Jak widać na załączonym obrazku nie da się przewidzieć tego, jak bardzo może życie się zmienić w przeciągu kilku tygodni. Yaxley była wyjątkowo spokojna i zwyczajnie szczęśliwa, że wszystko znowu zaczęło wracać na właściwy tor. Może dość szybko i intensywnie i miało wprowadzić sporo zmian w jej chaotycznym życiu, jednak nie uważała tego za coś złego. Nic nie działo się bez przyczyny, czy coś.
- To nie jest głupi pomysł, chociaż nie wiem, czy już zimą będę mogła je kosztować. - Unikanie alkoholu było w przypadku Geraldine czymś zupełnie nowym i nienaturalnym, jednak wiedziała, że w tym wypadku nie ma innej drogi, zależało jej na tym, aby nowy członek ich rodziny przyszedł na świat cały i zdrowy, a odmówienie sobie kilku kieliszków nalewki nie było zbyt wielkim poświęceniem. Będzie musiała sobie znaleźć jakieś zastępcze trunki, które umilą jej jesienne wieczory.
Każdy sabat charakteryzował się innymi lokalnymi produktami, w które warto było się zaopatrzyć, szczególnie, że trzeba było czekać kolejny rok na podobne zakupy. Warto więc było odwiedzić, jak najwięcej stoisk, chociaż nigdy nie była szczególną fanką zakupów, to jednak te stragany miały w sobie coś wyjątkowego.
- Pewnie ma jakieś pudło z zapomnianymi podarkami, których nigdy w życiu nie użyła. - Wcale by to jej nie zdziwiło. Przyzwoitość nakazywała przyjmować prezenty, nawet jeśli były nietrafione. Byli jednak w takim wieku, mieli odpowiednie zasoby na to, by kupić Ursuli coś, z czego faktycznie będzie zadowolona.
- Myślę, że powinniśmy się wyrobić, bez większego problemu, mamy jeszcze trochę czasu. W Kowenie też nie powinno nam zejść zbyt długo. - Mieli tam zajrzeć tylko na chwilę, złożyć podarki Matce, bo przecież wypadało, a później rozejść się do swoich rodzin, i na koniec dnia spotkać w Snowdonii.
- Każdą z wymienionych poproszę, schowamy je bardzo głęboko, żebym mogła później sprawdzić je wszystkie. - O tak, jak wypluje w końcu z siebie pąkla będzie musiała nadrobić ten czas abstynencji, nie widziała innej drogi, zresztą na pewno będzie się jej to należało, po tych miesiącach. Póki co nie widać było zbytnio po Yaxley tego, że znajdowała się w stanie błogosławionym, ale kolejne sabaty... no na pewno Yule będzie w tym roku bardzo wyjątkowe, wolała się nie zastanawiać nad tym, jak będzie się poruszać, szczególnie, że teraz jeszcze nic jej w tym nie przeszkadzało, ale ten stan nie będzie trwał wiecznie.
- a my nie jesteśmy leniwi, musimy się trochę postarać. - Nie, żeby była mistrzynią w podobnych sprawach, ale to mogło być całkiem zabawne. Dopasowywanie podarunków do osoby, oby ze wszystkimi trafili.
- Takie zawieszki przynajmniej do czegoś się przydadzą, to dobry pomysł. - Lepszy od tych nieszczęsnych broszek, czy kolczyków w kształcie liści.
Jej uwagę przykuło stoisko, przy którym znajdował się wieszak i płaszcze. - Wiesz co, kupiłam ostatnio Benjy'emu buty, bo poprzednie mu obrzygałam. - Nie przypominała sobie, aby opowiadała Ambroise'owi o szczegółach jednego z ich spotkań. - Myślę, że ten płaszcz będzie do niego pasować, możemy zacząć od tego stoiska? - Oczywiście, że mogli, zapytała z przyzwoitości od razu kierując się w stronę straganu o którym wspomniała.