31.10.2025, 12:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.10.2025, 13:05 przez Brenna Longbottom.)
– Ger… którą z nas Ursula Lestrange zamorduje, jeśli zniszczy sobie suknię? – spytała Brenna łagodnie, kiedy Yaxleyówna wyraziła swoje oburzenie. To nie tak, że Brenna zakładała, że Geraldine nie da sobie rady w lesie, w cieniu którego dorastała. Ani że nie wiedziała, że obie miały na sobie suknie utrzymane w jasnych tonacjach. Sprawa wyglądała jednak tak, że jeśli Brenna wróci w podatnej albo uwalonej ziemią sukience, to nikt nawet nie zwróci na to uwagi. Za to ślubna suknia to… no była suknia ślubna, tak?
– Zdaje się, że Yaskhier – powiedziała, posyłając uśmiech do pana młodego i jego przyjaciela, którzy pojawili się, gdy zawołała ich Geraldine. Nie rozpoznawała w Fenwicku bohatera minionego skandalu, słynnego zdrajcy krwi, więc kiwnęła mu jedynie głową, w czymś na kształt powitania, nim skierowali się w stronę jeziora.
By po drodze, nim jeszcze zdążyli odejść dalej, wpaść na Sebastiana Macmillana.
Brenna spoglądała na kapłana, wygłaszającego przemowę, w niemym podziwie. Podziw ten nie był związany z tym, co mówił i jak ją rugał, a z tym, że trzymał się bardzo prosto i nie wyglądał na ani trochę pijanego, gdy Brenna momentami tej nocy miała wrażenie, że Gerard Yaxley uczynił swoją misją zaserwowanie mu dużej ilości swoich specjalnych trunków. Była więcej niż pewna, że ją zbiłoby to z nóg.
– Ja zawsze zachowuję się odpowiednio – odparła bez mrugnięcia okiem. Może podwójnie dobrze, że wpadli na kapłana: w końcu mogli odejść na bok, aby porozmawiać z nim o sprawach duchowych i poprosić o błogosławieństwo, kto spodziewałby się czegoś nagannego po Sebastianie? – I też mam nadzieję, że w tym lesie nie znajdziemy żadnych czarnomagicznych artefaktów. To przydarza mi się zwykle we wtorki, więc dzisiaj powinno być dobrze.
Darowała sobie już wyjaśniania, że przecież wcale nie tworzy tych czarnomagicznych artefaktów, więc to nie jej wina, i lepiej, żeby znaleźli je oni niż jakieś okoliczne dzieciaki. Nie mogła zresztą Sebastiana nawet szczególnie winić za jego podejście, bo jakoś ilekroć ich ścieżki się stykały, działy się różne rzeczy dziwne i nierzadko nieprzyjemne.
– Szukamy wujka Yaskhiera. Żadnych czaszek. Widziałeś go gdzieś może? – spytała, podnosząc kapelusz, jakby on mógł pomóc w orzeknięciu, czy Sebastian tego wujka widział, czy nie. – Może… może był na tyle podpity, że nie zauważył? – rzuciła w stronę Geraldine uspokajająco, gdy ta zadeklarowała, że wujek za nic nie rozstałby się z kapeluszem. A potem zaczęła się rozglądać najbliżej miejsca, gdzie spoczywało nakrycie głowy, szukając śladów, które mogłyby poprowadzić ich dalej.
test na aktywność fizyczną
Z początku ślady były dość łatwe do odszukania: połamane gałązki, ślady w ziemi. Nie było problemów z ruszeniem za kimś, kto był tutaj wcześniej i zapewne zgubił ten kapelusz. Las tonął w ciemnościach, gdzieś w oddali zawołał jakiś nocny ptak. Łatwo było wejść w pajęczynę, wdepnąć na jakąś nierówność terenu czy...
...wpaść do jaru.
