05.11.2025, 16:24 ✶
Praca była życiem. Praca była sposobem ucieczki. Praca była…
…miękkim futrem, w które znów można było skłonić łeb, zatopić się w znajomej, bezpiecznej woni, w uczuciu, którego tak szalenie brakowało mu od lat.
Zamiast na gwałt podrywać się, poprawił ułożenie obejmującej drugiego misia łapy, zagarnął go bardziej, mocniej, choć nie było w tym ani agresji ani łapczywości, z którą wgryzali się sobie wzajem w skóry gdy pierwszy raz przyszło im ze sobą spotkać się w zupełnie odmiennym zwarciu.
Dobrze, że jesteś.
Nie mruczał, bo przecież niedźwiedzie nie mruczą. Zamiast tego otarł się żuchwą o drugiego raz i drugi. Może gdyby nie byli na piętrze, gdyby podłoga pod ich cielskami nie skrzypiała co jakiś czas ostrzegawczo… Może powinien jakoś wzmocnić transmutacją stropowe belki oddzielające ich od nieszczęsnej głowy Vlada. Może powinien.
- Ghraaaa… - wyartykułował z siebie zaspany niedźwiedź, rozdziawiając paszczę w ziewnięciu. Choć umysł w tym ogromnym cielsku stawał się coraz bardziej i bardziej ludzki. Może powinni brać złoto? Ale przecież i tak nie był w stanie odmówić potrzebującym, pochylić się nad tymi których wystawiono za drzwi. Szczególnie teraz, szczególnie gdy jego spotkało to samo i to dwukrotnie. W końcu pochylił głowę gnany dziwnym smutkiem, minionym wspomnieniem. Pochylił łeb i wcisnął go między siebie a Nikolaia, zupełnie jakby drążył w tym futrze tunel pod pachę drugiego miśka i tam zamierzał ukryć się przed osamotnieniem, które pozostawił na wycieraczce domu Vlada. Tydzień temu. Tydzień…
Dlaczego nie czuł się winny, że to co robił teraz zdawało mu się o tyle lepsze od wszystkiego co spotkało go po przymusowym przesiedleniu?
…miękkim futrem, w które znów można było skłonić łeb, zatopić się w znajomej, bezpiecznej woni, w uczuciu, którego tak szalenie brakowało mu od lat.
Zamiast na gwałt podrywać się, poprawił ułożenie obejmującej drugiego misia łapy, zagarnął go bardziej, mocniej, choć nie było w tym ani agresji ani łapczywości, z którą wgryzali się sobie wzajem w skóry gdy pierwszy raz przyszło im ze sobą spotkać się w zupełnie odmiennym zwarciu.
Dobrze, że jesteś.
Nie mruczał, bo przecież niedźwiedzie nie mruczą. Zamiast tego otarł się żuchwą o drugiego raz i drugi. Może gdyby nie byli na piętrze, gdyby podłoga pod ich cielskami nie skrzypiała co jakiś czas ostrzegawczo… Może powinien jakoś wzmocnić transmutacją stropowe belki oddzielające ich od nieszczęsnej głowy Vlada. Może powinien.
- Ghraaaa… - wyartykułował z siebie zaspany niedźwiedź, rozdziawiając paszczę w ziewnięciu. Choć umysł w tym ogromnym cielsku stawał się coraz bardziej i bardziej ludzki. Może powinni brać złoto? Ale przecież i tak nie był w stanie odmówić potrzebującym, pochylić się nad tymi których wystawiono za drzwi. Szczególnie teraz, szczególnie gdy jego spotkało to samo i to dwukrotnie. W końcu pochylił głowę gnany dziwnym smutkiem, minionym wspomnieniem. Pochylił łeb i wcisnął go między siebie a Nikolaia, zupełnie jakby drążył w tym futrze tunel pod pachę drugiego miśka i tam zamierzał ukryć się przed osamotnieniem, które pozostawił na wycieraczce domu Vlada. Tydzień temu. Tydzień…
Dlaczego nie czuł się winny, że to co robił teraz zdawało mu się o tyle lepsze od wszystkiego co spotkało go po przymusowym przesiedleniu?