Już niedługo w końcu będą mieli czas, aby odetchnąć. Geraldine zakładała, że jesień i zima będą dla nich wyjątkowo intensywne, chociaż może odrobinę mniej od ostatniego okresu, gdzie wszystko działo się naprawdę szybko.
- Tak, rozumiem. - Nie musiał jej tego tłumaczyć. Nie zawsze pewien wiek łączył się z dorosłością, a miała też świadomość tego, że Ursula mimo tego, że nigdy nie została matką, to miała kilkoro swoich dzieciaków, którymi się opiekowała. Przyjęła tę rolę całkiem naturalnie, mieli szczęście, że trafili na kogoś takiego, szczególnie, że w ich życiu brakowało innych osób, które mogły poświęcić im swój czas.
- Myślę, że piętnaście minut wystarczy. - Wypadało złożyć dary Matce, ale nie sądziła, żeby musieli spędzić tam więcej czasu, grunt, że się pojawią, pokażą, że pamiętają, zresztą nie należeli do tych osób, którzy czuli z nią jakąś wyjątkową więź.
- Spiżarnia brzmi dobrze, Gerard ma swoją piwniczkę, może to jest jakieś rozwiązanie. - Jeśli o to chodzi to jej ojciec był wyjątkowo zapobiegliwy, miał dużo miejsca na swoje trunki, być może powinni pomyśleć o czymś podobnym. Mieli sporo do przedyskutowania na temat tego, jak będzie wyglądał ich nowy dom, chociaż kupnem nieruchomości zajmą się dopiero po ślubie.
- Tak, to brzmi zdecydowanie lepiej. - Nie dało się ukryć, że ostatni czas był naprawdę intensywny i nie mieli kiedy się wyspać, ciągle ktoś czegoś od nich chciał, do tego Ambroise musiał pracować, a ona, ona miała problemy związane ze stanem w którym się znajdowała. Nie spodziewała się kiedyś, że będzie marzyć o tym aby przespać kilka, pełnych dni, a ostatnio tak się działo.
- Zdecydowanie lepiej. - Nie miała zamiaru się z nim spierać, ten rok był inny od wszystkich innych, miała więc bardzo podobne zdanie, co do zakupów, których mieli dokonać.
- Tak, obrzygałam, kupiłam mu nowe w ramach rekompensaty. - Nie sądziła, że warto było się szczególnie rozgadywać na temat tamtej sytuacji, z której nie była do końca dumna.
- Będą idealne. - Powiedziała jeszcze cicho do Ambroise'a. Przesunęła się bliżej stoiska i uśmiechnęła do sprzedawcy. - Poproszę dwie kasztanowe peleryny, w największym rozmiarze, jaki pan posiada. - Większość jej bliskich była nienaturalnie wysoka, więc to nie powinno być żadnym zaskoczeniem, zresztą wiedziała do kogo ma trafić ten prezent.
Przygotowała odpowiednią ilość galeonów, kiedy sprzedawca je pakował. Wręczyła mu zapłatę, a sama przejęła od niego pięknie zapakowane ubrania.
przewaga: bogacz