- Szlag! Uwaga! - zawołała Brenna, bo w świetle różdżki dziura porośnięta paprociami była niemal niewidoczna aż do ostatniej chwili: i kobieta zatrzymała się w ostatniej chwili, na samym skraju.
Proponuję, żeby po prostu kostką rzuciła jeszcze jedna osoba w tej turze 1d4, rozpisując pozostałe efekty na 1 - 4. Dowolnie kto
– Zdaje się, że Yaskhier – powiedziała, posyłając uśmiech do pana młodego i jego przyjaciela, którzy pojawili się, gdy zawołała ich Geraldine. Nie rozpoznawała w Fenwicku bohatera minionego skandalu, słynnego zdrajcy krwi, więc kiwnęła mu jedynie głową, w czymś na kształt powitania, nim skierowali się w stronę jeziora.
By po drodze, nim jeszcze zdążyli odejść dalej, wpaść na Sebastiana Macmillana.
Brenna spoglądała na kapłana, wygłaszającego przemowę, w niemym podziwie. Podziw ten nie był związany z tym, co mówił i jak ją rugał, a z tym, że trzymał się bardzo prosto i nie wyglądał na ani trochę pijanego, gdy Brenna momentami tej nocy miała wrażenie, że Gerard Yaxley uczynił swoją misją zaserwowanie mu dużej ilości swoich specjalnych trunków. Była więcej niż pewna, że ją zbiłoby to z nóg.
– Ja zawsze zachowuję się odpowiednio – odparła bez mrugnięcia okiem. Może podwójnie dobrze, że wpadli na kapłana: w końcu mogli odejść na bok, aby porozmawiać z nim o sprawach duchowych i poprosić o błogosławieństwo, kto spodziewałby się czegoś nagannego po Sebastianie? – I też mam nadzieję, że w tym lesie nie znajdziemy żadnych czarnomagicznych artefaktów. To przydarza mi się zwykle we wtorki, więc dzisiaj powinno być dobrze.
Darowała sobie już wyjaśniania, że przecież wcale nie tworzy tych czarnomagicznych artefaktów, więc to nie jej wina, i lepiej, żeby znaleźli je oni niż jakieś okoliczne dzieciaki. Nie mogła zresztą Sebastiana nawet szczególnie winić za jego podejście, bo jakoś ilekroć ich ścieżki się stykały, działy się różne rzeczy dziwne i nierzadko nieprzyjemne.
– Szukamy wujka Yaskhiera. Żadnych czaszek. Widziałeś go gdzieś może? – spytała, podnosząc kapelusz, jakby on mógł pomóc w orzeknięciu, czy Sebastian tego wujka widział, czy nie. – Może… może był na tyle podpity, że nie zauważył? – rzuciła w stronę Geraldine uspokajająco, gdy ta zadeklarowała, że wujek za nic nie rozstałby się z kapeluszem. A potem zaczęła się rozglądać najbliżej miejsca, gdzie spoczywało nakrycie głowy, szukając śladów, które mogłyby poprowadzić ich dalej.
Rzut 1d5 - 3
test na aktywność fizyczną
Rzut PO 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
Z początku ślady były dość łatwe do odszukania: połamane gałązki, ślady w ziemi. Nie było problemów z ruszeniem za kimś, kto był tutaj wcześniej i zapewne zgubił ten kapelusz. Las tonął w ciemnościach, gdzieś w oddali zawołał jakiś nocny ptak. Łatwo było wejść w pajęczynę, wdepnąć na jakąś nierówność terenu czy...
...wpaść do jaru.
- Szlag! Uwaga! - zawołała Brenna, bo w świetle różdżki dziura porośnięta paprociami była niemal niewidoczna aż do ostatniej chwili: i kobieta zatrzymała się w ostatniej chwili, na samym skraju.
Proponuję, żeby po prostu kostką rzuciła jeszcze jedna osoba w tej turze 1d4, rozpisując pozostałe efekty na 1 - 4. Dowolnie kto

Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Spoiler