- Pamiętam. - Powiedziała cicho, nie do końca chciała mu właśnie to przypomnieć, ale w ich przypadku nigdy nie było wiadomo dokąd ich dana rozmowa zaprowadzi. Bywały słowa, zdania, które mogły nieświadomie powodować, że wspomnienia wracały. Tak już mieli, w przypadku osób doświadczonych przez życie chyba nie do końca dało się inaczej.
Nie skupiali się jednak jakoś szczególnie na tym, co powodowało powrót do przeszłości, raczej balansowali między tematami, jakby to było zupełnie właściwe. Dogryzali sobie jak za dawnych lat, czasem dotykali te bardziej nostalgiczne myśli, ale pozwalali na to, by to one właśnie ich przytłoczyły. To było całkiem zdrowe podejście, chociaż, czy aby na pewno? Mogło powodować złudną iluzję.
- Tak, widziałam. - Powiedziała teraz nieco wolniej, cedząc litery, aby nie musiał ponownie upewniać się w tym, co mówiła. - Mam podzielność uwagi. To, że udowadniałam Ci swoje racje wcale nie oznacza, że nie dostrzegałam Twoich talentów. - Teraz mogła się przecież do tego przyznać, zresztą miała wrażenie, że o tym wiedział, przecież nie potrafiła kłamać, już wtedy na pewno dało się to po niej zauważyć. Oczywiście, nigdy w życiu nie powiedziała tego w przeszłości na głos, bo przecież musieli być swoimi największymi wrogami, więc coś takiego nie mogło mieć miejsca. Na szczęście to już było za nimi, teraz nie musiała przed nim niczego ukrywać. No, może poza tym, że tak łatwo przyzwyczaiła się do jego obecności i nie do końca lekko przyjdzie jej się pogodzić z jego odejściem, które było nieuniknione, ale serce nie sługa.
Uśmiechnęła się delikatnie, a jej policzki pokryły się rumieńcem, ten komplement nieco ją zawstydził, nie była najlepsza w radzeniu sobie z takimi komentarzami. - Skoro tak mówisz. - To musiała być to prawda, na pewno by jej przecież nie okłamał.
- Mam wrażenie, że jednak w większości przypadków nie musisz udawać, po prostu wiesz, co należy zrobić. - Nie wydawało jej się, aby to była tylko gra pozorów. Miał spore doświadczenie, umiejętności, do tego bystry umysł, szybko łączył fakty, nie musiał udawać, on doskonale sobie radził bez tego.
Z ogromną lekkością przychodził im powrót do tej rywalizacji, która kiedyś im towarzyszyła. Najwyraźniej nadal gdzieś to w nich siedziało, lubiła te ich sprzeczki, zaczepki, które wzbudzały w niej sporo emocji. Teraz właściwie tylko pozytywnych, bo zmienił się cel tej gry między nimi, już nie chodziło o to, kto kogo bardziej skrzywdził, teraz jedynie się prowokowali po to, by zobaczyć jak daleko mogli się posunąć.
- Więc to dobry humor, dobrze, nie będę mylić tych pojęć. - Oczywiście nie mógł mieć pewności, że wygra ponownie, bo stawał w szranki z nią. Kiedyś pewnie nie miałaby, aż tyle pewności siebie, chociaż w ich starciach nie do końca jej brakowało, ale z upływem lat stała się nieco bardziej zuchwała, może nie przy wszystkich, ale gdy ktoś był jej bliski to na pewno mógł to dostrzec.
Dostrzegła błysk w jego oku, przypominał jej ten dawny, który zazwyczaj widziała w jego oczach, kiedy doprowadzali się nawzajem do białej gorączki. - Prawdziwy z Ciebie gentleman. - Dodała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Okropnie łatwo było przy nim zapomnieć o całym świecie, o tym, że nie byli tu sami, ta gra była bardzo wciągająca i angażująca.
- Kto by się tego spodziewał. - Najwyraźniej odeszli już od zaprzeczania dla samego zaprzeczenia, tylko po to, aby któreś z nich miało ostanie słowo w ich potyczce, czy można to było nazwać dojrzałością? - Dobrze, że dotarło do nas czym to było spowodowane. - Być może już wtedy widziała pewne znaki, ale próbowała je wszystkie ignorować, nie dało się jednak ukryć, że tak jak on jej, tak ona jemu pozwalała wtedy na dużo więcej, niż komu innemu. Nie działo się to bez przyczyny.
