01.11.2025, 14:03 ✶
Ministra słuchała, a przynajmniej stała obok i zdawała się słuchać gdy mówił. Cień uśmiechu błąkał się po jej twarzy. Czy wypadało powiedzieć, że właśnie wspiera kulturą swoją obecnością na tym wydarzeniu? Zapewne nie.
– W tym pytaniu zbędny jest ten tryb przypuszczający. Może w czasie pokoju można byłoby zastanawiać się nad czasem wojny, ale teraz niezbędne jest przecież działanie, czyż nie? A zatem moje wsparcie już teraz przecież ma miejsce. I niewątpliwie dokładam starań, aby właśnie w tym trudnym momencie dla nas wszystkich, nie zapomnieć o kulturze. Bo jeśli na coś walczymy, to nie po to by ów kultura mogła rozkwitać? Jeśli po coś walczymy, to nie po to, by nie zapomnieć o normalności, o celu, o tym co kochamy i wielbimy, a o czym łatwo byłoby zapomnieć w wojennej zawierusze – wachlarz miękko wskazał obrazy, ale też objął zebrane towarzystwo. – Nie mi jest pisać poezje i malować obrazy, co mogę zrobić to swoją obecnością okazywać aprobatę i cel. Tak jak dziś, tak jak na tym małym koncercie, pan też tam był panie Bulstrode, pan też to rozumie, jak ważne jest nie zapominać o kulturze. – Z uśmiechem rozrzewnienia wspomniała swój wspaniały kostium Tytanii, który nie zdążył wybrzmieć podczas tak gwałtownie przerwanego spotkania. Chwilę pomilczała jeszcze zatrzymując się przed obrazem przedstawiającym profil Merlina. – Pan jest aurowidzem, czyż nie? – zapytała ciszej, nieco w plotkarskim tonie nachylając się ku mężczyźnie. – Rzadki dar. Przydatny w pracy aurora? Czy łatwo można dostrzec czarnoksiężnika strojnego w srebrzyste szaty? – dopytywała lekko, poniekąd ciesząc się, że Atrus nie był w jej świcie, skoro teraz mogła z nim konwersować. Źle to przecież podczas balu nie posiadać przy swoim boku trefnisia, a ten może i nie miał ciętego humoru, ale przynajmniej odznaczał się całkiem ładną buzią i brakiem swoistej impertynencji ambitnych lecz irytujących w swej bucie urzędniczych młokosów. W swej łaskawości więc pozwoliła mu więc spędzić ze sobą chwilę dłużej.
– W tym pytaniu zbędny jest ten tryb przypuszczający. Może w czasie pokoju można byłoby zastanawiać się nad czasem wojny, ale teraz niezbędne jest przecież działanie, czyż nie? A zatem moje wsparcie już teraz przecież ma miejsce. I niewątpliwie dokładam starań, aby właśnie w tym trudnym momencie dla nas wszystkich, nie zapomnieć o kulturze. Bo jeśli na coś walczymy, to nie po to by ów kultura mogła rozkwitać? Jeśli po coś walczymy, to nie po to, by nie zapomnieć o normalności, o celu, o tym co kochamy i wielbimy, a o czym łatwo byłoby zapomnieć w wojennej zawierusze – wachlarz miękko wskazał obrazy, ale też objął zebrane towarzystwo. – Nie mi jest pisać poezje i malować obrazy, co mogę zrobić to swoją obecnością okazywać aprobatę i cel. Tak jak dziś, tak jak na tym małym koncercie, pan też tam był panie Bulstrode, pan też to rozumie, jak ważne jest nie zapominać o kulturze. – Z uśmiechem rozrzewnienia wspomniała swój wspaniały kostium Tytanii, który nie zdążył wybrzmieć podczas tak gwałtownie przerwanego spotkania. Chwilę pomilczała jeszcze zatrzymując się przed obrazem przedstawiającym profil Merlina. – Pan jest aurowidzem, czyż nie? – zapytała ciszej, nieco w plotkarskim tonie nachylając się ku mężczyźnie. – Rzadki dar. Przydatny w pracy aurora? Czy łatwo można dostrzec czarnoksiężnika strojnego w srebrzyste szaty? – dopytywała lekko, poniekąd ciesząc się, że Atrus nie był w jej świcie, skoro teraz mogła z nim konwersować. Źle to przecież podczas balu nie posiadać przy swoim boku trefnisia, a ten może i nie miał ciętego humoru, ale przynajmniej odznaczał się całkiem ładną buzią i brakiem swoistej impertynencji ambitnych lecz irytujących w swej bucie urzędniczych młokosów. W swej łaskawości więc pozwoliła mu więc spędzić ze sobą chwilę dłużej.