04.11.2025, 14:38 ✶
Czerń róż była piękna i złowieszcza zarazem już w chwili, w której weszły do ogrodu, przedziwnie odmienionego. Kwiaty oplatające altanę, rosnące nad brzegiem jeziorka, wyglądały niezwykle, były jednak niepokojące. Teraz gdy Brenna na nie patrzyła, palce odruchowo zaciskała na różdżce, jakby spodziewała się wręcz, że zaraz zaatakują. Rozpylą trujące pyłki, sięgną ku nim ciernistymi gałęziami. Fiolka pachniała popiołem, ale też różami. Na zakrętce wydrapano symbol róży.
I zawierała krew.
Czy to był nawóz, przypadkiem pachnący krwią, a Dora się myliła, czy ktoś wykarmiał kwiaty czarną magią?
Gdzie zdobyć informacje o eliksirach, których podstawą nie była woda, a krew?
– Zaczęłabym od spytania Morpheusa o te kwiaty. Może do niego napiszę? Miał wizję przy kwiatach Abbottów, może bogowie znów będą do niego łaskawi albo znajdzie coś w zapiskach Departamentu Tajemnic? - powiedziała. Może to sprawa była niczym, a może… może czymś, czym Zakon powinien się zainteresować. Nie każda czarna magia była dziełem śmierciożerców, ale skojarzenie zdawało się oczywiste. I Brenna po swojemu od razu zaczynała planować, nieświadoma przecież, że plany te spłoną w ogniu. – Można skontaktować się z Norą lub Olivią i Cedrikiem, jeśli będziesz potrzebowała pomocy w badaniach. A ja na razie pogadam z Victorią…
I by dopytać, bo może to jednak było „nic”, może tylko jakiś przedziwny nawóz czy jednorazowy eksperyment wujka, którego rodzina z rzadka wypuszczała z piwnicy, tak na wszelki wypadek. I by ostrzec, bo jeśli nie, to… Brenna nie chciała sobie potem wyrzucać, że róże zeżarły jakąś ciotkę Victorii, a ona milczała.
– I cóż, zobaczymy – westchnęła, wędrując powoli ścieżką. Jej wzrok to przesuwał się po ciemnych kwiatach, to kierował się ku ziemi, jakby spodziewała się zobaczyć kolejną fiolkę. – Nie mam pojęcia. Sądzę, że receptur takich eliksirów raczej nie zapisują w księgach Parkinsonów. Prędzej mogłabym spróbować przetrząsnąć archiwa w poszukiwaniu spraw, gdy czarnoksiężnicy próbowali eksperymentować z krwią… chociaż trochę mam obawy, że to będzie mrówcza praca i polegnę.
Bo Brenna nie znała się na tym jakoś szczególnie, ale fakt, że wampiry potrzebowały krwi, sugerował, że ta była paliwem. I mogła sama wymienić ze trzy sprawy, które prowadziła, i z którymi wpadała potem na przykład do Patricka, bo okazywało się, że ktoś chciał krwi. Nawet czarnoksiężnicy, których aresztowały z Victorią, zatrudnili kłusowników, bo pragnęli zdobyć krew jednorożców. Brenna nie miała pojęcia, po co konkretnie, a wyjaśnień oczywiście odmówili, ale wyobrażała sobie, że nie w celach kolekcjonerskich.
I zawierała krew.
Czy to był nawóz, przypadkiem pachnący krwią, a Dora się myliła, czy ktoś wykarmiał kwiaty czarną magią?
Gdzie zdobyć informacje o eliksirach, których podstawą nie była woda, a krew?
– Zaczęłabym od spytania Morpheusa o te kwiaty. Może do niego napiszę? Miał wizję przy kwiatach Abbottów, może bogowie znów będą do niego łaskawi albo znajdzie coś w zapiskach Departamentu Tajemnic? - powiedziała. Może to sprawa była niczym, a może… może czymś, czym Zakon powinien się zainteresować. Nie każda czarna magia była dziełem śmierciożerców, ale skojarzenie zdawało się oczywiste. I Brenna po swojemu od razu zaczynała planować, nieświadoma przecież, że plany te spłoną w ogniu. – Można skontaktować się z Norą lub Olivią i Cedrikiem, jeśli będziesz potrzebowała pomocy w badaniach. A ja na razie pogadam z Victorią…
I by dopytać, bo może to jednak było „nic”, może tylko jakiś przedziwny nawóz czy jednorazowy eksperyment wujka, którego rodzina z rzadka wypuszczała z piwnicy, tak na wszelki wypadek. I by ostrzec, bo jeśli nie, to… Brenna nie chciała sobie potem wyrzucać, że róże zeżarły jakąś ciotkę Victorii, a ona milczała.
– I cóż, zobaczymy – westchnęła, wędrując powoli ścieżką. Jej wzrok to przesuwał się po ciemnych kwiatach, to kierował się ku ziemi, jakby spodziewała się zobaczyć kolejną fiolkę. – Nie mam pojęcia. Sądzę, że receptur takich eliksirów raczej nie zapisują w księgach Parkinsonów. Prędzej mogłabym spróbować przetrząsnąć archiwa w poszukiwaniu spraw, gdy czarnoksiężnicy próbowali eksperymentować z krwią… chociaż trochę mam obawy, że to będzie mrówcza praca i polegnę.
Bo Brenna nie znała się na tym jakoś szczególnie, ale fakt, że wampiry potrzebowały krwi, sugerował, że ta była paliwem. I mogła sama wymienić ze trzy sprawy, które prowadziła, i z którymi wpadała potem na przykład do Patricka, bo okazywało się, że ktoś chciał krwi. Nawet czarnoksiężnicy, których aresztowały z Victorią, zatrudnili kłusowników, bo pragnęli zdobyć krew jednorożców. Brenna nie miała pojęcia, po co konkretnie, a wyjaśnień oczywiście odmówili, ale wyobrażała sobie, że nie w celach kolekcjonerskich.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.