31.10.2025, 22:22 ✶
Słuchał wyjaśnień Anthony’ego, doskonale świadomy, że być może jest właśnie karmiony ładnie brzmiącymi bajkami, ale… po pierwsze, teraz to dla odmiany jego rozmówca nie mógł utrzymać dłoni w bezruchu i obracał w palcach rysik w jakże znajomym, rozpraszającym geście. A po drugie, jaki był sens ich wzajemnej współpracy, jeżeli Lazarus miałby podważać wszystkie motywy swojego szefa? Nielogiczne.
Przemycenie pomocy na Nokturn, być może poza wiedzą i zgodą samych jego mieszkańców, miało sens. Ochrona porządku społecznego. Jedna więcej przeszkoda dla zagarnięcia biedoty i marginesu społecznego przez wrogi element. No i…
- Poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się przychylność tej akurat… warstwy - powiedział, również zatrzymując wzrok na niespokojnie poruszających się rękach Shafiqa. Nie pozwalały się skupić. Spojrzał na własne, złożone na kolanach dłonie, odwrócił je wnętrzem do góry. Były białe na tle czarnej szaty. Czyste.
Nigdy nie będą czyste.
Wreszcie porzucił obserwację i odezwał się, powoli, na wpół prezentując plan, a na wpół głośno myśląc.
- Po Spalonej Nocy nasze magazyny raczej świecą pustkami, bo dość chaotycznie wydawaliśmy wtedy co się dało do Atrium... Ale czarnomagiczne zawirowania zaburzyły działanie zaklęć w chłodniach. Wiem na pewno, bo brałem udział w przenoszeniu importu żywności do zimnych pomieszczeń w Biurze Koronera - absurdalna sytuacja w której okazało się, że w pokoju pełnym klątwołamaczy, nie ma ani jednego, który byłby wystarczająco biegły w Pieczętowaniu, by nałożyć nowe runy na magicznie chłodzone magazyny Urzędu Celnego. Te, jak zresztą cały nieco zapomniany i traktowany po macoszemu urząd, nie mogły liczyć na tak doskonałe zabezpieczenia jak gmach Ministerstwa. W efekcie, rosyjski ekskluzywny kawior i wołowina Kobe dla Zorzy sąsiadowały obecnie przez ścianę z badanymi przez antropologów zwłokami ofiar, a pracownicy obu oddziałów mieli surowy zakaz wspominania o tym komukolwiek.
- Może gdybyśmy wykazali, że potrzebujemy chłodzonych pomieszczeń, a tym w Urzędzie Celnym nie można ufać, udałoby się… nie zmieścić wszystkiego u Koronera… - spojrzał na kierownika - Zwłaszcza, jeżeli “Zorza” nie odbierze swoich towarów na czas, to byłby niefortunny zbieg okoliczności… - Lovegood miał tak niewzruszony wyraz twarzy, jakby naprawdę chodziło o rutynowe problemy z przestrzenią magazynową.
- Poza tym zadbałbym o to, by jednak zminimalizować te zakładane dziesięcio- piętnastoprocentowe straty, a jednocześnie… - zawiesił na chwilę głos, jakby nagle zrezygnował z tego, co chciał powiedzieć, po czym podjął - Gdybym osobiście nadzorował przekazanie leków, odnotowałbym każdy fakt, mogący mieć wpływ na ich nienaruszony stan… a wśród kolegów mam reputację wyjątkowo skrupulatnego i czepliwego.
Podniósł wzrok na Anthony’ego. W myślach już mnożył możliwe zagrożenia. Narażenie na światło słoneczne. Zamoknięcie opakowań. Wysoka temperatura. Szczury. Droga z Kambodży do Wielkiej Brytanii była zaiste długa.
Wspomnienie, że legilimencja jest niedozwolona, wywołało nieznaczny uśmiech na jego twarzy. Ironiczne, że Shafiq powoływał się na ten argument.
- Fakt, że coś jest nielegalne, nie dla wszystkich stanowi przeszkodę natury moralnej - westchnął. Przypomniał sobie przedziwną rozmowę kwalifikacyjną z zeszłego tygodnia. Czy to możliwe, by Selwyn był legilimentą? Lazarus nie wyczuł żadnego ataku, ani wtedy, ani później, ale może, jeżeli był dostatecznie biegły…
- Z czystej ciekawości i, oczywiście, jeżeli mogę zapytać… Jak pan odczuwa ataki na swój umysł? - odbił piłeczkę z samego początku ich dzisiejszego spotkania.