- Ja? Nieczysto? No coś Ty. Przecież zasady są najważniejsze. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo, bo zdecydowanie wiedział, jak by postąpiła. Kiedyś być może nie, ale teraz? Teraz nie bała się sięgać po nie do końca czyste zagrywki, zdawała sobie sprawę, że dzięki nim może szybko osiągnąć swój cel. Zasady nadal były dość istotne w jej życiu, chociaż na niektóre z nich przymykała oko - bo tak było jej wygodniej.
Ich jakże ciekawą rozmowę przerwało pojawienie się borsuka na ścieżce, na pewno do niej wrócą, gdy już zajmą się tym zagubionym maleństwem, bo przecież nie mogli przejść obok niego obojętnie. Nie mogli. To było dla Prue bardzo oczywiste, a że Benjy stał tuż obok niej, to borsuczątko stało się też i jego problemem.
Mina jej nieco zrzedła, kiedy jej towarzysz się odezwał. Kąciki ust wygięły jej się w podkówkę. Bardzo szybko jej plan legł w gruzach. Fenwick okazał się być bowiem głosem rozsądku, którego jej brakowało. - Żadnego borsuka. - Powtórzyła za nim, a jej oczy znowu spoglądały na to zwierzątko, które przed nimi stało. Było cholernie urocze, trudno jej się było z tym pogodzić, jednak wiedziała, że Benjy ma rację, szczególnie po tych kolejnych słowach, które wypowiedział.
Nie umknęła jej to krótkie zawahanie, pauza o którą się pokusił nim pozbierał myśli. Nie musiał mówić tego w głos. Ich związek, to, co aktualnie ze sobą robili nie miało trwać wiecznie, szkoda, aby ktokolwiek, cokolwiek zostało w to wciągnięte, skoro ledwo sami ze sobą radzili.
- To mogłoby być problematyczne, prawda. - Na tym się skupiła. Ojciec nie poparłby tego pomysłu, to był dobry argument, tylko w głowie jednak pojawił się znowu ten głos, który przypominał jej o tym, o czym nie chciała teraz myśleć. To niedługo się skończy, nie byli w stanie nawet zaopiekować się razem jakimś głupim zwierzęciem, nie chodziło już nawet o tego małego borsuka, bo przecież i z kotem byłoby tak samo.
Nachyliła się w końcu, w sumie to bardziej przykucnęła, aby zbliżyć się do zwierzęcia. - Niestety nie możemy Cię ze sobą zabrać, bardzo bym chciała, żeby było inaczej, ale to nie jest do końca rozsądne. - Zaczęła prowadzić konwersację z borsukiem, który spoglądał na nią jakby naprawdę rozumiał co do niego mówiła... nie miała pojęcia dlaczego tak to wyglądało, ale nie ruszał się póki co z miejsca. - To nie tak, że nie jesteś uroczy, jesteś tak słodki, że najchętniej zatrzymałabym Cię na zawsze, ale to nie do końca mogłoby Ci się spodobać, jak już będziesz dużym borsukiem. - Tłumaczyła się dalej, bo czemu by nie. - Poczekaj chwilkę, zorganizujemy Ci jakieś jabłko, czy coś. - Nie miała pojęcia, czym do końca żywiły się borsuki, ale jabłko wydawało się być w miarę neutralne.
Podniosła się, gdy skończyła swój monolog, rzuciła okiem na okolicę - dostrzegła stół z owocami, który znajdował się w sporej odległości, sięgnęła po różdżkę, machnęła nią zwinnie i mruknęła pod nosem zaklęcie, accio powinno załatwić sprawę.
Po chwili jabłko znalazło się w jej dłoni. - Pierwsza część planu za nami. Jak myślisz, czy pójdzie z nami jeśli go o to ładnie poprosimy? - Spojrzała na Benjy'ego nie do końca przekonana, że zwierzę zrozumie o co im chodziło, a musieli jakoś pomóc mu wrócić do lasu, przecież nie mógł tak sobie siedzieć na środku drogi, bo jeszcze spotkałby kogoś, kto nie był tak miły jak oni. - Ty potrafisz być bardzo przekonujący, może Ciebie posłucha? - Dodała jeszcze, bo Fenwick potrafił wydobyć z siebie bardzo pewne spojrzenie, które nie znosiło sprzeciwu, może i na borsuka by zadziałało.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control