Stała z mężem przy stołach, gdzie pozwoliła sobie skosztować większość z przygotowanych potraw, no nie dotknęła wyłącznie tych bez mięsa, kto to bowiem widział, aby jeść rośliny. Była to jedna z jej ulubionych części podczas wszystkich przyjęć, chętnie sprawdzała wybrane przez organizatorów jedzenie.
Uniosła głowę znad talerza dopiero, kiedy dyrektor Selwyn ogłosił losowanie par do tańca. Moment kulminacyjny tego wieczoru. - Jestem ciekawa kto nam się trafi. - Powiedziała cicho do Ambroise'a. Później zamilkła nie chcąc przypadkiem czegoś nie dosłyszeć.
Aaron Moody, ojciec Millie. Nie było tak źle, zawsze mógł się jej trafić ktoś, kogo nie lubiła, czy coś. Czekała, aż i Roise zostanie wylosowany. Zaśmiała się cicho, nie chcąc parsknąć na głos, gdy okazało się, że trafił na Jenkins. - Trafiła Ci się sama Ministra, nieźle. - Nim się od niego oddaliła musnęła delikatnie jego usta. - Widzimy się za chwilę. - Wyszeptała jeszcze, a po chwili ruszyła na parkiet, gdzie dostrzegła wylosowanego dla niej partnera.
Nie sądziła, aby ojciec Millie był szczególnie zadowolony, że padło na nią, na pewno na tej sali znajdowała się kobieta, z którą chętnie by zatańczył, ale tak to już jest z losowaniami, czyż nie? Potrafiły płatać figle.
- Panie Moody. - Dygnęła przed nim zgrabnie, jak wypadało, na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech. Może powinna była nazwać go panem Aaronem? Cóż, na to było już trochę zbyt późno. Podchodziła do mężczyzny z należytym szacunkiem, w końcu był ojcem jej przyjaciółki.
- Tak, Gerard to mój tata. - Jakże miło było słyszeć, że jej ojciec chwalił się jej dokonaniami, niby wiedziała, że doceniał to, co robiła, powtarzał jej przecież wiele razy, że jest jego dumą, jednak te słowa o tym, w jaki sposób o niej mówił innym wzbudzały zawsze wyjątkowe ciepło na sercu.
- Czy mój ojciec nie wspomniał też o tym, że nie mam w zwyczaju odpuszczać? - Dodała z uśmiechem, nie zakładała, aby akurat tym się chwalił, chciała jednak podejść do tego lekko. Potrafiła tańczyć, każda aktywność fizyczna przychodziła jej bardzo łatwo, a taniec sam w sobie niewiele różnił się od jej ukochanej szermierki, tak przynajmniej to sobie tłumaczyła. - Myślę, że jakoś sobie poradzimy. - Nie miała pojęcia, czy pozwoli jej się poprowadzić, nawet jeśli nie, to trudno, jeden taniec to nie było nic wielkiego.