Nie pamiętała momentów, kiedy spieszyła się wracając do domu. Powroty wyglądały zupełnie inaczej, gdy wiedziała, że ktoś poza szczurem tam na nią czeka. Mieszkanie przestało być po prostu pustą przestrzenią, teraz wiązało się to z obecnością osoby, której na niej zależało. Mimo, że wiedziała, iż nie powinna się do tego przyzwyczajać, to było naprawdę miłą odmianą, świadomość, że ktoś tam na nią czeka, że mają wspólne plany. Zazwyczaj zamknięcie drzwi wiązało się z ucieczką od całego świata, zagłębianiem w kolejnych woluminach, próbami znalezienia sobie zajęcia, z samotnością - która niby nie przeszkadzała, ale jednak na dłuższą metę też nie do końca służyła.
Wydawało jej się całkiem logiczne to, że zaproponowała Benjy'emu wspólną kolację z okazji Mabon w towarzystwie jej rodziców. Wiedziała, jak to u niego wygląda, a że byli blisko postanowiła zabrać go ze sobą, przedstawić rodzicom, chociaż spodziewała się, że będą mieć milion pytań, bo Prue od lat nie pokazywała się u nich w żadnym towarzystwie, tak właściwie to rzadko kiedy w ogóle się pokazywała, nie miała nic przeciwko temu, aby brać dyżury podczas sabatów, zwłaszcza, że większość jej współpracowników miała swoje rodziny, miała z kim spędzać święta, więc z czystej przyzwoitości zgłaszała się na ochotnika do pracy podczas tych dni. Ona nie miała się do kogo spieszyć, przynajmniej kiedyś.
Ten dzień był jednak całkiem wyjątkowy na tle kilku ostatnich lat, towarzyszyło jej dzisiaj nawet drobne napięcie, zastanawiała się, czy Benjy nie przestraszy się jej rodziny, jasne z Eliasem znał się od dawna, jednak rodzice... rodzice jak pewnie większość rodziców byli specyficzni. O matkę nieszczególnie się martwiła, należała do tych miłych kobiet, które potrafiły znaleźć wspólny język z każdym, ojciec jednak... tu sprawa wyglądała zgoła inaczej. Prue nie była dziwna bez powodu, geny robiły swoje, w tym wypadku zdecydowanie więcej odziedziczyła po nim.
Znalazła się przed drzwiami swojego mieszkania, zaczęła grzebać w kieszeni płaszcza w poszukiwaniu kluczy, znalazła je całkiem szybko, w końcu wsadziła w zamek i je otworzyła. Gdy tylko znalazła się w środku w jej nozdrza uderzył zapach jedzenia. Tak, to było miłą odmianą, w końcu pachniało tu jak w domu.
- Wróciłam. - Rzuciła w eter na wejściu, gdy pozbywała się płaszcza i butów, wiedziała, że nie mają zbyt wiele czasu do wyjścia, a musiała zmyć z siebie jeszcze zapach kostnicy, który może sama zaczęła już dawno ignorować, jednak był na tyle charakterystyczny, że inni zwracali na niego uwagę.
Prue nie lubiła pośpiechu, raczej wolała mieć dużo czasu na przygotowanie się do wyjścia, żeby nie daj Merlinie o niczym nie zapomnieć, jednak to nie był jeden z dni kiedy mogła sobie pozwolić na zwlekanie. Skoro już mieli pójść do jej rodziców, pokazać się, spędzić z nimi trochę czasu, to lepiej, aby znaleźli się tam o czasie. Nie sądziła, że wyrzucaliby jej drobne spóźnienie, jednak miała swoje zasady, jedną z nich było właśnie pojawianie się o czasie.
Weszła w głąb mieszkania, zauważyła Fenwicka siedzącego na kanapie, w przeciwieństwie do niej wydawał się być już gotowy, będzie musiała się pospieszyć. - Gotowałeś? - Zapytała jeszcze kiedy weszła do pomieszczenia, chociaż było to całkiem oczywiste zważając na zapach roznoszący się po mieszkaniu.
Zbliżyła się jeszcze do niego, aby musnąć jego policzek wargami, był to dla niej całkiem naturalny odruch, przyzwyczaiła się już do tego, co ich łączyło. Gdy się nachyliła wyczuła zapach wina, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Nie sądziła, że będzie się denerwował spotkaniem z jej rodzicami, zwłaszcza, że radził sobie przecież z demonami i innymi dziwnymi bytami, więc dwoje ludzi nie powinno stanowić większego problemu, jednak z drugiej strony musiała pamiętać o tym, że to nie było coś, co robił. Zresztą ona również, był to dość spory krok, który chciała zrobić, chciała pokazać swoim bliskim, że w jej życiu pojawił się ktoś wyjątkowy, na kim jej zależało. Co z tego, że miał być w nim tylko na chwilę.
- Potrzebuję krótkiej chwili, żeby się ogarnąć i będziemy mogli wyjść, wszystko w porządku? - Wolała się upewnić, jak wygląda sytuacja.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control