się zaś tyczy naszej współpracy... Nie jestem pewny, czy o tym wspomniałem w liście, ale będziemy zbierać pieniądze w dużej mierze na wsparcie schroniska psidwaków. — Trzymając naczynie w jednej dłoni, drugą starał się gestykulować, aby nadać większej wagi swoim słowom. Ot, przyzwyczajenie. — Zależałoby nam na czymś, co wzbudzi w gościach chęć wsparcia, być może odwoła się do ich sumienia, instynktu pomocy innym...
Nie wiedział, czy kobieta miała już wybrany konkretny obraz, chciała przedstawić mu kilka opcji, czy też miała w planach przygotować zupełnie nowe dzieło sztuki. Bądź co bądź, licytacja miała odbyć się dopiero za kilka tygodni, więc było na to jeszcze trochę czasu. Mimo wszystko wolał nakreślić wizję, która kierowała organizowanym przez Longbottomów wydarzeniu.
Naturalnie nie chciał rzucać Loretcie kłód pod nogi i ograniczać jej wyobraźni. Jej kreatywność zapewne była dużo lepiej rozwinięta niż jego własna. Poza tym, jeśli jej rozpoznawalność o czymś świadczyła, to o tym, że potrafi dotrzeć do gustu ludzi.
— Proszę wybaczyć, jeśli się za nadto zapędziłem — dodał, ponownie mocząc usta w ognistej.
Szybko jednak przestał szukać wzrokiem magicznego gramofonu, gdy na linii jego wzroku pojawiły się obrazy. Zagwizdał cicho. Panna Lestrange miała talent, chociaż wątpił, aby komplement tego typu znaczył dla niej dużo z ust osoby, która z malarstwem miała tyle wspólnego, co dawny minister oświaty czarodziejów ze zdrowym rozsądkiem. Może gdyby miał kompetencje, aby ocenić jej obraz od strony rzemieślniczej, z uwzględnieniem wykorzystanych farb, czy technik. Mimo to, są bardzo ładne, stwierdził, podchodząc bliże jednej z mniejszych prac.
Pomimo braku wiedzy specjalistycznej, mógł jednak zinterpretować daną pracę przez pryzmat własnych doświadczeń lub ocenić, jak wpływa na jego nastrój. Sama obecność obrazów w prywatnym lokum artystki również mogła mu co nieco o niej powiedzieć. Jakie więc myśli zaczęły kłębić się pod jego czupryną ciemnych włosów? Wydawało mu się, że nie odgradzała życia zawodowego i prywatnego. Samo przebywanie wokół własnych tworów zapewne ją cieszyła i czerpała z tego energię tudzież satysfakcję.
Hobby, które przerodziło się w zawód? Prawdopdobne. Gdyby robiła to z powodów czysto zarobkowych, być może wydzieliłaby przestrzeń w mieszkaniu, gdzie trzymałaby wszystkie swoje prace i przybory do malowania. Była dumna ze swoich prac i nie zamierzała ich chować przed wzrokiem gości. Ma szczęście, nie każdy ma okazję przekuć swoje zainteresowania w coś, z czego można się długotrwale utrzymać, pomyślał, kiwając głową, jakby potwierdzał własne słowa.
— Szczodre powitanie. Bardzo doceniam. — Odwrócił się od obrazów z podniesioną głową w stronę gospodyni. — Od dawna się tym pani zajmuje? Z tego co wiem, zdążyła sobie pani wyrobić imię w pewnych kręgach branży.
Po odebraniu od Loretty szklaneczkę ognistej whisky i zakręcił nią nieco, przyglądając się, jak ciemny płyn przelewa się z jednej strony na drugą. Upił nieco alkoholu, pozwalając, aby przyjemne ciepło rozlało się po jego gardle, powoli rozchodząc się po reszcie ciała. Tego właśnie potrzebował. W sumie chwilami można było jeszcze poczuć, że wiosna dopiero zaczyna odzyskiwać swoje rządy po odejściu zimy. Niektóre dni bywały nieco chłodne, więc każdy sposób na rozgrzanie się był dobry.
— Co się zaś tyczy naszej współpracy... Nie jestem pewny, czy o tym wspomniałem w liście, ale będziemy zbierać pieniądze w dużej mierze na wsparcie schroniska psidwaków. — Trzymając naczynie w jednej dłoni, drugą starał się gestykulować, aby nadać większej wagi swoim słowom. Ot, przyzwyczajenie. — Zależałoby nam na czymś, co wzbudzi w gościach chęć wsparcia, być może odwoła się do ich sumienia, instynktu pomocy innym...
Nie wiedział, czy kobieta miała już wybrany konkretny obraz, chciała przedstawić mu kilka opcji, czy też miała w planach przygotować zupełnie nowe dzieło sztuki. Bądź co bądź, licytacja miała odbyć się dopiero za kilka tygodni, więc było na to jeszcze trochę czasu. Mimo wszystko wolał nakreślić wizję, która kierowała organizowanym przez Longbottomów wydarzeniu.
Naturalnie nie chciał rzucać Loretcie kłód pod nogi i ograniczać jej wyobraźni. Jej kreatywność zapewne była dużo lepiej rozwinięta niż jego własna. Poza tym, jeśli jej rozpoznawalność o czymś świadczyła, to o tym, że potrafi dotrzeć do gustu ludzi.
— Proszę wybaczyć, jeśli się za nadto zapędziłem — dodał, ponownie mocząc usta w ognistej.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