23.10.2022, 15:26 ✶
Cóż, może i osiągnął sukces, jednak im wyżej się wspinał po drabinie takich drobnych osiągnięć w swoim życiu, tym bardziej zwiększała się odległość pomiędzy nim a stałym gruntem. Każda wygrana oznaczała, że konsekwencji najbliższej porażki mogłyby być opłakane. Mógł spaść z łoskotem na sam dół i pogruchotać sobie kości. Ewentualnie, jeśli szczęście mu będzie dopisywać, zdoła złapać się któregoś z poprzednich szczebelków.
— Nie robię tego dla podniety z samego występu. Chcę osiągnąć konkretny efekt lub uniknąć pewnych niebezpieczeństw. — Wbił w nią mocne spojrzenie, aby na pewno zrozumiała, że odnosi się do jej próby zaszantażowania go. — Aktor chyba powinien być estetą, który poprzez swoją grę stara się pokazać piękno innym ludziom. Piękno... ludzkiej ekspresji? Lub... coś w tym rodzaju?
Na jego twarz wstąpiła kwaśna mina. Nie było mu po drodze ze sztuką, a jego poczucie estetyki kończyło się tam, gdzie zaczynały wielogodzinne zakupy mające na celu osiągnięcie konkretnego wyglądu danego wnętrza. Dzięki Merlinowi, że na razie mieszkał w rodowej rezydencji, tam przynajmniej nie musiał zbyt wiele zmieniać, bo po prostu głowa rodu patrzyłaby na to krzywym okiem.
— Cóż, dostałaś pracę w brygadzie, spędziłaś u nas trochę czasu. Znasz procedury, poznałaś szczegóły pracy w departamencie. Jesteś więc profesjonalistką. Chluba departamentu? Dobrze sobie radzisz w tej robocie, gdybyś nie przeszła do biura aurorów, mogłabyś za parę lat konkurować z komendantem o jego stołek. A to się poniekąd wiąże z tym, że potrafisz onieśmielać. Ludzie nie potrafiliby ci odmówić wykonania danego rozkazu czy przydziału do określonej sprawy lub dzielnicy, bo by się trochę bali.
Wzruszył ramionami. Potencjał na osiągnięcie takiego stanu rzeczy zawsze miał jakiś procent szans na ziszczenie się w rzeczywistości.
— Nie mam pojęcia. — Spuścił wzrok na podłogę, przyznając się w ten sposób do tego drobnego niedopowiedzenia. Wprawdzie w Ministerstwi mógł pracować jakiś Stephen, jednak sam takowego nie znał. — Nie myślałem tak daleko w przód, po prostu wspomnienie o jakimś pracowniku wydało mi się dobrym pomysłem. W najgorszym razie poczułaby się zawstydzona, że nie zna kogoś, kogo znają „wszyscy”
Cóż, być może ta dosłowność, o której myślała Zeneida, była powiązana z jego pobytem w domu lwa. Dorastał wśród dzieciaków, które były odważne, ambitne, ale też w dużej mierze liczyły, że szczęście zawsze im dopisze. Być może ta skłonność do wiary, że plan bez względu na wszystko ma szansę wypalić, została w nim aż dotąd.
— Wiesz, nie musisz im referować na głos historii całego swojego życia. Skup się na tym, co cię popchnęło ku temu zawodowi. Opowiedz o swoich sukcesach, wskaż, że twoje... podejście nie jest wadą, a zaletą. Postaw to co może cię skreślić w innym świetle. — Istniała bardzo konkretna granica między wskazaniem komuś odpowiedniej ścieżki a siłą wepchnięciem jej na nią. Skoro Zeneida zaszła już tak daleko, to zapewne potrafiła się wybronić i pokazać, na co ją stać. Raczej nie musiał pisać jej skryptu, z którego powinna czytać, aby dalej się rozwijać w biurze aurorów.
