04.11.2025, 12:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2025, 14:44 przez Brenna Longbottom.)
Na parkiecie z Atre.
– Ale może jeśli los uwierzy, że nawet bez jego mieszania i tak pójdziemy razem na parkiet, następnym razem uda ci się zatańczyć z ministrą? – odparła, uśmiechając się do niego lekko, trzy tańce, trzy razy kostki losu. Nie żeby jej przeszkadzało, że trafili do tej samej pary, wręcz przeciwnie, choć nie spodziewała się tego przy tak dużej puli.
Wokół przybywało coraz więcej par. Obojętnie, z jakich powodów znosili datek, Brennę cieszyła ich obecność. Teatr zawsze kojarzył się jej z Jonathanem, nawet jeżeli porzucił karierę aktora wieki temu, a to sprawiało, że miała wiele sympatii do The Globe. Pomoc tym, którzy ucierpieli, w jej oczach przynajmniej w każdej formie była przydatna: co z tego, że tu mogła być na pokaz? Artysta, który dostanie stąd pieniądze na wyremontowanie spalonego mieszkania, będzie mógł osiągnąć tyle samo, co ktoś z Doliny, któremu po cichu dostarczono do tego drewno.
Gdy się ku niej pochylił, sama zrobiła to samo, chcąc usłyszeć słowa, wyszeptane w tłumie: nic nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę, jakiej pozycji wymagał walc. Ręce jednocześnie też dość odruchowo ułożyła odpowiednio, przyjmując właściwą postawę, jedna oparta na ramieniu, druga w jego dłoni.
Trochę ją chyba rozbawiła ta opowieść. Nijak nie brała jego starań jako prób faktycznego przypodobania się Ministrze, bo ciągnęła go jako kobieta: na dłuższą metę to byłaby zbyt niebezpieczna gra. Nie był kimś, kto mógłby cieszyć się długoterminową rolą utrzymanka starszej kobiety z pozycją, a z kolei jeden niewłaściwy ruch i mogłaby się mścić. A same próby zdobycia sympatii Jenkins nie były nadzwyczajne, ona zaś, choć pewnie do tego przyzwyczajona, zdawała się łasa na potwierdzanie jej pozycji, o Atreusie natomiast tu i ówdzie pisała prasa i to oraz aurowidzenie dawało mu pewną przewagę nad innymi, otaczającymi kobietę. Nie, ani przez sekundę nie podejrzewała, że chciałby zająć miejsce młodego Yaxleya.
Ale mimo to słowa o tych czarnoksiężnikach postawiłyby ją na baczność, gdyby nie to, że już stała wyprostowana.
– Gdybyś widział nici, jako polityk byłaby pewnie zachwycona, ale aury też mogą ją fascynować. A jeżeli chodzi o koncerty, to nie znam jej, ale tak słuchając plotek i po prostu obserwując… wyobrażam sobie, że mogłaby się utożsamiać z kobietami u władzy, które inni nie zawsze doceniają? Jak Elżbieta Tudor i takie tam. Albo z jakimiś wizjonerkami w sztuce? A może ma wśród przodkiń jakąś artystkę? – odparła cicho. W czarodziejskich historii i sztuce pewnie dałoby się takie znaleźć, chociaż Brenna nie znała tych aż tak dobrze, aby sypać propozycjami z rękawa, Lauretta jednak bez wątpienia powinna być w stanie coś wymyśleć. Dziewczyna była piękna, sprytna i widziała, czego chce. I może Brenna powinna czuć się z tym niepewnie, ale stanie i ciągnięcie Atreusa na bok, ilekroć obok migałaby inna dziewczyna byłoby czymś chyba absolutnie nieznośnym dla nich obojga. – Uważałabym za to z sugerowaniem, że po aurze rozpozna się czarną magię – szepnęła, te ostatnie słowa wprost do jego ucha, ledwo słyszalnie. Jenkins przed lustrem, ciemne pióra… niby nic. Dom nietknięty w Spaloną Noc? Może przypadek, może wybieg śmierciożerców, by osłabić władzę. Ale jakoś miała wrażenie, że lepiej nie tworzyć plotek, że samym spojrzeniem rozpoznasz czarnoksiężnika. Nie w tych czasach.
