23.02.2023, 13:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2023, 13:20 przez Brenna Longbottom.)
Brenna kiwnęła głową na instrukcje od Patricka. Próby rzucenia zaklęcia w stronę Mokradeł i zabranie mugolskiej latarki brzmiały jak całkiem niezły pomysł. Zaznaczenie terenu, na którym kończy się magia, też nie było głupie. Mogli nawet zostawić jakieś napisy na drzewach, by ktoś błąkający się wiedział, w którym momencie znowu może czarować.
- W takim razie wezmę Heather – powiedziała, gdy Steward stwierdził, że może być w parze z kimkolwiek. Wood znała ją po prostu trochę lepiej niż pozostałą dwójkę, Brenna miała więc wrażenie, że na takim terenie przynajmniej w jedną stronę lepiej, żeby szła razem z nią. – Heath, tak będzie w porządku? I jeśli masz jakieś pomysły, to serio, nie krępuj się. Nikt nie urwie ci głowy, bo coś zaproponowałaś. Głowę urywam tylko za ukradzenie mi pączka.
Nie była z tej szkoły, która domagała się, aby nowa osoba siedziała z zasznurowanymi ustami. Jeżeli pomysł Heather byłby dobry w jej mniemaniu, starałaby się go wcielić w życie. Jeśli dopatrzyłaby się w nim jakichś problemów, powiedziałaby o tym, bo w ten sposób nowi w Brygadzie też uczyli się pierwszych rzeczy.
Brenna machnęła różdżką, rozpalając lumos i ruszyła przed siebie. Poruszali się niezbyt szybko, po pierwsze, bo po jakimś czasie teren zaczął być podmokły i coraz trudniejszy, po drugie, Brenna ze dwa razy przystanęła, żłobiąc w drzewie strzałkę ku Little Hangleton – tak na wszelki wypadek i by oznaczyć, którędy szli. Miała też w kieszeni scyzoryk, aby robić to samo, gdy magia przestanie działać.
W miarę jak zagłębiali się w las, ściółka pod ich stopami zamieniła się w błoto. O ile początkowo mijali drzewa, które wydawały się wyglądać zupełnie normalnie, o tyle z czasem te stawały się coraz bardziej powykrzywiane i pozbawione liści. Wreszcie wokół zaczęła pojawiać się mgła, a w końcu, gdy Brenna i Heather zrobiły krok do przodu… światła na ich różdżkach zgasły.
Longbottom momentalnie poczuła się nieco nieswojo. Spróbowała rzucić zaklęcie i nie zadziałało. Magia była z nią zawsze i teraz, choć wiedziała, czego się spodziewać, poczuła się straszliwie bezbronna. Obejrzała się na Stewarda i Mavelle: nawet nie wyobrażała sobie, co czuli, kiedy trafili na Mokradła, nie wiedząc, gdzie są.
Cofnęła się o krok i odetchnęła.
- To co? Zaczynamy? – spytała. Sama zamierzała ponownie rzucić lumos, na samej granicy obszaru i zacząć sprawdzać teren w pobliżu. Przetestować po pierwsze, czy istnieje jakaś wyraźna granica, na przykład na planie koła albo kwadratu, czy jest nieregularna. Czy magia zanika stopniowo, na przykład czar zacznie migotać, czy nagle? A poza tym – rozejrzeć się za… właściwie za czymkolwiek, co zwróciłoby jej uwagę. Jakieś znaki na kamieniach? Głazy o podejrzanym kształcie albo dziwnie rozstawione? Coś na drzewach?
Odkryj wiadomość pozafabularną
- W takim razie wezmę Heather – powiedziała, gdy Steward stwierdził, że może być w parze z kimkolwiek. Wood znała ją po prostu trochę lepiej niż pozostałą dwójkę, Brenna miała więc wrażenie, że na takim terenie przynajmniej w jedną stronę lepiej, żeby szła razem z nią. – Heath, tak będzie w porządku? I jeśli masz jakieś pomysły, to serio, nie krępuj się. Nikt nie urwie ci głowy, bo coś zaproponowałaś. Głowę urywam tylko za ukradzenie mi pączka.
Nie była z tej szkoły, która domagała się, aby nowa osoba siedziała z zasznurowanymi ustami. Jeżeli pomysł Heather byłby dobry w jej mniemaniu, starałaby się go wcielić w życie. Jeśli dopatrzyłaby się w nim jakichś problemów, powiedziałaby o tym, bo w ten sposób nowi w Brygadzie też uczyli się pierwszych rzeczy.
Brenna machnęła różdżką, rozpalając lumos i ruszyła przed siebie. Poruszali się niezbyt szybko, po pierwsze, bo po jakimś czasie teren zaczął być podmokły i coraz trudniejszy, po drugie, Brenna ze dwa razy przystanęła, żłobiąc w drzewie strzałkę ku Little Hangleton – tak na wszelki wypadek i by oznaczyć, którędy szli. Miała też w kieszeni scyzoryk, aby robić to samo, gdy magia przestanie działać.
W miarę jak zagłębiali się w las, ściółka pod ich stopami zamieniła się w błoto. O ile początkowo mijali drzewa, które wydawały się wyglądać zupełnie normalnie, o tyle z czasem te stawały się coraz bardziej powykrzywiane i pozbawione liści. Wreszcie wokół zaczęła pojawiać się mgła, a w końcu, gdy Brenna i Heather zrobiły krok do przodu… światła na ich różdżkach zgasły.
Longbottom momentalnie poczuła się nieco nieswojo. Spróbowała rzucić zaklęcie i nie zadziałało. Magia była z nią zawsze i teraz, choć wiedziała, czego się spodziewać, poczuła się straszliwie bezbronna. Obejrzała się na Stewarda i Mavelle: nawet nie wyobrażała sobie, co czuli, kiedy trafili na Mokradła, nie wiedząc, gdzie są.
Cofnęła się o krok i odetchnęła.
- To co? Zaczynamy? – spytała. Sama zamierzała ponownie rzucić lumos, na samej granicy obszaru i zacząć sprawdzać teren w pobliżu. Przetestować po pierwsze, czy istnieje jakaś wyraźna granica, na przykład na planie koła albo kwadratu, czy jest nieregularna. Czy magia zanika stopniowo, na przykład czar zacznie migotać, czy nagle? A poza tym – rozejrzeć się za… właściwie za czymkolwiek, co zwróciłoby jej uwagę. Jakieś znaki na kamieniach? Głazy o podejrzanym kształcie albo dziwnie rozstawione? Coś na drzewach?
Rzut Z 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.