Nawet jeśli kobieta miała pewne trudności z pracą w grupie, to nie wykluczało to tego, że może osiągnąć sukces. Wprawdzie w przypadku Erika trafiła na podatny grunt i zdołała go bardzo łatwo przekonać, aby zrobił, to o co go poprosiła, ale przy większej sile przebicia, mogła po prostu sobie podporządkować część aurorów, z którymi miałaby pracować. Poza tym perspektywa samotnej wilczycy mogła wnieść nową perspektywę do zespołu.
— Nie robię tego dla podniety z samego występu. Chcę osiągnąć konkretny efekt lub uniknąć pewnych niebezpieczeństw. — Wbił w nią mocne spojrzenie, aby na pewno zrozumiała, że odnosi się do jej próby zaszantażowania go. — Aktor chyba powinien być estetą, który poprzez swoją grę stara się pokazać piękno innym ludziom. Piękno... ludzkiej ekspresji? Lub... coś w tym rodzaju?
Na jego twarz wstąpiła kwaśna mina. Nie było mu po drodze ze sztuką, a jego poczucie estetyki kończyło się tam, gdzie zaczynały wielogodzinne zakupy mające na celu osiągnięcie konkretnego wyglądu danego wnętrza. Dzięki Merlinowi, że na razie mieszkał w rodowej rezydencji, tam przynajmniej nie musiał zbyt wiele zmieniać, bo po prostu głowa rodu patrzyłaby na to krzywym okiem.
— Cóż, dostałaś pracę w brygadzie, spędziłaś u nas trochę czasu. Znasz procedury, poznałaś szczegóły pracy w departamencie. Jesteś więc profesjonalistką. Chluba departamentu? Dobrze sobie radzisz w tej robocie, gdybyś nie przeszła do biura aurorów, mogłabyś za parę lat konkurować z komendantem o jego stołek. A to się poniekąd wiąże z tym, że potrafisz onieśmielać. Ludzie nie potrafiliby ci odmówić wykonania danego rozkazu czy przydziału do określonej sprawy lub dzielnicy, bo by się trochę bali.
Wzruszył ramionami. Potencjał na osiągnięcie takiego stanu rzeczy zawsze miał jakiś procent szans na ziszczenie się w rzeczywistości.
— Nie mam pojęcia. — Spuścił wzrok na podłogę, przyznając się w ten sposób do tego drobnego niedopowiedzenia. Wprawdzie w Ministerstwi mógł pracować jakiś Stephen, jednak sam takowego nie znał. — Nie myślałem tak daleko w przód, po prostu wspomnienie o jakimś pracowniku wydało mi się dobrym pomysłem. W najgorszym razie poczułaby się zawstydzona, że nie zna kogoś, kogo znają „wszyscy”
Cóż, być może ta dosłowność, o której myślała Zeneida, była powiązana z jego pobytem w domu lwa. Dorastał wśród dzieciaków, które były odważne, ambitne, ale też w dużej mierze liczyły, że szczęście zawsze im dopisze. Być może ta skłonność do wiary, że plan bez względu na wszystko ma szansę wypalić, została w nim aż dotąd.
— Wiesz, nie musisz im referować na głos historii całego swojego życia. Skup się na tym, co cię popchnęło ku temu zawodowi. Opowiedz o swoich sukcesach, wskaż, że twoje... podejście nie jest wadą, a zaletą. Postaw to co może cię skreślić w innym świetle. — Istniała bardzo konkretna granica między wskazaniem komuś odpowiedniej ścieżki a siłą wepchnięciem jej na nią. Skoro Zeneida zaszła już tak daleko, to zapewne potrafiła się wybronić i pokazać, na co ją stać. Raczej nie musiał pisać jej skryptu, z którego powinna czytać, aby dalej się rozwijać w biurze aurorów.
Nawet jeśli kobieta miała pewne trudności z pracą w grupie, to nie wykluczało to tego, że może osiągnąć sukces. Wprawdzie w przypadku Erika trafiła na podatny grunt i zdołała go bardzo łatwo przekonać, aby zrobił, to o co go poprosiła, ale przy większej sile przebicia, mogła po prostu sobie podporządkować część aurorów, z którymi miałaby pracować. Poza tym perspektywa samotnej wilczycy mogła wnieść nową perspektywę do zespołu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