Nie zamierzała pozwolić na to, żeby jedna - być może bardzo intensywna sytuacja, spowodowała w niej wstręt do takich miejsc. Być może odczuwała strach, może jej kroki były odrobinę niepewne, jednak stawiała je, jeden za drugim. Liczyła na to, że Benjy pomoże jej trochę odczarować podobne miejsca. Zresztą kiedy chodziło o niego, to nie wydawało się wcale takie trudne. Wiedział co robi, wiedział dokąd ją prowadzi, łatwo było uwierzyć w to, że ma nad wszystkim kontrolę, że nie musi się niczego bać, przy nim wszystko było dużo prostsze. Być może przywykła do tego, aby radzić sobie ze wszystkim sama, ale aktualnie nie było to konieczne, całkiem łatwo przyszło jej odnalezienie się w tej nowej rzeczywistości, w której był przy niej.
- Podejrzewam, że zdążyłbyś też jeszcze coś zjeść, wziąć prysznic, może nawet przeczytać. - Tak, gdyby faktycznie miała oglądać korzenie, to Benjy miałby bardzo dużo wolnego czasu, który mógłby wykorzystać. Na szczęście nie zamierzała tego robić.
Nie zareagowała na szturchnięcie, poza tym, że uśmiechnęła się sama do siebie, kiedy to zrobił. Brakowało jej takiej lekkości, jaka im dzisiaj towarzyszyła, niczym się nie przejmowała, bo nie musiała. Byli tylko oni, las no i jezioro do którego powoli się zbliżali. To miał być naprawdę przyjemny wieczór.
- Czyli muszę się postarać, bo zrobi się z tego trzysta. - Odpowiedziała cicho. Nie mogła go zawieść, była w końcu nową wersją Prudence, gotową na przygodę. Nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej zmienić swoje nastawienie do podobnych wypraw, jak widać - wystarczyło odpowiednie towarzystwo, a nawet ona była w stanie odnaleźć to gdzieś w sobie.
- Jestem, aż taka przewidywalna? - Dodała z udawanym oburzeniem. Akurat coś podobnego mogło paść z jej ust. Dreptała więc za nim, w sumie to raczej tuż obok niego, kiedy pociągnął ją w stronę ścieżki. Już niedługo mieli znaleźć się nad jeziorem. W powietrzu coraz bardziej była wyczuwalna wilgoć, wiatr też zrobił się nieco chłodniejszy, co oznaczało, że faktycznie zmierzali do ich dzisiejszego celu.
- Hmm. - Wyrwało jej się, gdy znaleźli się na miejscu. Widok był zachwycający, jednak to natura malowała najpiękniejsze obrazy. Tafla jeziora ledwie drgała, było spokojne, jakby spało, może noc tak na nie działała. Księżyc oświetlał okolicę, dopełniał ten obraz. Było tu całkiem malowniczo, czuła się trochę jak intruz, który wszedł nie do swojego świata, ale chyba nikt nie będzie miał im tego za złe.
- Warto było. - Dodała cicho. Warto było wejść do ciemnego lasu, aby znaleźć się w tym miejscu.
- Myślisz, że woda jest znośna? - Wiedziała, że na pewno nie będzie ciepła, o ile w ogóle kiedykolwiek w ciągu roku można było uznać wodę w podobnych zbiornikach za ciepłą. Niby mieli jeszcze lato, ale noce były coraz chłodniejsze, co wiązało się z tym, że pewnie i woda nie należała do najbardziej przyjemnych. Miała jednak pewne założenie, nie zamierzała się wycofać, bo kiedy coś sobie postanowiła to raczej starała się doprowadzać plan do realizacji, mimo tego, że mogło się to wiązać z jakimiś nieprzyjemnościami.
- Zapewne bywałeś tu często. - Stwierdziła w sumie fakt, miał więc doświadczenie w podobnych sytuacjach, którego Bletchley zdecydowanie brakowało. Trochę zazdrościła im tej beztroskiej młodości, jej samej jakoś nigdy nie udało się z nikim stworzyć zbyt bliskich więzi, na pewno nie na tyle, by spędzać razem wakacje, czy inne wolne chwile. Trochę ją ominęło w sumie z własnego podejścia, mogła nie być taka wycofana, ale może gdyby nie to, to byłaby kimś zupełnie innym, zresztą nie było rzeczy, których nie dało się nadrobić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control