- Wtedy, wtedy? Pewnie nie. - Nawet jeśli miałoby go to wybudzić z wiecznego snu. To nie był ich najlepszy, wspólny czas. Zdecydowanie. Pamiętała, że kiedy przemierzali drogę do dworku ostatnim razem nie szczędzili sobie niezbyt przyjemnych słów, jednak kiedy z niego wyszli coś się zmieniło. Najwyraźniej wspólne tragedie wyjątkowo potrafiły do siebie zbliżyć i otworzyć oczy na to, co było nieuniknione.
- Nieszczególnie zwracałam uwagę na otoczenie, zresztą było mniej przyjemnie, śnieg ograniczał widoczność. - Ostatni raz byli tutaj w zimie, kiedy wszystko okryte było białym puchem, teraz mogli nieco bardziej skupić się na tym, jak właściwie prezentowało się to miejsce.
Przeniosła wzrok na Fenwicka - jego sprawdzę wszystko zabrzmiało bardzo pewnie, ale zastanawiała się przez krótką chwilę na ile w ogóle jest to możliwe. Ten dworek był ogromny, tereny, które do niego należały również. Gdyby naprawdę chciał sprawdzić wszystko... to musiałby tu spędzić naprawdę dużo czasu, przynajmniej tak jej się wydawało, a że raczej była laikiem w jego specjalizacji, to w sumie mogła myśleć źle.
- Będę czujna, uwierz, potrafię reagować bardzo szybko. - Jeśli wiązałoby się to ze spoliczkowaniem go, albo rzuceniem w niego zaklęciem... oczywiście, że nie miała zamiaru stać bezczynnie, bardzo chętnie by go uratowała - zwłaszcza w sposób o jakim wspomniał.
Słuchała tego, co mówił bardzo uważnie, w pewnym momencie zmrużyła oczy, nie do końca chyba zaakceptowała to, co mówił, oczywiście, że musiała się odezwać. - Chyba wychodzimy, przyszliśmy tu razem i razem stąd wyjdziemy. - Nie widziała innej możliwości, naprawdę sądził, że zostawią go tutaj i sobie pójdą, gdyby coś nie poszło jak trzeba? No nie, przeniosła wzrok na męża szukając u niego wsparcia, wiedziała, że ma bardzo podobne podejście do niej, więc raczej stawiała za pewnik to, że również się odezwie.
- Jasne, nie istnieje opcja, że będzie całkowicie czysty, jednak wolałabym mieć pewność, że nasze dziecko nagle nie postanowi w kogoś strzelić z kuszy, czy zepchnąć ze schodów. - W dużej mierze chodziło o to, czy da się tu w ogóle żyć bez jakichś dodatkowych wrażeń.
- Czysto hipotetycznie, jeśli coś się zacznie dziać, a Ty nie będziesz mógł się odezwać... będziesz sam w środku, my będziemy tutaj, to co? - Nie mogli przecież czekać bezczynnie, aż go to wykończy. Geraldine w tym przypadku zdecydowanie wolała, aby przygotowali się na najgorszą z możliwych wersji. - Mamy Cię tam zostawić? Serio? - Nie wydawało jej się to w ogóle możliwe, bo nie miała w zwyczaju zostawiać swoich kompanów na polu walki i nie zamierzała udawać, że jest inaczej.