Lubiła być przygotowana na wszystko. Tak już miała, nie należała do osób, które zbyt często pozwalały sobie na popełnianie tych samych błędów, zwłaszcza, jeśli istniała możliwość, aby można było ich uniknąć. Zapobiegawczo więc zaopatrzyła się w odpowiednie obuwie, nie mogła pozwolić na to, żeby Benjy nosił ją na plecach za każdym razem, kiedy nie do końca radziła sobie z otoczeniem. Odpowiednie buty miały jej w tym pomóc, no przynajmniej częściowo. Nie wszystko było przecież od nich zależne.
- Wspaniale. - Nie, żeby jakoś narzekała na ten spacer, jednak nie była jakąś ogromną pasjonatką długich wędrówek, zresztą dzisiejszym celem wieczoru nie było chodzenie po lesie.
Prychnęła cicho, gdyby faktycznie oglądała każdy korzeń to znajdowaliby się jeszcze przy wejściu do lasu. Starała się zresztą za bardzo nie przejmować miejscem, w którym się znaleźli, chociaż nie dało się nie zauważyć, że nabawiła się pewnego urazu, zdarzało jej się na krótką chwilę zawieszać wzrok na niektórych gałęziach, jakby bała się, że coś może się z nich wyłonić, ale to i tak było niewiele jak na to, co ją spotkało. Zresztą wiedziała, że przy Benjy'm nie musi się bać.
- Uwierz mi, że gdybym oglądała każdy korzeń, to daleko byśmy nie zaszli. - Coś czuła, że zdawał sobie z tego sprawę, bo była bardzo dokładna, jeśli się w coś angażowała.
Zupełnie odruchowo wyciągnęła dłoń i chwyciła go za rękę, jakby to była najbardziej oczywista rzecz z możliwych, w końcu tak postępowały pary, czyż nie, a oni wbrew wszystkiemu postanowili się tak nazywać, więc korzystała z profitów, jakie to za sobą niosło. Dobrze było mieć przy sobie kogoś, kto wydawał się chcieć tej obecności drugiej osoby tak jak ona. Nie musieli mówić wiele, rozkładać tego na części pierwsze, po prostu byli, w tym miejscu i w tym czasie dla siebie i okropnie łatwo było się do tego bycia przyzwyczaić.
Zatrzymali się na moment, Fenwick się do niej odwrócił, Prue spoglądała na niego uważnie, była dziwnie spokojna, jak na miejsce w którym się znajdowali. - Słyszę. - Do dźwięku gałęzi poruszających się na wietrze faktycznie dołączył ten wody uderzającej o brzeg. - Sto Twoich kroków, czy moich? - Bo to była zdecydowana różnica, nie, żeby jakoś specjalnie przejmowała się już tą odległością, sto kroków, jego, czy jej to było tyle co nic.
W pewnym momencie Benjy odwrócił wzrok, Prue nie wiedziała, czy coś usłyszał, czy może coś innego zwróciło jego uwagę, spojrzała w tym samym kierunku, żeby upewnić się, iż nic nie wyskoczy z krzaków. Nie wydawało jej się jednak, aby coś tam dostrzegła.
- Możemy iść dalej? - Zapytała cicho, bo skoro znajdowali się już tak blisko, to warto było się ruszyć, aby dotrzeć do celu. Naprawdę nie mogła się tego doczekać, nigdy wcześniej bowiem nie robiła podobnych rzeczy, to nie było w jej stylu, powodowało to więc w niej ogromną ekscytację. Nie miała pojęcia o tym, że coś rozproszyło Benjy'ego na dłużej, że coś próbowało owijać wokół niego swoje łapska, bo nie dawał tego po sobie poznać, dla niej był w tej chwili ostoją, gdyby tylko wiedziała, że sam zaczynał się rozsypywać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control