Wypadało chociaż na chwilę zajrzeć do kowenu podczas takiego dnia. Nie, żeby kiedykolwiek jakoś szczególnie przejmowała się wiarą, jednak dzień święty trzeba święcić, czy coś. Matka na pewno będzie miała na uwadze to, że się tutaj pojawili, jeśli dojdzie do jakiejś kolejnej katastrofy... Nie, żeby uważała, że mieli swoje życie tylko i wyłącznie we własnych rękach... wcale. No, a tak naprawdę nie przywykła do tego, aby zrzucać odpowiedzialność na jakieś siły wyższe, wiedziała, że każdy jest kowalem własnego losu.
Tak jak oni, aktualnie udało im się jakoś wszystko w miarę zgrabnie ułożyć, dojść do konsensusu, ba - już jutro mieli wziąć ślub zorganizowany w jakieś dwa tygodnie, uważała to za spory sukces, zwłaszcza, że ceremonia wcale nie należała do najmniejszych, a szkoda, bo wolałaby to zrobić bardziej kameralnie - na to jednak nie mogli sobie pozwolić.
Udało im się zorganizować nawet kapłana, który nie miał nic przeciwko temu, aby udzielić im ślubu. Widać dobrze było czasem jednak być człowiekiem i nie odstraszać od siebie wszystkich ludzi. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy mogą się do czegoś przydać, nie, żeby traktowała Sebastiana przedmiotowo... wcale nie o to chodziło.
Ambroise był zdecydowanie lepiej od niej przygotowany do wizyty w tym miejscu. Zdążył nawet zorganizować podarek, który miał trafić na ołtarz. Ona o tym nie pomyślała, nie, żeby to była jakaś nowość.
- Chyba wypadałoby. - Odpowiedziała na pytanie narzeczonego. Nie chciała wejść tutaj z pustymi rękoma. -Swoją drogą, kiedy zdążyłeś to zrobić? - Przeniosła wzrok na to, co miał przygotowane, w sumie stworzone przez niego dzieło prezentowało się naprawdę dobrze - najwyraźniej miał jakieś ukryte talenty, o których istnieniu nie wiedziała.
Udali się w stronę stoiska, przy którym można było kupić coś, co będzie mogła położyć na ołtarzu. Stroik, tak to się nazywało, tak chciała kupić stroik. - Dzień dobry, poproszę jeden ze stroików. - Powiedziała do kobiety, która stała przy stoisku. Yaxley wydawała się być nazbyt entuzjastyczna, tak już miała, jak nie do końca wiedziała, co robi. - Nie, nie mam żadnych wymagań, zdam się na panią. - Mruknęła cicho, gdy kobieta zapytała, co konkretnie chce kupić. Geraldine nie miała żadnej wizji, chciała wziąć cokolwiek, położyć to na ołtarzu, i w końcu pójść coś zjeść.
Rzut pierwszy z dwóch ewentualnych, korzystając z przewagi bogacz, zgodnie z opisem w temacie.