Miała wrażenie, że w powietrzu wisi jakieś dziwne napięcie. Może nie powinna wychodzić z tą inicjatywą, ale jeszcze kilka dni temu wydawało jej się to całkiem właściwie, zwłaszcza, że Benjy był tutaj sam. Całkiem naturalne więc wydawało się Prudence zaproszenie go na kolację do swoich rodziców. Teraz trochę w to wątpiła, może nie chciał iść, z czystej przyzwoitości się na to zgodził, a teraz żałował? Trudno było jej to stwierdzić. Z drugiej strony zdawała sobie sprawę, że nie zrobiłby niczego przeciwko sobie, należał do osób, które potrafiły wyznaczać granice, więc gdyby faktycznie nie chciał jej towarzyszyć to po prostu by odmówił. Niepotrzebnie chyba się tym martwiła, może sobie coś ubzdurała, bo dla niej samej to było raczej czymś nowym, od dawna bowiem nie pojawiła się w domu rodzinnym z kimś u swojego boku.
Nie zdążyła się odezwać, gdy wspomniał o tym, że ma nie uciekać, to było dość szybkie, dłoń zaciskająca się na jej nadgarstku i pocałunek - zdecydowanie przyjemniejszy od tego w policzek. Uśmiechnęła się odruchowo, to wszystko wydawało się jej nieco nierealne, ale naprawdę był tutaj i wybierał się z nią na kolację do jej rodziców. Życie potrafiło zaskakiwać.
Zmrużyła oczy i zmarszczyła nos, kiedy wspomniał o tym, że zaczął się nad czymś zastanawiać. Była ciekawa nad czym tak właściwie, wpatrywała się więc w niego czekając na to, co miał jej do powiedzenia.
- Zdecydowanie nie możesz być moim kuzynem. - Od tego postanowiła zacząć. Tak właściwie to nie zastanawiała się nad tym, co powiedzą rodzicom, nie powinni zbytnio wnikać w detale dotyczące ich znajomości, tak się przynajmniej jej wydawało. Prue nigdy nie była zbytnio wylewna jeśli chodziło o dzielenie się szczegółami ze swojego życia.
- Czy potrzebujemy właściwie jakiejś wersji dla rodziców? - Zaczęła zastanawiać się na głos, nie do końca wydawało się jej to konieczne. - Nie sądzę, że uwierzyliby w to, że spotykamy się tylko w większym gronie, znają mnie i wiedzą, że raczej unikam takich spotkań. - Na pewno wyczuliby w tym jakiś podstęp. - Może po prostu zachowujmy się normalnie, nie są tacy straszni, zresztą jesteśmy dorośli, na pewno doskonale zdają sobie sprawę z tego, że pozwalamy sobie na coś więcej niż trzymanie się za ręce. - Nie było to wcale takie trudne do dedukcji, bo gdyby nie łączyło ich coś więcej, gdyby jej na nim faktycznie nie zależało to nie zamierzałaby go im przedstawić. Oni na pewno o tym wiedzieli. Prue nie była szczególnie wylewna, nawet jeśli chodziło o najbliższych.
- Ani Ty, ani ja nie do końca pasujemy do kowenu... chociaż to mogłoby być niezłym początkiem. - Gdyby faktycznie byli zwyczajnymi ludźmi, ale nie byli, i nie dało się tego nie zauważyć.
- Od razu zgorszyć, potrzebują bodźców, szczególnie, że nigdy im ich zbyt wielu nie dostarczałam. - To też nie było jakoś specjalnie zaskakujące. Prudence należała do tych dzieciaków, które nie sprawiały żadnych problemów, była poukładana od zawsze, zresztą nie sądziła, aby rodzice zamierzali negować jej decyzje. Wiedziała, co jest dla niej dobre, mieli do niej spore zaufanie i na pewno będą akceptować jej wybór.
- Tak, wiem, pamiętam, ale dzisiaj to chyba nie było konieczne. - Znając matkę na pewno przygotowała bowiem dużo jedzenia, które zamierzała zapakować im na wynos. - Chociaż w sumie, to całkiem miłe, że i o tym pomyślałeś. - Tak w zasadzie miała wrażenie, że Benjy wszystko przemyślał. Przygotował się do tej kolacji, jakby faktycznie przejmował się opinią jej rodziców i chciał wypaść jak najlepiej, chociaż nie sądziła, że było to potrzebne i bez tego przecież mieli zobaczyć w nim same pozytywy, nie musiał nic w sobie zmieniać, czy udawać kogoś kim nie był, na pewno zobaczą w nim to wszystko, co widziała Prue.
- To idę. - Rzuciła jeszcze, po czym oddaliła się w stronę łazienki, gdzie zamierzała doprowadzić się do względnego porządku, zmyć z siebie ten dzień. Zajęło jej to kilka minut, bo wiedziała, że czas ich naglił, założyła też nieco bardziej odpowiednie ubranie, chociaż tak właściwie to na co dzień nie brakowało jej elegancji, lubiła wyglądać schludnie, właściwie od zawsze. Wiedziała jednak, że Penelope doceni, jeśli pojawi się w sukience, nie zamierzała więc odmówić matce tej przyjemności.
Wróciła do salonu po dłuższej chwili, nie unosił się już za nią zapach kostnicy, a charakterystyczna woń truskawek, wyglądała raczej zwyczajnie, jak na siebie, ubrana w czarną sukienkę, sięgającą jej gdzieś przed kolano. To była tylko wizyta u rodziców, nic wielkiego, starała się nastawić pozytywnie, bo dlaczego by nie, na pewno będą zachwyceni ich obecnością.
- Chyba możemy się zbierać? - Wydawało jej się, że o niczym nie zapomnieli, więc powoli mogli wychodzić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control