23.10.2022, 15:26 ✶
Potrafił sobie wyobrazić, czemu praca w takim miejscu, czy nawet odwiedzanie tego miejsca, jako klient, potrafiło wpłynąć pozytywnie na nastrój danej osoby. Bądź co bądź, tutejsze wyroby były naprawdę piękne i przyciągały oko. Stylizowane grawery, kolorowe oczka w biżuterii, czy ogólny blask sprawiał, że wzrok automatycznie przechodził z jednej wystawy do drugiej.
Ludzie mogli mówić, że nie przepadają za przepychem, ale jak bardzo by nie zaprzeczali, tak jedno było pewne. Każdy lubił ładne przedmioty. Mniej lub bardziej wystawne, a tutaj można było znaleźć przedmioty, które mogły wpasować się w najróżniejsze gusta i guściki. Nie dziwił się, że matka postanowiła odezwać się akurat do tego zakładu.
— W sprawie wielkiej wagi — odparł z lekkim półuśmiechem na ustach, zbliżając się do miejsca pracy dziewczyny. — Właściwie, to przychodzę po odbiór pewnego wyrobu. Moja rodzina kontaktowała się z właścicielem w celu zawarcia współpracy w związku z licytacją charytatywną. Podobno udało się już coś przygotować.
Przyglądał się uważnie pracownicy, chcąc wybadać, czy została poinformowana o decyzji swojego pracodawcy. Wiadomo, niektóre zlecenia mógł preferować, przygotowywać samodzielnie, jeśli wyrabiał daną błyskotkę na prywatne zlecenie. W ciągu tych paru minut spędzonych w przyjemnym wnętrzu Erik nie zauważył jednak osoby odpowiadającej za utrzymanie tego miejsca, a też nie mignął mu nikt za ladą.
— Zamówienie na nazwisko Longbottom. Elisa Longbottom — dodał po dłuższej chwili, orientując się, że nie podał tak kluczowej informacji.
Z przepraszającą miną zaczął strzelać oczami na boki. Niektórzy ludzie pracujący w usługach nie lubili, gdy klienci przedłużali swoje wizyty, więc wolał nie ryzykować. Nie chciał robić kłopoty, chociaż dziewczyna sprawiała pozytywne wrażenie. Z drugiej strony, kto nie sprawiał na nim pozytywnego wrażenia. Gdyby ktoś zaczął przy pierwszym spotkaniu z nich rzucać najróżniejszymi przekleństwami i wyklinać pod niebiosa, najpierw pomyślałby, że dana osoba ma zły dzień, a dopiero później, że jest skończonym chamem.
— Właściwie, to nie za bardzo wiem, po co przychodzę. To pierścionek, naszyjnik?
Wprawdzie umówił się z Brenną tylko na dostarczenie jej przedmiotów do licytacji, jednak wiedział, że siostra oczekiwała od niego więcej. Powinien się zapoznać z fantami i zapamiętać jak najwięcej informacji, żeby sama licytacja przeszła możliwie jak najbardziej gładko. W końcu lepiej brzmiało przedstawienie przedmiotu, zwracając uwagę na szczegóły i historię wykonania, niż rzucenie prostego „tutaj mamy złoty sygnet produkcji takiej i takiej, zachęcamy do podbijania ceny”.
Ludzie mogli mówić, że nie przepadają za przepychem, ale jak bardzo by nie zaprzeczali, tak jedno było pewne. Każdy lubił ładne przedmioty. Mniej lub bardziej wystawne, a tutaj można było znaleźć przedmioty, które mogły wpasować się w najróżniejsze gusta i guściki. Nie dziwił się, że matka postanowiła odezwać się akurat do tego zakładu.
— W sprawie wielkiej wagi — odparł z lekkim półuśmiechem na ustach, zbliżając się do miejsca pracy dziewczyny. — Właściwie, to przychodzę po odbiór pewnego wyrobu. Moja rodzina kontaktowała się z właścicielem w celu zawarcia współpracy w związku z licytacją charytatywną. Podobno udało się już coś przygotować.
Przyglądał się uważnie pracownicy, chcąc wybadać, czy została poinformowana o decyzji swojego pracodawcy. Wiadomo, niektóre zlecenia mógł preferować, przygotowywać samodzielnie, jeśli wyrabiał daną błyskotkę na prywatne zlecenie. W ciągu tych paru minut spędzonych w przyjemnym wnętrzu Erik nie zauważył jednak osoby odpowiadającej za utrzymanie tego miejsca, a też nie mignął mu nikt za ladą.
— Zamówienie na nazwisko Longbottom. Elisa Longbottom — dodał po dłuższej chwili, orientując się, że nie podał tak kluczowej informacji.
Z przepraszającą miną zaczął strzelać oczami na boki. Niektórzy ludzie pracujący w usługach nie lubili, gdy klienci przedłużali swoje wizyty, więc wolał nie ryzykować. Nie chciał robić kłopoty, chociaż dziewczyna sprawiała pozytywne wrażenie. Z drugiej strony, kto nie sprawiał na nim pozytywnego wrażenia. Gdyby ktoś zaczął przy pierwszym spotkaniu z nich rzucać najróżniejszymi przekleństwami i wyklinać pod niebiosa, najpierw pomyślałby, że dana osoba ma zły dzień, a dopiero później, że jest skończonym chamem.
— Właściwie, to nie za bardzo wiem, po co przychodzę. To pierścionek, naszyjnik?
Wprawdzie umówił się z Brenną tylko na dostarczenie jej przedmiotów do licytacji, jednak wiedział, że siostra oczekiwała od niego więcej. Powinien się zapoznać z fantami i zapamiętać jak najwięcej informacji, żeby sama licytacja przeszła możliwie jak najbardziej gładko. W końcu lepiej brzmiało przedstawienie przedmiotu, zwracając uwagę na szczegóły i historię wykonania, niż rzucenie prostego „tutaj mamy złoty sygnet produkcji takiej i takiej, zachęcamy do podbijania ceny”.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