- Wyciągnęłaś bardzo silnie działo, aczkolwiek myślę, że jestem w stanie sobie poradzić z Ursulą. - Wcale tak nie było, ale nie mogła okazać teraz swojej słabości. Zdawała sobie sprawę, że Lestrange na pewno odpowiednio by skomentowała jej zachowanie i spojrzała na nią z tym okropnym rozczarowaniem w oczach... tyle, że chodziło o wujka, prawda? Nie mogła więc udać, że problem nie istniał, musiała wyruszyć na jego poszukiwania. Na szczęście już jakiś czas temu zmieniła obuwie, na swoje ukochane trepy, dzięki czemu nie musiała zapuszczać się w las w pantoflach.
- Wujek Yaskhier. - Potwierdziła jeszcze słowa Brenny, żeby wszyscy mieli jasność, kogo właściwie będą szukać. Nie powinno być to zaskakujące, Yaskhier czasem miewał takie momenty... szczególnie gdy wypił o jeden kieliszek bimbru za dużo. Niepokojące było to, że ponoć chciał znaleźć smoka, zwłaszcza, że po sąsiedzku znajdował się rezerwat, w którym można je było znaleźć. To mogło się zakończyć źle.
Ktoś wyłonił się z ciemności, z nadzieją spojrzała w tamtym kierunku, to by sporo ułatwiło, jednak okazało się, że to wcale nie był wujek, a Sebastian, nie przewidziała, że kaznodzieja postanowi im towarzyszyć, że zechce zostać ich światłem w ciemności, czy coś. Na niego też powinni uważać, nie daj Merlinie, aby przedstawicielowi kowenu spadł włos z głowy podczas ich ślubu.
Przeniosła spojrzenie na Brennę, gdy Sebastian wspomniał coś o czaszkach, nie miała pojęcia o czym mówił, a może to i lepiej. Nie spodziewała się, że Longbottomównę i kapłana łączy jakaś zażyła relacja, ale najwyraźniej było zupełnie inaczej. Zaskakujące, chociaż może nie powinno takie być, Longbottomowie mieli zanjomych chyba wszędzie.
- Wujka Yaskhier'a, ponoć chciał znaleźć smoka. - Powtórzyła jeszcze do mężczyzny, bo mógł nie usłyszeć tej informacji, która chyba była kluczowa.
- Nie wiem, czy kiedykolwiek był na tyle podpity, żeby zapomnieć o swoim kapeluszu. - Oczywiście, że to mógł być wyjątkowy dla niego dzień, kiedy przekroczył znane dotychczas sobie granice, wolała nie zakładać póki co gorszej wersji.
Skoro już wyjaśnili kogo szukają, dlaczego go szukają, to mogli ruszyć w drogę. W głębi ducha liczyła na to, że znajdą go pod jakimś drzewem, być może zajętego bałamuceniem jakiejś panny, to było lepszą opcją, niż ta o której wspomniała matka. Kto wie, co postanowi zrobić wujek kiedy faktycznie spotka smoka, nie wydawało jej się, aby był w stanie myśleć racjonalnie po takiej ilości alkoholu, jaką w siebie wlał.
Sukces!
Usłyszała ostrzeżenie Brenny w czas, tak samo jak ona zatrzymała się na samym brzegu dziury, która wyjątkowo dobrze wtapiała się w otoczenie.
- Trzeba ją ominąć. - Dodała jeszcze, sama właśnie to zrobiła, obeszła ją bokiem.