02.11.2025, 11:31 ✶
Brenna miała wrażenie, że brał ich za wysłanników śmierciożerców albo innych ludzi, którzy dali mu pieniądze na wyjazd i zmusili do milczenia. I chociaż ani razu nie skłamała, nie próbowała wyprowadzać go z błędu ani wyjaśniać, kim dokładnie są i po co się tu pojawili. Czy czuła się z tym dobrze? Nie. Czy zamierzała go uspokoić? Też nie. Nie każdy był bohaterem, i nie mogła wymagać bohaterstwa od tego chłopca, ale nie dało się walczyć na wojnie, jeśli czasem nie byłeś trochę bezlitosny. A podejście, o jakim myślała wcześniej, straciło sens w chwili, w której zapłakany otworzył im drzwi.
Weszła do środka, nie spuszczając z niego oka. Wzrok bardziej niż na twarzy skupiała po prawdzie na rękach. Nie wątpiła, że nagłe zmiany emocji Jonathan doskonale odnotuje, za to ona chciała zareagować wcześniej, gdyby chłopak próbował złapać za różdżkę.
– Wszyscy wiemy, że to nie do końca prawda – powiedziała, niemalże łagodnie. – Wiedziałeś, że ktoś widział w pobliżu namiotu artystów człowieka w masce sępa?
Ona. W wizji widmowidza.
Ale to był jeden z tych szczegółów, którymi nie miała zamiaru się dzielić. Teraz zresztą stąpali po grząskim gruncie. Każde słowo padało na szalę i mogło przechylić ją w jedną lub w drugą stronę. Musieli spróbować wyciągnąć informację, kto zabrał tę maskę: a jednocześnie obawiała się, że jeśli popchną chłopaka za mocno, ten się złamie w sposób, którego nie chcieli.
– Przepraszam, ale nie jestem pewna, z którym z braci mam przyjemność. Jesteście podobni – dodała, przekrzywiając lekko głowę. Postać z wizji nie miała na sobie ubrania kelnera i zakładała, że raczej to nie on dopuścił się napaści, a tylko oddał maskę, ale nie mogła mieć stu procentowej pewności… – To ty obsługiwałeś wtedy gości jako sęp czy to ty…
Urwała. „Czy to ty oddałeś maskę?” – słowa, niewypowiedziane, zawisły w powietrzu.
– Wspomniałeś komuś o tamtej rozmowie? – strzeliła jeszcze po chwili, absolutnie celowo nie precyzując, o jaką rozmowę chodzi, pozwalając, by chłopak sam sobie wybrał. Wciąż niby spokojna, wciąż mówiąca bez śladu groźby w głosie, i wciąż czujna.
Weszła do środka, nie spuszczając z niego oka. Wzrok bardziej niż na twarzy skupiała po prawdzie na rękach. Nie wątpiła, że nagłe zmiany emocji Jonathan doskonale odnotuje, za to ona chciała zareagować wcześniej, gdyby chłopak próbował złapać za różdżkę.
– Wszyscy wiemy, że to nie do końca prawda – powiedziała, niemalże łagodnie. – Wiedziałeś, że ktoś widział w pobliżu namiotu artystów człowieka w masce sępa?
Ona. W wizji widmowidza.
Ale to był jeden z tych szczegółów, którymi nie miała zamiaru się dzielić. Teraz zresztą stąpali po grząskim gruncie. Każde słowo padało na szalę i mogło przechylić ją w jedną lub w drugą stronę. Musieli spróbować wyciągnąć informację, kto zabrał tę maskę: a jednocześnie obawiała się, że jeśli popchną chłopaka za mocno, ten się złamie w sposób, którego nie chcieli.
– Przepraszam, ale nie jestem pewna, z którym z braci mam przyjemność. Jesteście podobni – dodała, przekrzywiając lekko głowę. Postać z wizji nie miała na sobie ubrania kelnera i zakładała, że raczej to nie on dopuścił się napaści, a tylko oddał maskę, ale nie mogła mieć stu procentowej pewności… – To ty obsługiwałeś wtedy gości jako sęp czy to ty…
Urwała. „Czy to ty oddałeś maskę?” – słowa, niewypowiedziane, zawisły w powietrzu.
– Wspomniałeś komuś o tamtej rozmowie? – strzeliła jeszcze po chwili, absolutnie celowo nie precyzując, o jaką rozmowę chodzi, pozwalając, by chłopak sam sobie wybrał. Wciąż niby spokojna, wciąż mówiąca bez śladu groźby w głosie, i wciąż czujna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.