01.11.2025, 20:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.11.2025, 20:51 przez Brenna Longbottom.)
Krew, w tym jest krew…
Brenna odruchowo wyciągnęła ręce, jakby chciała chwycić Dorę za dłonie, ale zaraz zdała sobie sprawę z tego, że ta lepiej poradzi sobie bez takiej pomocy. Zamiast tego wyciągnęła różdżkę, próbując wyczarować trochę wody, by oblać nią skórę Crawleyówny, bo nie wiedziały, co robił ten eliksir, jeśli jednak naprawdę zawierał krew… Jakoś nie dowierzała, że była to po prostu odżywka do roślin. Kontakt eliksiru, który miał w sobie krew i pachniał popiołem na tyle mocno, że wyczuwała to nawet Brenna, ze skórą, mógł być niebezpieczny.
Jesteś pewna?
Ugryzła się w język, zanim o to spytała: gdyby Dora nie była pewna, nie mówiłaby tego. Nie patrzyłaby w ten sposób.
– Są jakieś substancje w eliksirach, które mogą pachnieć podobnie jak krew? – spytała zamiast tego, w jakiejś nadziei, że może jednak to pomyłka. Zawartość tego flakonika zdawała się w końcu raczej srebrzysta niż czerwona, prawda? W Miodowym Królestwie można było znaleźć żelki, które wyglądały… krwawo i miały taki zapach. Brenna nie znała się na eliksirach, ale woń krwi czuła nie raz: była metaliczna, i może… może to mogło być żelazo? Nawet matka eksperymentowała kiedyś przed Samhain nad zapachami perfum, używając nut cytrusowych i paru innych, by miały ostry, metaliczny zapach.
Czy naprawdę ktoś musiał zginąć, aby sporządzić tę miksturę? Przecież nie mogło być tam dużo krwi!
Spokojnie, nakazała sobie, i faktycznie, wyraz twarzy miała pozornie spokojny, może trochę bardziej zacięty niż zwykle, i gdy się odezwała, brzmiała na całkiem opanowaną.
– Spytam Victorii, czy wie coś o fiolkach. Wspomnę jej o tym zapachu popiołu – zdecydowała. Nie mogły teraz pobiec prosto do zarządczyni: pewnie nie przyjęłaby ich o tej porze, brakowało im dowodów, a poza tym Brenna nie chciała zwracać uwagi na Dorę. Ale Brenna nie mogła też tego tak zostawić. Jeśli Dora się nie myliła, to była poważna sprawa. A jeżeli nawet krwi nie było we flakoniku - nie chciała kryć przed Victorią całego znaleziska, skoro ktoś mógł kombinować coś paskudnego w ogrodach jej rodziny. – Może uda się umówić na spotkanie i… zobaczymy co dalej – dodała, chociaż los tutaj kpił z niej pewnie, i z wszystkich planów spotkań na najbliższe dni.
A potem westchnęła, gdy Dora zdecydowała się zgarnąć jedną różę. Nie próbowała jej powstrzymać siłą, ale poderwała się i odeszła kawałek, nie tyle, aby nie być świadkiem zbrodni – chociaż naprawdę lepiej, by mogła mówić nawet pod wpływem eliksirów, że nic nie wiedziała – ile by upewnić się, że żaden ogrodnik, gość ani wróżka nie kręci się w pobliżu. Zastygła, nasłuchując i wypatrując, gotowa ostrzec Dorę, gdyby ktoś nadchodził.
Brenna odruchowo wyciągnęła ręce, jakby chciała chwycić Dorę za dłonie, ale zaraz zdała sobie sprawę z tego, że ta lepiej poradzi sobie bez takiej pomocy. Zamiast tego wyciągnęła różdżkę, próbując wyczarować trochę wody, by oblać nią skórę Crawleyówny, bo nie wiedziały, co robił ten eliksir, jeśli jednak naprawdę zawierał krew… Jakoś nie dowierzała, że była to po prostu odżywka do roślin. Kontakt eliksiru, który miał w sobie krew i pachniał popiołem na tyle mocno, że wyczuwała to nawet Brenna, ze skórą, mógł być niebezpieczny.
Jesteś pewna?
Ugryzła się w język, zanim o to spytała: gdyby Dora nie była pewna, nie mówiłaby tego. Nie patrzyłaby w ten sposób.
– Są jakieś substancje w eliksirach, które mogą pachnieć podobnie jak krew? – spytała zamiast tego, w jakiejś nadziei, że może jednak to pomyłka. Zawartość tego flakonika zdawała się w końcu raczej srebrzysta niż czerwona, prawda? W Miodowym Królestwie można było znaleźć żelki, które wyglądały… krwawo i miały taki zapach. Brenna nie znała się na eliksirach, ale woń krwi czuła nie raz: była metaliczna, i może… może to mogło być żelazo? Nawet matka eksperymentowała kiedyś przed Samhain nad zapachami perfum, używając nut cytrusowych i paru innych, by miały ostry, metaliczny zapach.
Czy naprawdę ktoś musiał zginąć, aby sporządzić tę miksturę? Przecież nie mogło być tam dużo krwi!
Spokojnie, nakazała sobie, i faktycznie, wyraz twarzy miała pozornie spokojny, może trochę bardziej zacięty niż zwykle, i gdy się odezwała, brzmiała na całkiem opanowaną.
– Spytam Victorii, czy wie coś o fiolkach. Wspomnę jej o tym zapachu popiołu – zdecydowała. Nie mogły teraz pobiec prosto do zarządczyni: pewnie nie przyjęłaby ich o tej porze, brakowało im dowodów, a poza tym Brenna nie chciała zwracać uwagi na Dorę. Ale Brenna nie mogła też tego tak zostawić. Jeśli Dora się nie myliła, to była poważna sprawa. A jeżeli nawet krwi nie było we flakoniku - nie chciała kryć przed Victorią całego znaleziska, skoro ktoś mógł kombinować coś paskudnego w ogrodach jej rodziny. – Może uda się umówić na spotkanie i… zobaczymy co dalej – dodała, chociaż los tutaj kpił z niej pewnie, i z wszystkich planów spotkań na najbliższe dni.
A potem westchnęła, gdy Dora zdecydowała się zgarnąć jedną różę. Nie próbowała jej powstrzymać siłą, ale poderwała się i odeszła kawałek, nie tyle, aby nie być świadkiem zbrodni – chociaż naprawdę lepiej, by mogła mówić nawet pod wpływem eliksirów, że nic nie wiedziała – ile by upewnić się, że żaden ogrodnik, gość ani wróżka nie kręci się w pobliżu. Zastygła, nasłuchując i wypatrując, gotowa ostrzec Dorę, gdyby ktoś nadchodził.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.