31.10.2025, 16:06 ✶
- Obawiam się, że jeśli wyciągniesz sekator, ogrodnicy się wściekną - przyznała Brenna. Zabranie jednego kwiatka w momencie, gdy w pobliżu nikogo nie będzie z miejsca, gdzie rosło ich więcej... to pewnie bywalcy robili regularnie, ale wyobrażała sobie, że jeśli ktoś zobaczyłby sekator, nie byłby szczęśliwy.
Wibracje.
Dłoń Brenny, gdy Dora potwierdziła, że też je słyszy, odruchowo powędrowała do kieszeni i wyciągnęła różdżkę. Pulsowanie światło sprawiło, że zesztywniała, bo przypominało jej to nieprzyjemne o Beltane i o czymś, co wydobywało się spod ziemi. Brenna przyklękła, ale Dora sięgnęła ku ziemi pierwsza: i po chwili jej palce zacisnęły się na fiolce.
– To… może być jakiś tutejszy nawóz? Chyba lepiej tego nie ot… – zaczęła, a potem głośno wciągnęła powietrze, gdy szklany pojemniczek dosłownie się rozpłynął, pozostawiając na palcach Dory ślad srebrzystego, wilgotnego płynu. Brenna poczuła zapach róż i czegoś jeszcze: czegoś, co kojarzyło się z jednej strony z ogniskiem, z drugiej z czarną magią. Nie wyczuwała zapachu składników, które mogła wyłapać Dora, ale pierwsze lekcje eliksirów w Hogwarcie uczyły jednego: nie maczasz palców w nieznanych sobie eliksirach, bo może się to bardzo źle skończyć.
Syknęła, nie dowierzając w wyjaśnienia, że nic Dorze nie jest, bo to że teraz nie było, nie znaczyło, że zaraz na skórze nie pojawią się bąble albo coś jeszcze gorszego. Pośpiesznie wepchnęła różdżkę z powrotem do kieszeni, by w niewielkiej sakwie zacząć szukać chusteczek – po chwili wydobyła zielony kawałek materiału i wyciągnęła go w stronę Dory.
– Wytrzyj to, szybko – poprosiła, pochylając się. Nie by spróbować powąchać miksturę, bo jedyne, co czuła, to popiół, który niczego nie mówił jej o zawartości, ale by przyjrzeć się rękom dziewczyny i upewnić, że nie działo się z nimi nic złego. – Jeśli zobaczymy kogoś z obsługi, to ich spytam, co to zakupują… a jeśli nie, powiem dzisiaj Victorii Lestrange – powiedziała, bo może panikowała niepotrzebnie. Może to naprawdę był tylko zwykły nawóz. Ale ten popiół… i otaczające je, czarne kwiaty… jakoś sprawiało, że Brenna zrobiła się trochę niespokojna.
Wibracje.
Dłoń Brenny, gdy Dora potwierdziła, że też je słyszy, odruchowo powędrowała do kieszeni i wyciągnęła różdżkę. Pulsowanie światło sprawiło, że zesztywniała, bo przypominało jej to nieprzyjemne o Beltane i o czymś, co wydobywało się spod ziemi. Brenna przyklękła, ale Dora sięgnęła ku ziemi pierwsza: i po chwili jej palce zacisnęły się na fiolce.
– To… może być jakiś tutejszy nawóz? Chyba lepiej tego nie ot… – zaczęła, a potem głośno wciągnęła powietrze, gdy szklany pojemniczek dosłownie się rozpłynął, pozostawiając na palcach Dory ślad srebrzystego, wilgotnego płynu. Brenna poczuła zapach róż i czegoś jeszcze: czegoś, co kojarzyło się z jednej strony z ogniskiem, z drugiej z czarną magią. Nie wyczuwała zapachu składników, które mogła wyłapać Dora, ale pierwsze lekcje eliksirów w Hogwarcie uczyły jednego: nie maczasz palców w nieznanych sobie eliksirach, bo może się to bardzo źle skończyć.
Syknęła, nie dowierzając w wyjaśnienia, że nic Dorze nie jest, bo to że teraz nie było, nie znaczyło, że zaraz na skórze nie pojawią się bąble albo coś jeszcze gorszego. Pośpiesznie wepchnęła różdżkę z powrotem do kieszeni, by w niewielkiej sakwie zacząć szukać chusteczek – po chwili wydobyła zielony kawałek materiału i wyciągnęła go w stronę Dory.
– Wytrzyj to, szybko – poprosiła, pochylając się. Nie by spróbować powąchać miksturę, bo jedyne, co czuła, to popiół, który niczego nie mówił jej o zawartości, ale by przyjrzeć się rękom dziewczyny i upewnić, że nie działo się z nimi nic złego. – Jeśli zobaczymy kogoś z obsługi, to ich spytam, co to zakupują… a jeśli nie, powiem dzisiaj Victorii Lestrange – powiedziała, bo może panikowała niepotrzebnie. Może to naprawdę był tylko zwykły nawóz. Ale ten popiół… i otaczające je, czarne kwiaty… jakoś sprawiało, że Brenna zrobiła się trochę niespokojna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.