- Tak, artysta, łowca na emeryturze. - Odpowiedziała jeszcze na słowa Sebastiana. Najwyraźniej już zdążył poznać jej wuja, nie wiedziała tylko, czy to dobrze, z drugiej strony Yashkier był całkiem sympatyczny w obyciu, więc może nie było tak źle. - Podejrzewam, że na jednej kolejce się nie skończyło. - Nie znając upodobania wuja i jej ojca, kiedy siadali razem do stołu, wyciągali bimber... to rzadko kiedy kończyło się na jednej flaszce.
Udało im się ominąć dziurę, do której mogli wpaść. Był to marny sukces, ale jednak ta wycieczka dzięki temu już na wstępnie nie rozpoczęła się katastrofą, mogło być tylko lepiej, czyż nie? Ominęli dół i wyruszyli dalej. Liczyła na to, że wuj nie oddalił się zbytnio, lepiej było go w końcu odnaleźć wcześniej niż później, matka będzie spokojniejsza, a i oni będą mogli wrócić do picia (no, może nie do końca ona), czy tam świętowania, no albo pójść spać, co też nie było taką złą opcją, zważając na to, że słońce niedługo powinno zacząć wschodzić.
Ambroise chyba coś zobaczył, bo uniósł rękę do góry. Geraldine przystanęła na moment, odwróciła się na pięcie i ruszyła w tamtą stronę, być może był to ten, którego szukali. Nie zdziwiłoby, gdyby Yaskhier faktycznie wylądował w jakichś krzakach, to nie byłoby nic nowego.
Nie zdążyła jednak się nazbyt zbliżyć w tamtą okolicę, kiedy rozległ się pisk. Geraldine skrzywiła się słysząc te wysokie dźwięki, był zdecydowanie zbyt głośne. Ktoś najwyraźniej postanowił poznać nieco bardziej okolicę. Cóż, nie udało jej się dostrzec sprawców zamieszania, bo bardzo szybko pognali przed siebie pozostawiając za sobą tylko silniejszy powiew wiatru. Ger mrugnęła dwa razy. Cóż, to było całkiem niezłe. Najwyraźniej ludzie bawili się całkiem nieźle na ich weselu.
- Grunt, że każdy znalazł dla siebie coś co go uszczęśliwiło. - Przeniosła wzrok na kapłana, który wydał się być bardzo zgorszony tym co zobaczył, komentarz mówił sam za siebie i ten znak ręką, który wykonał w powietrzu, dobrze, że nie dostał zawału, bo mieliby jeszcze kaznodzieję na sumieniu, a tego zdecydowanie wolałaby uniknąć.
- Jesteś w stanie tak poznać te perfumy? - Przeniosła spojrzenie na Brennę, bo to było całkiem ciekawe, ona nie miała aż tak wyczulonego węchu, Longbottom potrafiła zaskakiwać.
- Kapłani w kowenie żyją w celibacie? - Rzuciła jeszcze do Macmillana, korzystając z okazji, która sama się napatoczyła. Nie wydawało jej się to takie oczywiste, bo przecież kapłan z kapłanką byli małżeństwem, ale kto wiedział, jak to wyglądało u całej reszty. Nie zastanawiała się nad tym, że to pytanie mogło zostać uznane trochę za bardzo za osobiste.