02.11.2025, 01:38 ✶
tańce z Brenną
- Jak się tak nad tym zastanawiam, to nie wiem czy aż tak mi zależy, żeby odpuścił - prychnął, uśmiechając się przy tym na moment, kiedy szli w ślad za resztą par, które zajmowały parkiet. Było ich sporo i biorąc pod uwagę jego wcześniejszą rozmowę z Ministrą, dobrze było widzieć że znalazło aż tylu entuzjastów wpłacania na teatr. Jak to Jenkins powiedziała; wspierania kultury.
- W sumie jako koroner miała chyba ostatnio bardzo dużo pracy - mruknął, uświadamiając sobie że pewnie te wszystkie trupy, które wygrzebywali spod gruzów po Spalonej Nocy, szły właśnie do panny Flint i Lestrange'a, zasypując ich całą górą roboty. Nie dziwił się więc nawet tak bardzo, że Cynthia wyglądała marnie. - Teraz jest spokojniej, więc może zaraz jej się poprawi - było to myślenie życzeniowe, ale nie miał co więcej w tym momencie powiedzieć. Cyna była dużą dziewczynką i była w stanie zadbać sama o siebie i niestety, nikt nie mógł jej do niczego zmusić. Pewnie nawet Louvain.
Atreu uśmiechnął się łobuzersko na wspomnienie Ministry, przysuwając nieco bardziej do Brenny, pochylając nad jej uchem i ściszając głos, który teraz ocierał się o jakieś plotkarskie nuty.
- Jenkins chyba odkryła mój największy sekret i pytała, czy aurowidzowie są w stanie zauważyć czarnoksiężnika jednym rzutem oka - prychnął rozbawiony. Szkoda, że to nie było takie proste. Że większość czarnoksiężników, jakby mając w pamięci wszystkich użytkowników trzeciego oka, z uporem maniaka uczyli się oklumencji. - Ale zaproponowałem jej zabawę powiedzenia jej, co widzę moim trzecim oczkiem. Może się jej spodoba - wzruszył ramionami. Mówił lekko, bezpretensjonalnie, jakby z pewnym rozleniwieniem opowiadał o oczywistym planie, bo tak troszkę było. Z jakichkolwiek powodów Atreus nie chciał się Ministrze przypodobać, było widać że był to raczej dla niego biznes, a nie jakaś sympatia która go do tej kobiety ciągnęła. I jego zdaniem nie było w tym nic złego. Jak sama Jenkins powiedziała - była wojna. - Chciałem się od niej dowiedzieć, czy gdyby mogła coś od siebie ofiarować sztuce, to co by to było, ale niestety... a chciałem przekonać Laurettę, żeby wcisnąć na te koncerty pamięci coś, co by się Jenkins spodobało.
- Jak się tak nad tym zastanawiam, to nie wiem czy aż tak mi zależy, żeby odpuścił - prychnął, uśmiechając się przy tym na moment, kiedy szli w ślad za resztą par, które zajmowały parkiet. Było ich sporo i biorąc pod uwagę jego wcześniejszą rozmowę z Ministrą, dobrze było widzieć że znalazło aż tylu entuzjastów wpłacania na teatr. Jak to Jenkins powiedziała; wspierania kultury.
- W sumie jako koroner miała chyba ostatnio bardzo dużo pracy - mruknął, uświadamiając sobie że pewnie te wszystkie trupy, które wygrzebywali spod gruzów po Spalonej Nocy, szły właśnie do panny Flint i Lestrange'a, zasypując ich całą górą roboty. Nie dziwił się więc nawet tak bardzo, że Cynthia wyglądała marnie. - Teraz jest spokojniej, więc może zaraz jej się poprawi - było to myślenie życzeniowe, ale nie miał co więcej w tym momencie powiedzieć. Cyna była dużą dziewczynką i była w stanie zadbać sama o siebie i niestety, nikt nie mógł jej do niczego zmusić. Pewnie nawet Louvain.
Atreu uśmiechnął się łobuzersko na wspomnienie Ministry, przysuwając nieco bardziej do Brenny, pochylając nad jej uchem i ściszając głos, który teraz ocierał się o jakieś plotkarskie nuty.
- Jenkins chyba odkryła mój największy sekret i pytała, czy aurowidzowie są w stanie zauważyć czarnoksiężnika jednym rzutem oka - prychnął rozbawiony. Szkoda, że to nie było takie proste. Że większość czarnoksiężników, jakby mając w pamięci wszystkich użytkowników trzeciego oka, z uporem maniaka uczyli się oklumencji. - Ale zaproponowałem jej zabawę powiedzenia jej, co widzę moim trzecim oczkiem. Może się jej spodoba - wzruszył ramionami. Mówił lekko, bezpretensjonalnie, jakby z pewnym rozleniwieniem opowiadał o oczywistym planie, bo tak troszkę było. Z jakichkolwiek powodów Atreus nie chciał się Ministrze przypodobać, było widać że był to raczej dla niego biznes, a nie jakaś sympatia która go do tej kobiety ciągnęła. I jego zdaniem nie było w tym nic złego. Jak sama Jenkins powiedziała - była wojna. - Chciałem się od niej dowiedzieć, czy gdyby mogła coś od siebie ofiarować sztuce, to co by to było, ale niestety... a chciałem przekonać Laurettę, żeby wcisnąć na te koncerty pamięci coś, co by się Jenkins spodobało.