22.02.2023, 22:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 22:30 przez Rhea Parkinson.)
- Padało? – powtórzyła za nim w myślach, mocno naciskając na to słowo, tak że gdyby tylko istniała taka możliwość, być może zaczęłoby parować. – Powiedz to książkom. Wiesz, jak wilgoć wpływa na pergamin!
Nawet nie chciała myśleć o tym, że strony zaczną marszczyć się pod wpływem wody, gdy tylko między regałami pojawi się kilku delikwentów pokroju Cody’ego Brandona. Powinni wprowadzić obowiązkową szatnię i zdecydowanie poparłaby ten pomysł. Chyba powoli zaczynała zamieniać się w jedną z tych zrzędliwych bibliotekarek, które tak namiętnie zatrudniał Hogwart. Jeśli w przyszłości będzie potrzebowała odskoczni od tego miejsca, może powinna pomyśleć o tym, żeby się zgłosić? Zwłaszcza że aktualna bardziej przypominała mumię niż człowieka, więc raczej długo nie pozipie.
- Czyli jakim? – dopytała, nie do końca rozumiejąc jego wizję. W magicznym przedszkolu? O ile dobrze pamiętała, tam było całkiem ładnie i kolorowo. Nie sądziła jednak, że dzieci bawiące się w prochach wampira były tym, czego oczekiwali czarodzieje, odstawiając w to miejsce swoje pociechy. Z drugiej strony… darmowa piaskownica, prawda? – Może powinieneś w takim razie poczytać? – zaproponowała, uśmiechając się przy tym nieco złośliwie, gdy podniosła na niego wzrok znad książki, którą jej przesłonił. Czasami czuła się przy nim, jakby rzeczywiście dorobiła się potomka i musiała zajmować nim w godzinach pracy. Z tą różnicą, że przedszkolak raczej nie sięgnąłby jeszcze tak daleko tego stołu. Jeśli w ten sam sposób przeszkadzał również Alice, podejrzewała, jak wyglądała jej mina.
- Na pewno chcesz na ten moment mieszkać w miejscu, w którym kręci się Brygada? – upewniła się, przyglądając mu niepewnie. Nie każdy miał neutralne podejście względem wampirów. Jedno złe posunięcie i miałby na głowie całe Ministerstwo Magii, a tego w tych czasach chyba lepiej unikać. – Sama idea zamieszkania w takim miejscu brzmi jednak całkiem przyzwoicie. Ale… Cody, wampir wampirem, wciąż jesteś czarodziejem. Wiem, że teleportacja nie jest łatwa, ani tym bardziej przyjemna, ale możesz poprosić kogoś, żeby cię przeniósł od razu pod drzwi. Uniknąłbyś słońca.
Strąciła jego dłoń z książki i zamknęła ją, uprzednio wsuwając między strony zakładkę. Nie sądziła, żeby zdołała wrócić do tego tłumaczenia w najbliższym czasie. Nie, dopóki nie znajdzie Brandonowi zajęcia, a na to się póki co nie zanosiło. Odsunęła krzesło i podniosła się, stając naprzeciwko przyjaciela. Położyła dłonie na biodrach, przypominając nieco upominającą dziecko matkę, a jej złote pierścionki jeszcze bardziej wyróżniły się, kontrastując z ciemna szatą pracownika biblioteki.
- Chciałeś chyba poszukać zabezpieczeń do tej chaty, co nie? – przypomniała sobie i westchnęła bezgłośnie.
Nawet nie chciała myśleć o tym, że strony zaczną marszczyć się pod wpływem wody, gdy tylko między regałami pojawi się kilku delikwentów pokroju Cody’ego Brandona. Powinni wprowadzić obowiązkową szatnię i zdecydowanie poparłaby ten pomysł. Chyba powoli zaczynała zamieniać się w jedną z tych zrzędliwych bibliotekarek, które tak namiętnie zatrudniał Hogwart. Jeśli w przyszłości będzie potrzebowała odskoczni od tego miejsca, może powinna pomyśleć o tym, żeby się zgłosić? Zwłaszcza że aktualna bardziej przypominała mumię niż człowieka, więc raczej długo nie pozipie.
- Czyli jakim? – dopytała, nie do końca rozumiejąc jego wizję. W magicznym przedszkolu? O ile dobrze pamiętała, tam było całkiem ładnie i kolorowo. Nie sądziła jednak, że dzieci bawiące się w prochach wampira były tym, czego oczekiwali czarodzieje, odstawiając w to miejsce swoje pociechy. Z drugiej strony… darmowa piaskownica, prawda? – Może powinieneś w takim razie poczytać? – zaproponowała, uśmiechając się przy tym nieco złośliwie, gdy podniosła na niego wzrok znad książki, którą jej przesłonił. Czasami czuła się przy nim, jakby rzeczywiście dorobiła się potomka i musiała zajmować nim w godzinach pracy. Z tą różnicą, że przedszkolak raczej nie sięgnąłby jeszcze tak daleko tego stołu. Jeśli w ten sam sposób przeszkadzał również Alice, podejrzewała, jak wyglądała jej mina.
- Na pewno chcesz na ten moment mieszkać w miejscu, w którym kręci się Brygada? – upewniła się, przyglądając mu niepewnie. Nie każdy miał neutralne podejście względem wampirów. Jedno złe posunięcie i miałby na głowie całe Ministerstwo Magii, a tego w tych czasach chyba lepiej unikać. – Sama idea zamieszkania w takim miejscu brzmi jednak całkiem przyzwoicie. Ale… Cody, wampir wampirem, wciąż jesteś czarodziejem. Wiem, że teleportacja nie jest łatwa, ani tym bardziej przyjemna, ale możesz poprosić kogoś, żeby cię przeniósł od razu pod drzwi. Uniknąłbyś słońca.
Strąciła jego dłoń z książki i zamknęła ją, uprzednio wsuwając między strony zakładkę. Nie sądziła, żeby zdołała wrócić do tego tłumaczenia w najbliższym czasie. Nie, dopóki nie znajdzie Brandonowi zajęcia, a na to się póki co nie zanosiło. Odsunęła krzesło i podniosła się, stając naprzeciwko przyjaciela. Położyła dłonie na biodrach, przypominając nieco upominającą dziecko matkę, a jej złote pierścionki jeszcze bardziej wyróżniły się, kontrastując z ciemna szatą pracownika biblioteki.
- Chciałeś chyba poszukać zabezpieczeń do tej chaty, co nie? – przypomniała sobie i westchnęła bezgłośnie.