Przemycenie pomocy na Nokturn, być może poza wiedzą i zgodą samych jego mieszkańców, miało sens. Ochrona porządku społecznego. Jedna więcej przeszkoda dla zagarnięcia biedoty i marginesu społecznego przez wrogi element. No i…
- Poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się przychylność tej akurat… warstwy - powiedział, również zatrzymując wzrok na niespokojnie poruszających się rękach Shafiqa. Nie pozwalały się skupić. Spojrzał na własne, złożone na kolanach dłonie, odwrócił je wnętrzem do góry. Były białe na tle czarnej szaty. Czyste.
Nigdy nie będą czyste.
niewinny
Wreszcie porzucił obserwację i odezwał się, powoli, na wpół prezentując plan, a na wpół głośno myśląc.
- Po Spalonej Nocy nasze magazyny raczej świecą pustkami, bo dość chaotycznie wydawaliśmy wtedy co się dało do Atrium... Ale czarnomagiczne zawirowania zaburzyły działanie zaklęć w chłodniach. Wiem na pewno, bo brałem udział w przenoszeniu importu żywności do zimnych pomieszczeń w Biurze Koronera - absurdalna sytuacja w której okazało się, że w pokoju pełnym klątwołamaczy, nie ma ani jednego, który byłby wystarczająco biegły w Pieczętowaniu, by nałożyć nowe runy na magicznie chłodzone magazyny Urzędu Celnego. Te, jak zresztą cały nieco zapomniany i traktowany po macoszemu urząd, nie mogły liczyć na tak doskonałe zabezpieczenia jak gmach Ministerstwa. W efekcie, rosyjski ekskluzywny kawior i wołowina Kobe dla Zorzy sąsiadowały obecnie przez ścianę z badanymi przez antropologów zwłokami ofiar, a pracownicy obu oddziałów mieli surowy zakaz wspominania o tym komukolwiek.
- Może gdybyśmy wykazali, że potrzebujemy chłodzonych pomieszczeń, a tym w Urzędzie Celnym nie można ufać, udałoby się… nie zmieścić wszystkiego u Koronera… - spojrzał na kierownika - Zwłaszcza, jeżeli “Zorza” nie odbierze swoich towarów na czas, to byłby niefortunny zbieg okoliczności… - Lovegood miał tak niewzruszony wyraz twarzy, jakby naprawdę chodziło o rutynowe problemy z przestrzenią magazynową.
- Poza tym zadbałbym o to, by jednak zminimalizować te zakładane dziesięcio- piętnastoprocentowe straty, a jednocześnie… - zawiesił na chwilę głos, jakby nagle zrezygnował z tego, co chciał powiedzieć, po czym podjął - Gdybym osobiście nadzorował przekazanie leków, odnotowałbym każdy fakt, mogący mieć wpływ na ich nienaruszony stan… a wśród kolegów mam reputację wyjątkowo skrupulatnego i czepliwego.
Podniósł wzrok na Anthony’ego. W myślach już mnożył możliwe zagrożenia. Narażenie na światło słoneczne. Zamoknięcie opakowań. Wysoka temperatura. Szczury. Droga z Kambodży do Wielkiej Brytanii była zaiste długa.
Wspomnienie, że legilimencja jest niedozwolona, wywołało nieznaczny uśmiech na jego twarzy. Ironiczne, że Shafiq powoływał się na ten argument.
- Fakt, że coś jest nielegalne, nie dla wszystkich stanowi przeszkodę natury moralnej - westchnął. Przypomniał sobie przedziwną rozmowę kwalifikacyjną z zeszłego tygodnia. Czy to możliwe, by Selwyn był legilimentą? Lazarus nie wyczuł żadnego ataku, ani wtedy, ani później, ale może, jeżeli był dostatecznie biegły…
- Z czystej ciekawości i, oczywiście, jeżeli mogę zapytać… Jak pan odczuwa ataki na swój umysł? - odbił piłeczkę z samego początku ich dzisiejszego spotkania.