05.11.2025, 00:21 ✶
Lazarus nie miał nic przeciwko winu ani temu, by inni przy stole jedli mięso i cieszyli się posiłkiem. Dał temu wyraz, podnosząc kieliszek do ust. Jadł swój obiad, smaczny i niejałowy dzięki pieczeniu się w towarzystwie kaczki, niewielkimi kęsami, z przyzwyczajenia oglądając każdy dokładnie na widelcu.
Dopiero pytanie Jaspera o jego własny dom skłoniło go do odezwania się.
- U mnie pojawiły się ślady na suficie, jakby zacieki… i śmierdzi spalenizną, bardziej, niż możnaby się spodziewać po tylu dniach od pożarów. Wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Podejrzewam klątwę. Badam temat w wolnych chwilach.
Na szczęście, zapach dało się usunąć z ubrań i włosów odpowiednim zaklęciem, a pająkom ani roślinom nie wydawał się przeszkadzać.
Uważnie wysłuchał informacji Anthony’ego. Sadza… i duszenie podczas snu… Interesujące.
- Dziesiątego września z rana była u mnie… znajoma. Sugerowała, że zapach może służyć zamaskowaniu obecności czarnej magii. Myślicie, że to część większego planu? - dotąd raczej rozpatrywał ostatnie wydarzenia w kategoriach zamachów terrorystycznych, podobnych temu, co nie tak znowu dawno miało miejsce w Irlandii Północnej, ale to, co mówił Shafiq miało sens. Tak, czy owak, to nie był bezrozumny pogrom. W szaleństwie Spalonej Nocy czaiła się metoda i to mogłoby być jeszcze bardziej niepokojące…
- Jeżeli rzeczywiście tak jest, to dziwię się, że ruszył do ataku tak wcześnie. Historia uczy nas, że skuteczniej byłoby najpierw przejąć organy władzy, lub przynajmniej zinfiltrować je w większym stopniu… To, co się stało, sugeruje, że albo nie jest optymalnie przygotowany, albo… przejęcie władzy wcale nie było celem… - zawiesił głos. Niewypowiedziane ”jeszcze” wydawało się wisieć w powietrzu. O co chodziło czarnoksiężnikowi, który tak pragnął czystokrwistej supremacji, a jednocześnie wcielał swoją wizję w życie tak chaotycznie, że nawet nie zadbał o zjednanie sobie czarodziejów, którzy fundamentalnie podzielali jego pogląd o czystości krwi? Było wiele nieprzychylnych mugolakom rodów, gdyby wszystkie stanęły po tej samej stronie, wsparte czarną magią, wsparte zastępami zamaskowanych żołnierzy... Lovegood z pewną troską spojrzał znad talerza na najmłodszego uczestnika posiłku. Jeżeli jego podejrzenia były słuszne, to mogliby w razie eskalacji znaleźć się w takiej samej sytuacji. Chociaż póki co, ucierpiało wielu czystokrwistych czarodziejów... Gwałtownie, bez gryzienia przełknął włożoną przed chwilą do ust porcję kaszy.
- Polaryzacja nastrojów... - mruknął. O to chodziło. Dobrze wymierzone ataki w mugolaków. Mechanizm spustowy dla nagromadzonej frustracji tych ostatnich. Odwetowe ataki na czystokrwistych czarodziejów. Zaostrzenie poglądów antymugolskich - Radykalizacja czystokrwistych elit - wypowiadając ostatnie skojarzenie z ciągu, przeniósł wzrok na Shafiqa - A jeśli tak, możemy się wkrótce spodziewać kolejnych akcji - prowokacji, zamieszek, działań propagandowych...
Dobrze byłoby działać. Dobrze byłoby wiedzieć, jak. Lazarus mógł dostrzegać wzór, ale wciąż był tylko jednym czarodziejem. Bezsilność dociążyła jego trzymającą widelec dłoń i klątwołamacz stracił zainteresowanie posiłkiem.
Słysząc o podejrzeniach związanych z umiejscowieniem Zadrapania, zwrócił się do Anthony’ego:
- Mówi pan w czasie przeszłym. Co przemawia przeciwko tej hipotezie?
