Przewróciła oczami, kiedy usłyszała jego kolejna słowa. Ich twarze znajdowały się bardzo blisko siebie, miała ochotę zrobić coś, co mogłoby przeszkodzić im w wyjściu z domu, powstrzymała się jednak, mając na uwadze to, że to nie był moment, w którym wypadało się spóźnić (jakby jakikolwiek inny był ku temu odpowiedni). - Mogłabym z tym polemizować. - Rzuciła jeszcze, chociaż pewnie miał rację. Rodzice mieli to do siebie, że ich dzieciaki zawsze zostawały dla nich tylko i wyłącznie dziećmi, bez względu na to jak dorośli by nie byli.
- Podejrzewam, że istotne będzie tylko to, że nie jestem już sama. - Ton jej głosu był całkiem poważny, doskonale zdawała sobie sprawę, że to było zmartwieniem jej rodziców, wiele razy słyszała, że nie powinna zamykać się na ludzi, na świat i dać mu kolejną szansę. Nie sądziła, żeby rodzice skupiali się na tym, co dla niego wydawało się takie oczywiste. Jasne, na pierwszy rzut oka, cóż wyglądali jak z różnych światów, ale nie obchodziło jej to jakoś specjalnie. Zresztą to były tylko pozory, pod którymi kryło się zdecydowanie więcej.
- Niepotrzebnie tak na to patrzysz, pani antropolog również ma swoje tajemnice, o których nie wszyscy wiedzą, wcale nie jest taka idealna, jak się może wydawać. - jej rodzice również nie znali tych sekretów, jednak na pewno zdawali sobie sprawę iż miała dość sporo rozsądku i nie dopuściłaby do siebie byle kogo. To było całkiem jasne. Nie zamierzała jednak teraz rozkładać tego na czynniki pierwsze, zresztą już za chwilę jego obawy miały się rozwiać, nie wątpiła bowiem w to, że zostanie zaakceptowany bez żadnego problemu, chociaż usilnie próbował teraz szukać dziury w całym. Nie wywinie się jednak z tego tak łatwo.
- Oczywiście, że pomyślałeś o planie awaryjnym, jakżeby mogło być inaczej. - a niby to ona była czarnowidzem. Odsunęła się w końcu o krok, aby za chwilę zniknąć za drzwiami łazienki. Czuła dziwny spokój, jednak coś podpowiadało jej, że to może być złudne. Wszystko wydawało się układać, zmierzać ku odpowiedniemu kierunkowi, a jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że niedługo coś pójdzie nie po jej myśli, odsuwała to od siebie. Tak bardzo była przyzwyczajona do tego, że zawsze coś się psuło, że nie pozwalała sobie na szczęście, na tym powinna się skupiać, a nie na tym, co i kiedy może się rozsypać.
Musiała zmienić nastawienie, żeby kreować nową, lepszą rzeczywistość, wyłączyć ten cichy głos w jej głowie, który powtarzał, że to się nie uda, bo przecież miało być inaczej, nawet jeśli przez chwilę, to wypadało, aby cieszyła się tym czasem, bez względu na konsekwencje, które miały w nią kiedyś uderzyć, prędzej, czy później. Szczególnie, że to wszystko wydawało się takie naturalne i prawdziwe.
W końcu znalazła się znowu w salonie, gotowa do wyjścia, z uśmiechem na ustach, jakby nic nie mogło przeszkodzić im w tym chwilowym szczęściu. W końcu siedział nadal na kanapie, nie uciekł, był gotowy pójść z nią do jej rodziców, nie uciekł, chociaż mógł to zrobić, a jednak na nią czekał, przygotowany do tej kolacji, aż nazbyt dokładnie.
- Na szczęście jestem lekarzem, będę w stanie mu pomóc. - Dodała jeszcze z uśmiechem, bo całkiem bawiła ją ta wizja. Nie sądziła jednak, że będzie, aż tak źle jak zakładał. Wszystko pójdzie gładko, bo przecież ostatnio wszystko się układało. Z takim właśnie nastawieniem opuściła mieszkanie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control