Najwyraźniej obie kobiety po prostu zdawały sobie sprawę, jak się sprawy mają. Nie było co obiecać, w końcu czasy były bardzo niebezpieczne, a takie obietnice mogły przynosić rozczarowanie. Widać obie chciały tego uniknąć. Zdawała sobie sprawę też, że rodzeństwo Longbottom bardzo poważnie podchodziło do swoich obowiązków rodziców chrzestnych. Czasem uważała, że przesadzali z rozpieszczaniem Mabel, jednak z drugiej strony może w ten sposób nie odczuwała, aż tak braku ojca. Czuła, że musi jej to w jakiś sposób wynagrodzić. - Mam nadzieję, że te prezenty są takiej wielkości, że będę w stanie je upchać w naszym małym mieszkaniu.- Czasami zastanawiała się, czy warunki jakie zapewniała córce były odpowiednie, choć jak na razie chyba to wszystko, co była w stanie jej zapewnić wystarczało. Z czasem pewnie będzie musiała pomyśleć o innym mieszkaniu, w tej chwili jednak zaplecze cukierni wydawało się być najbardziej odpowiednie i mogła mieć przynajmniej ją ciągle na oku.
- Kurde, plan wycieczki, Ty zawsze wszystko przygotowujesz dokładnie, musi być dopięte na ostatni guzik.- Podziwiała Brenne za takie podejście, mało kto był w stanie przygotować się na wszystkie ewentualności. Szczególnie, że przyjaciółka miała na głowie wiele spraw. Nora zastanawiała się, czy Bren ma czas na sen, wolała o to nie pytać, bo chyba znała odpowiedź i nie była ona specjalnie zachwycająca, przynajmniej jeśli chodzi o zdrowie. W końcu sen był potrzebny do tego, żeby odpowiednio funkcjonować.
- Muszę przyznać, że po ostatnim balu też podchodzę do takich spotkań nieco sceptycznie, także może nawet i lepiej, że wybrałaś inną formę spędzenia tego dnia. - Miło, że brała ją również pod uwagę w tym wyjeździe. Na pewno dobrze im zrobi wyrwanie się chociaż na chwilę od tego wszystkiego. Będą mogły trochę odpocząć i przestać myśleć o obowiązkach. Zdecydowanie opcja wyjazdu wydawała się jej być dużo bardziej atrakcyjna. W końcu ostatni bal zkaończył się dla niej niezbyt atrakcyjnie. Została zamieniona w bobra, przy wszystkich, całym tłumie najróżniejszych czarodziejów. Nie było to miłe wspomnienie, wciąż na samą myśl o tym miała ochotę zapaść się pod ziemią. Wolałaby tego nie powtórzyć. Zdecydowanie zrobiła się fanką bardziej kameralnych spotkań.
- Na pewno dobrze Ci zrobi wyrwanie się na kilka dni, zresztą mi również, wrócimy pełne energii i nowych pomysłów. - Gotowe do dalszej walki z nieprzyjacielem, tego jednak nie dodała. Wiedziała, że każda z nich angażuje się w pomoc słabszych w sposób w jaki potrafi. Figg nie była na przedzie działających, robiła raczej za tło, pomagała swoimi umiejętnościami, jak tylko mogła, jednak zdawała sobie sprawę, że nikt nie zaakceptowałby, gdyby chciała walczyć w inny sposób. Brenna jednak była bezpośrednio zagrożona, niebezpieczeństwo czaiło się na nią w każdej chwili. Ryzyko było ogromne, w końcu nie wiadomo było, kiedy mogą zaatakować. Dobrze jej zrobi taki wyjazd, odpuszczenie na moment, bez ciągłego odwracania się za siebie.
Kobiety spędziły razem jeszcze dłuższą chwilę. Dyskutowały o planach związanych z urodzinami Mabel, Brenny o tym wszystkim, co miało się wydarzyć po Beltane, miały plany, choć zdawały sobie sprawę, że mogą one lec w gruzach. Dobrze było jednak czasem pogdybać, samo rozmawianie o tym, jak spędzą czas przynosiło pewien spokój. Norka pozwoliła sobie wypić jeszcze tego wieczora dwa drinki. Następnie wyszły z Brenną z pubu. Rozeszły się każda w swoją stronę, wtedy Figg zaczęła zastanawiać się jeszcze nad prośbą przyjaciółki. Musiała znaleść truciznę, którą dla niej przygotuje, zabezpieczenie w razie ewnetualnego ataku śmierciożerców, namiastkę poczucia bezpieczeństwa, że Longbottom będzie mogła odejść z tego świata na własnych warunkach.