05.11.2025, 20:19 ✶
Poruszył się, zdumiony, na słowa o tym, że plotka o - bezpiecznym, przecież sam o to zadbał - ale jednak kontrowersyjnym sposobie przechowywania żywności ma dotrzeć do jej prawowitych właścicieli. Już miał powiedzieć coś o braku zagrożenia dla zdrowia, kiedy Anthony wspomniał o przekazaniu towaru.
Zrozumienie sprawiło, że jego wzrok złagodniał i Lazarus pozwolił sobie na lekki, porozumiewawczy uśmiech.
Dobry wujek z Ministerstwa, co?
W tej myśli nie było jednak drwiny. Plan był… bliski doskonałości.
- Straty żywności są winą Biura Celnego, ale nie całkowicie, bo pierwotna przyczyna była niezależna od nas - przynajmniej w oficjalnej narracji, wygodnej i krótkowzrocznej, ale chwilowo Lazarus musiał pogodzić się z dyskomfortem upchnięcia prawdy na tylnym siedzeniu rzeczywistości. Może nawet w bagażniku. Nie szkodzi, póki on sam pamiętał, że tam jest.
- Odbiorca winien zwrócić się oficjalną drogą o odszkodowanie, a my - Ministerstwo - powinniśmy rozpatrzyć wniosek i wydzielić rekompensatę, ale na pewno nie równą całkowitej wartości straconego towaru. Ocena procentowego udziału zaniedbań rządu i wydarzeń losowych zajmie na pewno sporo czasu… - oczyma duszy już widział ten biurokratyczny krajobraz tabel i wyliczeń i choć zadanie wyglądało na takie, w którym można się zatracić na długie dni, po trosze cieszył się, że nie jemu przypadnie ono w udziale.
- W każdym razie, to już nie będzie nasza sprawa. A towar oficjalnie powinien trafić do utylizacji. Nikt nie będzie sprawdzał, czy faktycznie to się stało, utylizacja podpisuje wszystko jak leci - nie było tajemnicą, że pracownicy niższego szczebla mieli ciche przyzwolenie na przejrzenie rzeczy przekazanych do zniszczenia, zanim to nastąpiło. Przecież musieli jakoś sobie radzić na niezbyt wysokich ministerialnych pensjach.
Teraz druga sprawa. Dużo delikatniejsza, bo wymagająca manipulacji ludźmi, a w tym Lazarus był zdecydowanie mniej biegły, niż w żonglowaniu dokumentami.
- Informacja musi wycieknąć w sposób kontrolowany i bezpieczny. Nie chcę, by ktoś mnie podejrzewał. Już i tak spróbują mnie obarczyć winą za umieszczenie tej żywności w lodówkach na zwłoki, jak to wyjdzie na jaw. Może ktoś od Koronera mógłby… - spojrzał na Anthony’ego, poszukując wsparcia - A najlepiej by było, jakby pan Lockhart sam dotarł do tej informacji. Kto to w ogóle jest, jakiś zaufany człowiek? - nie wszystkie kontakty OMSHM-u i samego Shafiqa były jeszcze dla niego oczywiste.
Nieproszony dotyk, powiedział Shafiq i - tak, to było dobre określenie. Lovegood nie mógł opanować zesztywnienia i wzdrygnięcia nawet, kiedy świadomie wpuszczał kogoś do środka. Nie, żeby robił to często. Dwie, może trzy osoby miały jak dotąd ten przywilej. Jedna z nich nie żyła. A Anthony przyznał się właśnie do wykorzystywania trzeciego oka. Nie swojego - nieważne. Można się było spodziewać, że i od tego miał odpowiednich ludzi. Lazarus spojrzał na drugie, obecnie puste biurko w gabinecie i z powrotem na swego rozmówcę.
- Pan Selwyn? - zapytał cicho, teraz już niemal pewny.
Zrozumienie sprawiło, że jego wzrok złagodniał i Lazarus pozwolił sobie na lekki, porozumiewawczy uśmiech.
Dobry wujek z Ministerstwa, co?
W tej myśli nie było jednak drwiny. Plan był… bliski doskonałości.
- Straty żywności są winą Biura Celnego, ale nie całkowicie, bo pierwotna przyczyna była niezależna od nas - przynajmniej w oficjalnej narracji, wygodnej i krótkowzrocznej, ale chwilowo Lazarus musiał pogodzić się z dyskomfortem upchnięcia prawdy na tylnym siedzeniu rzeczywistości. Może nawet w bagażniku. Nie szkodzi, póki on sam pamiętał, że tam jest.
- Odbiorca winien zwrócić się oficjalną drogą o odszkodowanie, a my - Ministerstwo - powinniśmy rozpatrzyć wniosek i wydzielić rekompensatę, ale na pewno nie równą całkowitej wartości straconego towaru. Ocena procentowego udziału zaniedbań rządu i wydarzeń losowych zajmie na pewno sporo czasu… - oczyma duszy już widział ten biurokratyczny krajobraz tabel i wyliczeń i choć zadanie wyglądało na takie, w którym można się zatracić na długie dni, po trosze cieszył się, że nie jemu przypadnie ono w udziale.
- W każdym razie, to już nie będzie nasza sprawa. A towar oficjalnie powinien trafić do utylizacji. Nikt nie będzie sprawdzał, czy faktycznie to się stało, utylizacja podpisuje wszystko jak leci - nie było tajemnicą, że pracownicy niższego szczebla mieli ciche przyzwolenie na przejrzenie rzeczy przekazanych do zniszczenia, zanim to nastąpiło. Przecież musieli jakoś sobie radzić na niezbyt wysokich ministerialnych pensjach.
Teraz druga sprawa. Dużo delikatniejsza, bo wymagająca manipulacji ludźmi, a w tym Lazarus był zdecydowanie mniej biegły, niż w żonglowaniu dokumentami.
- Informacja musi wycieknąć w sposób kontrolowany i bezpieczny. Nie chcę, by ktoś mnie podejrzewał. Już i tak spróbują mnie obarczyć winą za umieszczenie tej żywności w lodówkach na zwłoki, jak to wyjdzie na jaw. Może ktoś od Koronera mógłby… - spojrzał na Anthony’ego, poszukując wsparcia - A najlepiej by było, jakby pan Lockhart sam dotarł do tej informacji. Kto to w ogóle jest, jakiś zaufany człowiek? - nie wszystkie kontakty OMSHM-u i samego Shafiqa były jeszcze dla niego oczywiste.
Nieproszony dotyk, powiedział Shafiq i - tak, to było dobre określenie. Lovegood nie mógł opanować zesztywnienia i wzdrygnięcia nawet, kiedy świadomie wpuszczał kogoś do środka. Nie, żeby robił to często. Dwie, może trzy osoby miały jak dotąd ten przywilej. Jedna z nich nie żyła. A Anthony przyznał się właśnie do wykorzystywania trzeciego oka. Nie swojego - nieważne. Można się było spodziewać, że i od tego miał odpowiednich ludzi. Lazarus spojrzał na drugie, obecnie puste biurko w gabinecie i z powrotem na swego rozmówcę.
- Pan Selwyn? - zapytał cicho, teraz już niemal pewny.