06.11.2025, 07:42 ✶
Stukot jej obcasów odbijał się echem po korytarzach posiadłości, gdy ta nieśmiało zerkała na kieszonkowy zegarek. Do kolacji zostało kilka minut i chociaż nie było w dobrym guście się spóźnić to chciała zajrzeć na rodzinne cmentarzysko - jakież było jej zdziwienie, gdy klamka ustąpiła ze znajomym skrzypnięciem lecz drzwi nie zamierzały się otworzyć. Uniosła brew nie do końca rozumiejąc. Jednakże nie miała czasu szukać odpowiedzi, a z pewnością nie w tej chwili. Obróciła się na pięcie ruszając do właściwego pomieszczenia.
Odziana w elegancką czarną sukienkę od której odcinały się karmazynowe korale wykonane z narwanych przez jej lubego kwiatów, idealnie wpasowujące się do ciemnej szminki które zdobiła jej usta.
Szła pewnym krokiem, unosząc dumnie głowę, a platynowe loki uskakiwały w rytmie jej marszu, spięte luźno czarną wstążką. Biła od niej woń wanilii i słodkich gruszek, słodki acz nie mdly zapach, który był jej nieodlaczna częścią. Była podekscytowana, aczkolwiek skrywała wszelkie tego typu niepotrzebne emocje głęboko w sobie. To było jej pierwsze takie mabon. Pierwsze tu, z całą rodziną, ale również pierwsze z tymi, których nieśmiało jej serce zaczynało nazywać rodziną, a którzy pozostali w Necromiconie.
Jej wzrok w pierwszej kolejności padł na prababcie, która akurat zasiadała do stołu.
-Prababciu - rzuciła, uważając aby publicznie nie nazwać ją bunią jak to miała w nawyku, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, przeleciała wzrokiem po wszystkich, pochwyciła jedną ręką rąbek sukni i delikatnie dygnęła. W drugiej dłoni dzierżyła kwiaty i butelkę whisky.
-Miło was widzieć - zagaiła, przelatując spojrzeniem po obecnych, chociaż Alexandra już widziała tego dnia, tak samo jak Lorien i Selinę, w końcu niespełna dwie godziny wcześniej tuptała po Mulciber Manor chcąc pomóc przy ostatnich przygotowaniach.
Podeszła do Alexandra, aby wręczyć mu butelkę
-Alexandrze... - przez jej usta przebiegl łobuziarski uśmiech, zaraz po tym przeszła do Seliny - Najdroższa Pani domu, przyniosłam Ci kwiaty - rzuciła z czułością, acz przywołała jedną ze służących aby nie robić zbędnego chaosu i przekazać kwiaty. Byli gospodarzami i chociaż właściwe prezenty od rana czekały w jednej z komnat, tak nie wypadało przychodzić z pustymi rękami, szczególnie że była tym młodzikiem pośród poważnych person z czego zdawała sobie sprawę. Nie było w tym nic dziwnego czy zaskakującego, Mulciber zawsze tak robiła, gdy prababcia zaprosiła ją do siebie również z pustymi rękami nie przyszła, gdy odwiedzała już zmarłego brata swojego ojca zachowywała się podobnie, wizyty zapowiadała, a w rękach zawsze dzierżyła jakiś drobiazg.
Ruszyła na swoje miejsce bez zastanowienia, a jasne spojrzenie dostrzegło nieznajome oblicze
-Witaj - skinęła głową Charlotte, położyła zaraz dłoń na ramieniu Richarda w geście powitalnym, aby zwrócić na niego wzrok, lustrując zmiany jakie zaszły w mężczyźnie. Wyglądał dobrze, chociaż czuła się ciut nie swojo widząc te bardziej niż standardowe podobieństwo do zmarłego wuja. A może to tylko jej przyzwyczajenie?
Jej myśli skakały żywo od Mulciber Manor do Necro, gdzie od rana rownież trwały żywe przygotowania w których aktywnie uczestniczyła. I chociaż Baldwin do najbardziej żywych nie należał bo uśmiechnęła się do nich pełnia, to miało to swoje pozytywy. Chłopak dał się grzecznie maltretować nie mając siły na sprzciw, a może było mu już wszystko jedno? Ważne że wyglądał uroczo i pachniał tak jak należy czyli Mulciberówną.
Lubiła gdy nią pachniał, niczym niemy podpis, a ten zapach w dziwnie idealny sposób komponował się z zapachem papierosowego dymu, farb i whisky co tworzyło oryginalna i ciekawa kompozycje. To pachniało nim, ale tym nim z horyzontalnej, od momentu gdy nieumyślnie wpuścił ją do swojego życia niczym jednego z tych bytów, demonów, których nie należało wpuszczać bo te nie miały w naturze wychodzić.
