23.02.2023, 00:21 ✶
Już samo wylądowanie na mokradłach bez zamiaru znalezienia się tam było co najmniej niepokojące, a dodać do tego trupa – cichy alarmujący głosik zamieniał się wręcz w wyjca, najgłośniejszego, jaki tylko mógł być. Pal licho z nią samą – tu już sobie poradziła, niemniej co z innymi czarodziejami, którzy również mogli wbrew swej woli wylądować na tych śmierdzących mokradłach, będących godnych miana przedsionka mugolskiego piekła?
No i nadal nie znała przyczyny, z której powodu teleportacji nie dało się określić jako „zakończona powodzeniem”. Gdyby to był egzamin – zostałby sromotnie oblany z uwagi na nietrafienie dokładnie do celu.
Stąd też najzwyczajniej w świecie nie mogła zostawić sprawy ot tak, a że tak się cudownie składało, iż ulubiona kuzynka pracowała tak z parę biurek dalej i na dodatek zajmowała stanowisko detektywa, to po prostu podrzuciła jej sprawę.
Bo nie, skądże znowu, to nie tak, że już w domu nie napomknęła o tym i owym, nie mówiąc już, że po powrocie z tej jakże pasjonującej wycieczki zabarykadowała się w łazience na naprawdę dość długi czas. Co z reguły było dość niepodobne do Mavelle.
Teraz zaś – znów się tu znajdowała, ale z całkiem własnej woli i akurat tam, gdzie wiedziała, w jakim dokładnie miejscu się znajduje, a nie gdzieś w środku tego wielkiego bajora. Co nie zmieniało faktu, iz patrzyła na tereny przed sobą z bardzo dużą dozą nieufności; nie omieszkała też już wstępnie przeniuchać, żeby sprawdzić, czy wiatr przypadkiem nie niesie ze sobą jakichś szczególnych, wzbudzających dodatkową czujność zapachów.
Tak jak i Brenna, Bonesówna nie należała do tych nieprzygotowanych czarownic. Strój dostosowany do okoliczności to raz, dwa – kapkę zapasów w plecaku, pozwalających na zdziałanie cokolwiek bez magii. Bo ta ewidentnie na tym obszarze nie chciała działać. Dlaczego? Przy odrobinie szczęścia uda się to odkryć, aczkolwiek niespecjalnie na to liczyła.
Niektóre tajemnice wszak były trudne do wydarcia.
- Brzmi całkiem rozsądnie – zgodziła się z Brenną, wysłuchawszy jej słów – Chociaż tak po prawdzie to wątpię, żebyśmy coś tutaj zobaczyli, bo sama próbowałam się trochę zorientować poprzednim razem, ale… nie zaszkodzi – przekrzywiła głowę, z namysłem wpatrując się w mokradła. Hmm…
- A jakby tak zaznaczać, gdzie dokładnie nam różdżki gasną? Zobaczymy w ten sposób, czy jest tu jakaś reguła... – innymi słowy: czy mieli do czynienia z jakimś okręgiem czy też może dość losowym kształtem. A to też mogło dać jakieś wskazówki.
No i nadal nie znała przyczyny, z której powodu teleportacji nie dało się określić jako „zakończona powodzeniem”. Gdyby to był egzamin – zostałby sromotnie oblany z uwagi na nietrafienie dokładnie do celu.
Stąd też najzwyczajniej w świecie nie mogła zostawić sprawy ot tak, a że tak się cudownie składało, iż ulubiona kuzynka pracowała tak z parę biurek dalej i na dodatek zajmowała stanowisko detektywa, to po prostu podrzuciła jej sprawę.
Bo nie, skądże znowu, to nie tak, że już w domu nie napomknęła o tym i owym, nie mówiąc już, że po powrocie z tej jakże pasjonującej wycieczki zabarykadowała się w łazience na naprawdę dość długi czas. Co z reguły było dość niepodobne do Mavelle.
Teraz zaś – znów się tu znajdowała, ale z całkiem własnej woli i akurat tam, gdzie wiedziała, w jakim dokładnie miejscu się znajduje, a nie gdzieś w środku tego wielkiego bajora. Co nie zmieniało faktu, iz patrzyła na tereny przed sobą z bardzo dużą dozą nieufności; nie omieszkała też już wstępnie przeniuchać, żeby sprawdzić, czy wiatr przypadkiem nie niesie ze sobą jakichś szczególnych, wzbudzających dodatkową czujność zapachów.
Tak jak i Brenna, Bonesówna nie należała do tych nieprzygotowanych czarownic. Strój dostosowany do okoliczności to raz, dwa – kapkę zapasów w plecaku, pozwalających na zdziałanie cokolwiek bez magii. Bo ta ewidentnie na tym obszarze nie chciała działać. Dlaczego? Przy odrobinie szczęścia uda się to odkryć, aczkolwiek niespecjalnie na to liczyła.
Niektóre tajemnice wszak były trudne do wydarcia.
- Brzmi całkiem rozsądnie – zgodziła się z Brenną, wysłuchawszy jej słów – Chociaż tak po prawdzie to wątpię, żebyśmy coś tutaj zobaczyli, bo sama próbowałam się trochę zorientować poprzednim razem, ale… nie zaszkodzi – przekrzywiła głowę, z namysłem wpatrując się w mokradła. Hmm…
- A jakby tak zaznaczać, gdzie dokładnie nam różdżki gasną? Zobaczymy w ten sposób, czy jest tu jakaś reguła... – innymi słowy: czy mieli do czynienia z jakimś okręgiem czy też może dość losowym kształtem. A to też mogło dać jakieś wskazówki.
382