23.02.2023, 12:57 ✶
- Dzięki – westchnęła Brenna. Nora rozumiała, co było miłe, ona sama też rozumiała, i ogólnie wiedziała, że powinna raczej martwić się nadciągającymi złem, pożogą i ciemnością niż jednymi urodzinami. A jednak, przejmowała się i miała wyrzuty sumienia, których nie potrafiła uciszyć. – Przygotowałam za to świetne prezenty! Mam nadzieję, że Mabel się ucieszy.
Może nawet przesadziła. Trochę. Odrobinkę. Trochę bardzo. Ale po pierwsze, jak zwykle z Erikiem rywalizowali o to, kto da małej lepszy prezent, po drugie, chciała wynagrodzić dzieciakowi, że nie pojawi się w Beltaine osobiście, po trzecie wreszcie…
…po prostu tak na wszelki wypadek.
Uniosła swój kufel. Piwo bez alkoholu zdawało się jej dziś jeszcze bardziej gorzkie niż zwykle.
- Pewnie, potwierdzę wszystko tydzień wcześniej i pokażę wam plan wycieczki – obiecała. Nie zamierzała w końcu ciągnąć kuzynki i przyjaciółki gdzieś, gdzie nie chciałyby jechać. Pomysł wydawał się jej jednak dobry, bo sama nie wyjechała nigdzie tak od… czterech lat, z Mav zawsze trzymała się najbardziej, a Nora też wyraźnie potrzebowała wyrwania się. Nie planowała jeszcze szczegółów, nie chcąc wybiegać zbyt daleko w przyszłość myślami, ale miała pewną ideę.
– I tak, i nie. Myślałam, by wyjechać wtedy, owszem – przyznała. – Bale na moją cześć nie są w moim stylu, a i to nie moment na wielkie przyjęcie, nawet takie niezobowiązujące. A z kolei zrobienie po prostu małego zdaje mi się niemożliwe.
Nie umiałaby zmniejszyć listy gości. Po prostu za wiele osób miało prawo oczekiwać zaproszenia. A Brenna chciałaby zaprosić wszystkich przyjaciół i znajomych, jednocześnie jednak wiedziała, jak ciężko byłoby pogodzić… pewne rzeczy, w dzisiejszych czasach. Nawet pośród jej szkolnych znajomych były osoby, do których wciąż miała wiele sympatii, z którymi ciągle utrzymywała kontakt, a przy tym ilekroć na nich patrzyła, obracała gdzieś w głowie myśl, że pod rękawami może skrywać się mroczny znak. Nie, nie zadawała się raczej obecnie z osobami, które ziały nienawiścią do mugoli, mugolaków i półkrwi na prawo i lewo. Ale nie każdy śmierciożerca dołączał do Voldemorta ze szczerej nienawiści. I nie każda osoba nie cierpiąca pewnych grup społecznych, obnosiła się z tym na prawo i lewo.
- Ale tak naprawdę chyba potrzebuję chociaż trzech dni wakacji.
Może nawet przesadziła. Trochę. Odrobinkę. Trochę bardzo. Ale po pierwsze, jak zwykle z Erikiem rywalizowali o to, kto da małej lepszy prezent, po drugie, chciała wynagrodzić dzieciakowi, że nie pojawi się w Beltaine osobiście, po trzecie wreszcie…
…po prostu tak na wszelki wypadek.
Uniosła swój kufel. Piwo bez alkoholu zdawało się jej dziś jeszcze bardziej gorzkie niż zwykle.
- Pewnie, potwierdzę wszystko tydzień wcześniej i pokażę wam plan wycieczki – obiecała. Nie zamierzała w końcu ciągnąć kuzynki i przyjaciółki gdzieś, gdzie nie chciałyby jechać. Pomysł wydawał się jej jednak dobry, bo sama nie wyjechała nigdzie tak od… czterech lat, z Mav zawsze trzymała się najbardziej, a Nora też wyraźnie potrzebowała wyrwania się. Nie planowała jeszcze szczegółów, nie chcąc wybiegać zbyt daleko w przyszłość myślami, ale miała pewną ideę.
– I tak, i nie. Myślałam, by wyjechać wtedy, owszem – przyznała. – Bale na moją cześć nie są w moim stylu, a i to nie moment na wielkie przyjęcie, nawet takie niezobowiązujące. A z kolei zrobienie po prostu małego zdaje mi się niemożliwe.
Nie umiałaby zmniejszyć listy gości. Po prostu za wiele osób miało prawo oczekiwać zaproszenia. A Brenna chciałaby zaprosić wszystkich przyjaciół i znajomych, jednocześnie jednak wiedziała, jak ciężko byłoby pogodzić… pewne rzeczy, w dzisiejszych czasach. Nawet pośród jej szkolnych znajomych były osoby, do których wciąż miała wiele sympatii, z którymi ciągle utrzymywała kontakt, a przy tym ilekroć na nich patrzyła, obracała gdzieś w głowie myśl, że pod rękawami może skrywać się mroczny znak. Nie, nie zadawała się raczej obecnie z osobami, które ziały nienawiścią do mugoli, mugolaków i półkrwi na prawo i lewo. Ale nie każdy śmierciożerca dołączał do Voldemorta ze szczerej nienawiści. I nie każda osoba nie cierpiąca pewnych grup społecznych, obnosiła się z tym na prawo i lewo.
- Ale tak naprawdę chyba potrzebuję chociaż trzech dni wakacji.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.