Uniosła wzrok na obecnych, powoli przesuwając spojrzeniem po członkach rodziny.
Kolejny raz zerknela w kierunku nieznajomej kuzynki na której zawiesiła spojrzenie
-Nie miałyśmy przyjemności się poznać, Scarlett Mulciber - zgaila z wrodzoną nonszalancja, wyciągając w jej kierunku dłoń.
Odziana w elegancką czarną sukienkę od której odcinały się karmazynowe korale wykonane z narwanych przez jej lubego kwiatów, idealnie wpasowujące się do ciemnej szminki które zdobiła jej usta.
Szła pewnym krokiem, unosząc dumnie głowę, a platynowe loki uskakiwały w rytmie jej marszu, spięte luźno czarną wstążką. Biła od niej woń wanilii i słodkich gruszek, słodki acz nie mdly zapach, który był jej nieodlaczna częścią. Była podekscytowana, aczkolwiek skrywała wszelkie tego typu niepotrzebne emocje głęboko w sobie. To było jej pierwsze takie mabon. Pierwsze tu, z całą rodziną, ale również pierwsze z tymi, których nieśmiało jej serce zaczynało nazywać rodziną, a którzy pozostali w Necromiconie.
Jej wzrok w pierwszej kolejności padł na prababcie, która akurat zasiadała do stołu.
-Prababciu - rzuciła, uważając aby publicznie nie nazwać ją bunią jak to miała w nawyku, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, przeleciała wzrokiem po wszystkich, pochwyciła jedną ręką rąbek sukni i delikatnie dygnęła. W drugiej dłoni dzierżyła kwiaty i butelkę whisky.
-Miło was widzieć - zagaiła, przelatując spojrzeniem po obecnych, chociaż Alexandra już widziała tego dnia, tak samo jak Lorien i Selinę, w końcu niespełna dwie godziny wcześniej tuptała po Mulciber Manor chcąc pomóc przy ostatnich przygotowaniach.
Podeszła do Alexandra, aby wręczyć mu butelkę
-Alexandrze... - przez jej usta przebiegl łobuziarski uśmiech, zaraz po tym przeszła do Seliny - Najdroższa Pani domu, przyniosłam Ci kwiaty - rzuciła z czułością, acz przywołała jedną ze służących aby nie robić zbędnego chaosu i przekazać kwiaty. Byli gospodarzami i chociaż właściwe prezenty od rana czekały w jednej z komnat, tak nie wypadało przychodzić z pustymi rękami, szczególnie że była tym młodzikiem pośród poważnych person z czego zdawała sobie sprawę. Nie było w tym nic dziwnego czy zaskakującego, Mulciber zawsze tak robiła, gdy prababcia zaprosiła ją do siebie również z pustymi rękami nie przyszła, gdy odwiedzała już zmarłego brata swojego ojca zachowywała się podobnie, wizyty zapowiadała, a w rękach zawsze dzierżyła jakiś drobiazg.
Ruszyła na swoje miejsce bez zastanowienia, a jasne spojrzenie dostrzegło nieznajome oblicze
-Witaj - skinęła głową Charlotte, położyła zaraz dłoń na ramieniu Richarda w geście powitalnym, aby zwrócić na niego wzrok, lustrując zmiany jakie zaszły w mężczyźnie. Wyglądał dobrze, chociaż czuła się ciut nie swojo widząc te bardziej niż standardowe podobieństwo do zmarłego wuja. A może to tylko jej przyzwyczajenie?
Jej myśli skakały żywo od Mulciber Manor do Necro, gdzie od rana rownież trwały żywe przygotowania w których aktywnie uczestniczyła. I chociaż Baldwin do najbardziej żywych nie należał bo uśmiechnęła się do nich pełnia, to miało to swoje pozytywy. Chłopak dał się grzecznie maltretować nie mając siły na sprzciw, a może było mu już wszystko jedno? Ważne że wyglądał uroczo i pachniał tak jak należy czyli Mulciberówną.
Lubiła gdy nią pachniał, niczym niemy podpis, a ten zapach w dziwnie idealny sposób komponował się z zapachem papierosowego dymu, farb i whisky co tworzyło oryginalna i ciekawa kompozycje. To pachniało nim, ale tym nim z horyzontalnej, od momentu gdy nieumyślnie wpuścił ją do swojego życia niczym jednego z tych bytów, demonów, których nie należało wpuszczać bo te nie miały w naturze wychodzić.
Uniosła wzrok na obecnych, powoli przesuwając spojrzeniem po członkach rodziny.
Kolejny raz zerknela w kierunku nieznajomej kuzynki na której zawiesiła spojrzenie
-Nie miałyśmy przyjemności się poznać, Scarlett Mulciber - zgaila z wrodzoną nonszalancja, wyciągając w jej kierunku dłoń.