– Ale może jeśli los uwierzy, że nawet bez jego mieszania i tak pójdziemy razem na parkiet, następnym razem uda ci się zatańczyć z ministrą? – odparła, uśmiechając się do niego lekko, trzy tańce, trzy razy kostki losu. Nie żeby jej przeszkadzało, że trafili do tej samej pary, wręcz przeciwnie, choć nie spodziewała się tego przy tak dużej puli.
Wokół przybywało coraz więcej par. Obojętnie, z jakich powodów znosili datek, Brennę cieszyła ich obecność. Teatr zawsze kojarzył się jej z Jonathanem, nawet jeżeli porzucił karierę aktora wieki temu, a to sprawiało, że miała wiele sympatii do The Globe. Pomoc tym, którzy ucierpieli, w jej oczach przynajmniej w każdej formie była przydatna: co z tego, że tu mogła być na pokaz? Artysta, który dostanie stąd pieniądze na wyremontowanie spalonego mieszkania, będzie mógł osiągnąć tyle samo, co ktoś z Doliny, któremu po cichu dostarczono do tego drewno.
Gdy się ku niej pochylił, sama zrobiła to samo, chcąc usłyszeć słowa, wyszeptane w tłumie: nic nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę, jakiej pozycji wymagał walc. Ręce jednocześnie też dość odruchowo ułożyła odpowiednio, przyjmując właściwą postawę, jedna oparta na ramieniu, druga w jego dłoni.
Trochę ją chyba rozbawiła ta opowieść. Nijak nie brała jego starań jako prób faktycznego przypodobania się Ministrze, bo ciągnęła go jako kobieta: na dłuższą metę to byłaby zbyt niebezpieczna gra. Nie był kimś, kto mógłby cieszyć się długoterminową rolą utrzymanka starszej kobiety z pozycją, a z kolei jeden niewłaściwy ruch i mogłaby się mścić. A same próby zdobycia sympatii Jenkins nie były nadzwyczajne, ona zaś, choć pewnie do tego przyzwyczajona, zdawała się łasa na potwierdzanie jej pozycji, o Atreusie natomiast tu i ówdzie pisała prasa i to oraz aurowidzenie dawało mu pewną przewagę nad innymi, otaczającymi kobietę. Nie, ani przez sekundę nie podejrzewała, że chciałby zająć miejsce młodego Yaxleya.
Ale mimo to słowa o tych czarnoksiężnikach postawiłyby ją na baczność, gdyby nie to, że już stała wyprostowana.
– Gdybyś widział nici, jako polityk byłaby pewnie zachwycona, ale aury też mogą ją fascynować. A jeżeli chodzi o koncerty, to nie znam jej, ale tak słuchając plotek i po prostu obserwując… wyobrażam sobie, że mogłaby się utożsamiać z kobietami u władzy, które inni nie zawsze doceniają? Jak Elżbieta Tudor i takie tam. Albo z jakimiś wizjonerkami w sztuce? A może ma wśród przodkiń jakąś artystkę? – odparła cicho. W czarodziejskich historii i sztuce pewnie dałoby się takie znaleźć, chociaż Brenna nie znała tych aż tak dobrze, aby sypać propozycjami z rękawa, Lauretta jednak bez wątpienia powinna być w stanie coś wymyśleć. Dziewczyna była piękna, sprytna i widziała, czego chce. I może Brenna powinna czuć się z tym niepewnie, ale stanie i ciągnięcie Atreusa na bok, ilekroć obok migałaby inna dziewczyna byłoby czymś chyba absolutnie nieznośnym dla nich obojga. – Uważałabym za to z sugerowaniem, że po aurze rozpozna się czarną magię – szepnęła, te ostatnie słowa wprost do jego ucha, ledwo słyszalnie. Jenkins przed lustrem, ciemne pióra… niby nic. Dom nietknięty w Spaloną Noc? Może przypadek, może wybieg śmierciożerców, by osłabić władzę. Ale jakoś miała wrażenie, że lepiej nie tworzyć plotek, że samym spojrzeniem rozpoznasz czarnoksiężnika. Nie w tych czasach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.