Myśl o tym, że właśnie na ich oczach tworzy się historia była fascynująca. I prawdopodobnie zwiastowała niebezpieczeństwo.
Dopiero pytanie Jaspera o jego własny dom skłoniło go do odezwania się.
- U mnie pojawiły się ślady na suficie, jakby zacieki… i śmierdzi spalenizną, bardziej, niż możnaby się spodziewać po tylu dniach od pożarów. Wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Podejrzewam klątwę. Badam temat w wolnych chwilach.
Na szczęście, zapach dało się usunąć z ubrań i włosów odpowiednim zaklęciem, a pająkom ani roślinom nie wydawał się przeszkadzać.
Uważnie wysłuchał informacji Anthony’ego. Sadza… i duszenie podczas snu… Interesujące.
- Dziesiątego września z rana była u mnie… znajoma. Sugerowała, że zapach może służyć zamaskowaniu obecności czarnej magii. Myślicie, że to część większego planu? - dotąd raczej rozpatrywał ostatnie wydarzenia w kategoriach zamachów terrorystycznych, podobnych temu, co nie tak znowu dawno miało miejsce w Irlandii Północnej, ale to, co mówił Shafiq miało sens. Tak, czy owak, to nie był bezrozumny pogrom. W szaleństwie Spalonej Nocy czaiła się metoda i to mogłoby być jeszcze bardziej niepokojące…
- Jeżeli rzeczywiście tak jest, to dziwię się, że ruszył do ataku tak wcześnie. Historia uczy nas, że skuteczniej byłoby najpierw przejąć organy władzy, lub przynajmniej zinfiltrować je w większym stopniu… To, co się stało, sugeruje, że albo nie jest optymalnie przygotowany, albo… przejęcie władzy wcale nie było celem… - zawiesił głos. Niewypowiedziane ”jeszcze” wydawało się wisieć w powietrzu. O co chodziło czarnoksiężnikowi, który tak pragnął czystokrwistej supremacji, a jednocześnie wcielał swoją wizję w życie tak chaotycznie, że nawet nie zadbał o zjednanie sobie czarodziejów, którzy fundamentalnie podzielali jego pogląd o czystości krwi? Było wiele nieprzychylnych mugolakom rodów, gdyby wszystkie stanęły po tej samej stronie, wsparte czarną magią, wsparte zastępami zamaskowanych żołnierzy... Lovegood z pewną troską spojrzał znad talerza na najmłodszego uczestnika posiłku. Jeżeli jego podejrzenia były słuszne, to mogliby w razie eskalacji znaleźć się w takiej samej sytuacji. Chociaż póki co, ucierpiało wielu czystokrwistych czarodziejów... Gwałtownie, bez gryzienia przełknął włożoną przed chwilą do ust porcję kaszy.
- Polaryzacja nastrojów... - mruknął. O to chodziło. Dobrze wymierzone ataki w mugolaków. Mechanizm spustowy dla nagromadzonej frustracji tych ostatnich. Odwetowe ataki na czystokrwistych czarodziejów. Zaostrzenie poglądów antymugolskich - Radykalizacja czystokrwistych elit - wypowiadając ostatnie skojarzenie z ciągu, przeniósł wzrok na Shafiqa - A jeśli tak, możemy się wkrótce spodziewać kolejnych akcji - prowokacji, zamieszek, działań propagandowych...
Dobrze byłoby działać. Dobrze byłoby wiedzieć, jak. Lazarus mógł dostrzegać wzór, ale wciąż był tylko jednym czarodziejem. Bezsilność dociążyła jego trzymającą widelec dłoń i klątwołamacz stracił zainteresowanie posiłkiem.
Słysząc o podejrzeniach związanych z umiejscowieniem Zadrapania, zwrócił się do Anthony’ego:
- Mówi pan w czasie przeszłym. Co przemawia przeciwko tej hipotezie?
Myśl o tym, że właśnie na ich oczach tworzy się historia była fascynująca. I prawdopodobnie zwiastowała niebezpieczeństwo.