02.11.2025, 01:21 ✶
Czuł się nieco jak królik doświadczalny. Chociaż sam wykazał zainteresowanie kunsztem transformacyjnym Keyleth, tak nie potrafił wyzbyć się uczucia niepokoju, kiedy sam stawał się obiektem obserwacji. Mimowolnie przypominały mu się wizyty u lekarzy w Szpitalu św. Munga, których starał się tak skrzętnie unikać.
Czy właśnie tak jego ojciec reagował na pacjentów, którzy przychodzili do izby przyjęć z jakąś nową, niespotykaną odmianą choroby? Lub gdy do Londynu trafiał pacjent spoza Wyspy Brytyjskich, który wymagał wizyty u tutejszych ekspertów? Wzdrygnął się lekko na tę myśl i już miał dać ujście temu potokowi myśli, gdy z innej strony dobiegły ich nawoływania. Eliasz mimowolnie odskoczył w bok, jednak nie był w stanie już powstrzymać słów, które zatańczyły na jego języku.
— Pff — sapnął, biorąc się pod boki i wlepiając spojrzenie w kąt zakładu w którym zapewne krył się jeden z pracowników. — My przynajmniej coś robimy, a nie tylko udajemy, że potrafimy obsłużyć, jak sądzę, piec numer cztery. Może gdybyś raz w życiu ustawił prawidłowo rampę temperaturową, to piec przestałby wypluwać półpłynne bańki, kolego.
To go powinno uciszyć. Przynajmniej na moment.
— A więc profesjonalistka — skomentował, poprawiając przejętą po Keyleth burzę brązowych loków, kiedy ta zaprosiła go na piwo.
Na Merlina, wystarczyło parę minut w skórze tej dziewczyny, a już robiło mu się gorąco. Gdyby kiedyś udało mu się zapuścić takie długie włosy, to chyba musiałby nosić jakiś czepek. Albo zapoznać się z bardzo dobrymi zaklęciami odpowiedzialnymi za utrzymanie takich długich kudłów we względnym ładzie. A teraz przecież nie wszystkie piece działają i ogień nie bucha ile fabryka dała, skomentował bezgłośnie, starając się zaczesać włosy w jakąś znośną fryzurę - zapewne ku przerażeniu fałszywegoEliasza.
— Niech będzie. Historia za historię — rzucił z nutką wahania w głosie. Chwycił za końcówkę włosa, przyglądając mu się. — One naprawdę tak reagują na temperaturę czy to ja coś spier...dzieliłem? Wydają się nieco... puszyć?
Westchnął cicho. Rzadko kiedy miał rozmawiać z innymi metamorfomagami, więc powinien z tego wypadu do baru wynieść sporo nowych informacji. I być może dowiedzieć się za jak wieloma twarzami do tej pory kryła się Keyleth. Kto wie, może widywał ją już dziesiątki lub setki razy! To by było nieco przerażające, dodał w myślach, starając się nie myśleć o tym, że sam przecież jeszcze parę lat temu potrafił odwalać podobne numery w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
Czy właśnie tak jego ojciec reagował na pacjentów, którzy przychodzili do izby przyjęć z jakąś nową, niespotykaną odmianą choroby? Lub gdy do Londynu trafiał pacjent spoza Wyspy Brytyjskich, który wymagał wizyty u tutejszych ekspertów? Wzdrygnął się lekko na tę myśl i już miał dać ujście temu potokowi myśli, gdy z innej strony dobiegły ich nawoływania. Eliasz mimowolnie odskoczył w bok, jednak nie był w stanie już powstrzymać słów, które zatańczyły na jego języku.
— Pff — sapnął, biorąc się pod boki i wlepiając spojrzenie w kąt zakładu w którym zapewne krył się jeden z pracowników. — My przynajmniej coś robimy, a nie tylko udajemy, że potrafimy obsłużyć, jak sądzę, piec numer cztery. Może gdybyś raz w życiu ustawił prawidłowo rampę temperaturową, to piec przestałby wypluwać półpłynne bańki, kolego.
To go powinno uciszyć. Przynajmniej na moment.
— A więc profesjonalistka — skomentował, poprawiając przejętą po Keyleth burzę brązowych loków, kiedy ta zaprosiła go na piwo.
Na Merlina, wystarczyło parę minut w skórze tej dziewczyny, a już robiło mu się gorąco. Gdyby kiedyś udało mu się zapuścić takie długie włosy, to chyba musiałby nosić jakiś czepek. Albo zapoznać się z bardzo dobrymi zaklęciami odpowiedzialnymi za utrzymanie takich długich kudłów we względnym ładzie. A teraz przecież nie wszystkie piece działają i ogień nie bucha ile fabryka dała, skomentował bezgłośnie, starając się zaczesać włosy w jakąś znośną fryzurę - zapewne ku przerażeniu fałszywegoEliasza.
— Niech będzie. Historia za historię — rzucił z nutką wahania w głosie. Chwycił za końcówkę włosa, przyglądając mu się. — One naprawdę tak reagują na temperaturę czy to ja coś spier...dzieliłem? Wydają się nieco... puszyć?
Westchnął cicho. Rzadko kiedy miał rozmawiać z innymi metamorfomagami, więc powinien z tego wypadu do baru wynieść sporo nowych informacji. I być może dowiedzieć się za jak wieloma twarzami do tej pory kryła się Keyleth. Kto wie, może widywał ją już dziesiątki lub setki razy! To by było nieco przerażające, dodał w myślach, starając się nie myśleć o tym, że sam przecież jeszcze parę lat temu potrafił odwalać podobne numery w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.