Niestety czas płynął, a dzieci dorastały. Taka już była kolej rzeczy, nie dało się przed tym uchronić. Szkoda, bo chętnie wróciłaby do momentu, w którym wszystko było proste, a każde z jej dzieci znajdowało się w zasięgu jej wpływów. Niestety nie mogła nic zrobić z tym, że dorastali. Czuła, że Ursula rozumie jej podejście, ona również patrzyła na to jak jej bliscy się zmieniali i tak jak ona nie do końca miała wpływ na podejmowane przez nich decyzje. Nie mogły nic z tym zrobić, musiały się temu przyglądać z boku, bo młodzi nie do końca chętnie korzystali z rad starszych. Kiedyś pewnie zrozumieją jak to jest, tak właściwie to już miała pewność, że niedługo dotrze do nich co to znaczy mieć w swoich rękach odpowiedzialność za kolejnego człowieka, nie mogła się doczekać, aż zobaczy ich w tej roli, może wtedy coś do nich dotrze, zrozumieją to, co od dawna zamierzała im przekazać.
- To prawda, granice zaczęły się zacierać, niestety. Nic nie możemy na to poradzić. - Nie była z tego powodu jakoś bardzo szczęśliwa, dużo bardziej odpowiadał jej dawny porządek świata, wydawało jej się, że łatwiej było się w nim odnaleźć, każdy wiedział, jaką drogą powinien podążać. Teraz? Wydawało im się, że mogą wszystko, a to mogło być bardzo złudne, upadek w tym wypadku na pewno będzie bardzo bolesny, oby nie musieli go przeżywać.
Sprawdziły, czy stoły przygotowane w dużej mierze przez Gerarda prezentowały się godnie, mogły więc w końcu dołączyć do reszty gości, którzy już zajmowali swoje miejsca. Czas najwyższy, wiedziała, że warto, aby znajdowały się blisko ludzi, bo dzięki temu będą mogły reagować, kiedy coś pójdzie nie po ich myśli. Musiały być czujne, dbać o to, by wszystko zostało dopilnowane, w końcu młodzi nie mieli czasu na takie rzeczy, mężczyźni... cóż - im nie do końca można było ufać. Jej mąż na pewno będzie zajęty odpowiednią celebracją tego wydarzenia. To na jej barkach wiec spoczęła ta odpowiedzialność, na szczęście miała obok siebie naprawdę doskonałą kompankę, dla której to również wydawało się istotne.
Nie spodziewała się, że tak szybko przyjdzie im się zmierzyć z pierwszym problemem, było w końcu całkiem wcześnie, najwyraźniej niektórzy już zaczęli świętować, może nawet nieco za bardzo jak na taką wczesną godzinę. Słońce przecież nie zdążyło się jeszcze schować za horyzontem.
Mężczyźni, przewróciła oczami, gdy zobaczyła Archibalda, który nie wiadomo skąd pojawił się przed Ursulą, najwyraźniej dostrzegł w niej idealną kompankę do zabawy. Nie wydawało się Jennifer, aby kobieta podeszła do tego z entuzjazmem, mężczyzna był zdecydowanie zbyt głośny. Posłała mu chłodne spojrzenie, które sugerowało, że powinien się odsunąć. Miała nadzieję, iż je dostrzeże, bo wydawał się być mocno zaabsorbowany jej towarzyszką.
Nie widział... cóż musiała ugryźć temat inaczej. Nie mogła zostawić Ursuli samej w tej sytuacji, musiała jakoś jej pomóc pozbyć się kłopotu. - Ursulo, tu jesteś, właśnie Cię szukałam. - Nie sądziła, że Archibald zauważył, że stała tutaj od jakiejś chwili.